MŚ w narciarstwie klasycznym. Kowalczyk pruje po medal

Justyna Kowalczyk chce odzyskać utracone dwa lata temu w Oslo tytuły mistrzyni świata. Pierwsza okazja w czwartek. O 10.45 eliminacje, od 12.45 finały sprintu stylem klasycznym. Transmisja w TVP 2 i Eurosporcie. Relacje na żywo na Sport.pl I aplikacji Sport.pl Live na Androida.

Zajrzyj na nasz specjalny serwis o mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym

Start, podbieg, prostka, zjazd, malutka hopka, zjazd, długi finisz i meta - tak Polka opisuje 1200-metrową trasę sprintu. Żeby zdobyć medal, trzeba będzie przebiec ją cztery razy. Najmniejszy błąd grozi kolizją, upadek czy nawet chwilowa utrata równowagi to koniec marzeń o sukcesie.

W finale jest sześć miejsc, złoty medal jeden. - Bjoergen, Falla, Ingemarsdotter, Iwanowa, Malvalehto, Gaiazova. Randall troszkę dalej i jeszcze na pewno ktoś - wyliczała najgroźniejsze konkurentki Kowalczyk. Trochę przy tym wzdychała. - Gdyby komuś udało się odjechać na podbiegu, to i tak zostanie dogoniony na płaskim. Finisz jest długi, więc mocne będą sprinterki. Szkoda, że nie biegamy po trudniejszej trasie dla mężczyzn. W tej sprawie jestem feministką. Chciałabym biegać tam gdzie oni.

W stylu klasycznym Polka nie ma sobie równych na świecie. Z szacunkiem o jej technice klasycznej i możliwościach wypowiadają się wszyscy, z Norweżką Marit Bjoergen na czele.

Trener Aleksander Wierietielny nazywa technikę biegu Justyny "podręcznikową". - To trzeba filmować - mówił trener. Przed mistrzostwami Kowalczyk przygotowywała się właśnie do startów klasykiem, ze względu na operację kolana w marcu ograniczyła treningi do stylu łyżwowego do minimum. - Justyna nauczyła się klasyka. W jej narciarstwie nie ma nic wrodzonego. Jak sobie przypomnę początki, to... była właściwie antynarciarką. Jest dobra w klasyku również dzięki budowie ciała. Jest wyższa i szczuplejsza niż "łyżwiarki".

- Mięśnie, które są ważne w klasyku, mam silne. Te, które mają być smukłe, takie są. Odwrotnie niż w łyżwie. Porównajcie mnie i Szwedkę Charlottę Kallę, wtedy zobaczycie różnicę między "klasyczką", a "łyżwiarką" [szwedzka mistrzyni olimpijska na 10 km łyżwą jest niższa od Kowalczyk o kilkanaście centymetrów i mocniej zbudowana - red.] - mówiła Justyna.

Polka wydaje się wyższa, wygląda bardzo szczupło. Widać, że popracowała nad tym, by się odchudzić i "wozić" ze sobą jak najmniej kilogramów. - Podobnie wyglądała w Vancouver, ale nie wiem, ile waży - powiedział trener Wierietielny. - Ostatnio nie staje na wadze, żeby nie poczuć się jak anorektyczka, ale odżywia się prawidłowo i mądrze. - Ubranka wkładam te same - uśmiechała się Justyna.

Szczupła nie znaczy słaba. W miniony weekend w szwajcarskim Davos pokazała w Pucharze Świata moc. W wielkim stylu wygrała sprint klasykiem. Na mecie miała prawie trzy sekundy przewagi nad Bjoergen. Norweżka biegła dopiero siódmy raz w sezonie i po raz pierwszy przegrała.

- Marit miała startować także w Tour de Ski, ale tuż przed imprezą pojawiły się problemy z sercem. Musieliśmy zrobić przerwę - mówił Egil Kristiansen, trener norweskich biegaczek. - Presja na Marit jest większa niż przed MŚ w Oslo. Na igrzyskach w Vancouver zdobyła dwa złote medale w biegach indywidualnych, w Oslo - trzy. Oczekiwania rosną, znowu będzie musiała zmierzyć się z rolą faworytki.

A Kowalczyk? - Nie wierzę, że Polka wyjedzie bez jednego choćby złota z Val di Fiemme. Ale mam taką nadzieję - powiedział.

Kowalczyk wywalczyła sześć medali MŚ - każdego koloru po dwa. Ale mistrzynią świata w swoim ulubionym stylu klasycznym jeszcze nie była. - Wydaje mi się, że jest forma, pokazują to wyniki. Pozostaje więc tylko potwierdzić te słowa na trasie. Ale nie tylko ja nie jestem mistrzynią świata w klasyku. W ogóle nie rozmawiam o medalach - powiedziała polska biegaczka, która w 2003 roku debiutowała w MŚ właśnie w Val di Fiemme. - Było wtedy słonecznie. Przyjechałam dwa tygodnie po mistrzostwach świata juniorów, gdzie w sprincie łyżwą wywalczyłam srebrny medal. Było to moje zadanie i dlatego praktycznie wszyscy nosili mnie we Włoszech na rękach. Wystartowałam na 10 km klasykiem, byłam 48., i w sprincie zajęłam 31. miejsce. Zapoznałam się z wielką imprezą, i tyle. Dla mnie to było ogromne przeżycie, oglądałam z bliska wielkie biegaczki i marzyłam, że może kiedyś też taka będę. Zupełnie inaczej niż teraz.

Teraz Polka jest wielką faworytką. Właściwie każdy jej start powinien wyglądać podobnie - ze startu wystrzeli jak z katapulty i będzie pruła niczym skuter śnieżny do końca. W Vancouver przegrała sprint klasykiem z Bjoergen, bo popełniła błąd na ostatnim zjeździe i ostrym wirażu. - Dlatego teraz myślę tylko o tym, żeby się skoncentrować, pobiec jak najlepiej, jak najszybciej i pokonać trasę bezbłędnie - kończy Kowalczyk.

Zobacz wideo
Więcej o: