Biegi narciarskie. Kowalczyk w Davos ma chodzić jak szwajcarski zegarek

- Jeżeli teraz nie będzie w czołówce, to na mistrzostwach świata nie osiągnie sukcesów - mówi fizjolog sportu Krzysztof Mizera. W sobotę i niedzielę w Davos Justyna Kowalczyk po raz ostatni sprawdzi się przed mistrzostwami świata, które 20 lutego rozpoczną się w Val di Fiemme. Transmisja sprintu w sobotę o godz. 11.45 w TVP 2 i Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl.

Relacje na żywo w twoim smartfonie. Pobierz aplikację Sport.pl LIVE ?

Dwa tygodnie temu w Soczi Kowalczyk zajęła 43. miejsce w sprincie stylem dowolnym, a w biegu łączonym na 15 km zeszła z trasy jeszcze w pierwszej części rywalizacji. - Przed Soczi trenowała trzy razy dziennie, dlatego tam mogła być zmęczona. Widać było, że niezależnie od źle wybranych nart na olimpijskich trasach ruszała się jak mucha w smole - mówi były trener kadry biegaczek Szymon Krasicki.

Wymazać Soczi

Profesor krakowskiej AWF, pod okiem którego Kowalczyk zdobyła tytuł magistra, a teraz pracuje nad doktoratem, wierzy, że po powrocie z Soczi do Livigno na wysokości od 1800 do 2000 m n.p.m. trenowała już dużo spokojniej. - Wtedy ona i trener Aleksander Wierietielny zrobili tzw. odbudowanie, a więc okres kilkunastu dni zwiększonej pracy. Po nim następuje czas lżejszej pracy, odpoczynku. W okresie bezpośredniego przygotowania startowego schodzi się z obciążeń i mam nadzieję, że to na Justynę podziała właściwie - mówi były trener naszej kadry biegaczek. - Krótko mówiąc, mam zaufanie do tej dwójki, wierzę, że Soczi zostanie z naszej pamięci wymazane - dodaje profesor.

Na to samo liczy kibicujący naszej mistrzyni olimpijskiej Krzysztof Mizera. - Można uznać, że w Soczi miał miejsce wypadek przy pracy, bo taki może się zdarzyć nawet zawodnikowi najwyższej klasy. Ale gdyby teraz ponownie Kowalczyk zajęła 30. czy 40. miejsce albo gdyby znów zeszła z trasy, byłaby to dla nas informacja bardzo przykra - mówi fizjolog, który na co dzień współpracuje m.in. z kadrą polskich kolarzy. - Jeśli Justyna w Davos nie będzie się prezentowała dużo lepiej niż w Soczi, będzie to znaczyło, że jej przetrenowanie - bo pewnie właśnie z tego powodu w Rosji wypadła słabo - jest poważne. Przy nieprawdopodobnej wydolności i sile Kowalczyk po zwykłym przetrenowaniu, a więc takim, jakie dla przeciętnego człowieka oznaczałoby zajechanie organizmu, powinna zregenerować się w trzy-cztery dni. Tak naprawdę w Davos Justyna musi zaprezentować najwyższą formę startową. Jeśli w sobotę i w niedzielę nie będzie jej w pierwszej "szóstce", to z fizjologicznego punktu widzenia w kilka dni, jakie zostaną do mistrzostw, ona tej formy już nie znajdzie - ocenia Mizera.

Podobnie uważa Krasicki. - W sobotę w sprincie, o ile nie wydarzy się nic losowego typu kolizja albo zgubiony kijek, Justyna powinna być w finale, a więc w szóstce. Natomiast gdyby w niedzielę odbywał się bieg na 10 km "klasykiem", a nie "łyżwą", liczyłbym, że Kowalczyk stanie na podium. W stylu dowolnym jest słabsza, ale nie ulega kwestii, że powinna być w czołowej "dziesiątce" i to - prawdę mówiąc - na pozycji bliżej pierwszej trójki niż końca tej "dziesiątki" - analizuje były trener.

Krasicki podkreśla, że cały czas wierzy w duet Kowalczyk - Wierietielny, ale też przyznaje, że biegi w Davos będzie obserwował z pewną obawą. - Jak wiemy, Justyna dochodzi do najwyższej formy poprzez częste starty. Ostatnio było ich mało, kalendarz Pucharu Świata nie jest dla Justyny dobry, bo inaczej niż w ubiegłych latach ona nie mogła sprawdzać się w zawodach tydzień w tydzień, a żaden trening czy wewnętrzny sprawdzian nie zastąpi jej rywalizacji z mocnymi przeciwniczkami - mówi.

Małysz nie pomoże...

Powrotu naszej mistrzyni olimpijskiej do walki z Marit Bjoergen, Teresą Johaug i innymi zawodniczkami ostrzącymi sobie zęby na medale mistrzostw świata obawia się główny psycholog polskich olimpijczyków Marek Graczyk. - Skłamałbym, gdybym stwierdził, że jestem o Justynę spokojny. Na pewno jest to osoba bardzo ambitna, podchodząca do swoich zadań z olbrzymim zaangażowaniem, i to jest plus, ale też jednocześnie minus. Ona przez tę ambicję jest osobą wysoce reaktywną. Jest bardzo wrażliwa, odczuwa bardzo silny stres, choć może na zewnątrz tego nie widać. Nie mam wątpliwości, że będzie walczyła, żeby pokazać, że Soczi nic nie znaczy, ale nie mam pewności, czy ta silna motywacja nie okaże się jej wrogiem - tłumaczy.

Graczyk opiekował się polskimi olimpijczykami już na igrzyskach w Turynie. W 2006 roku z bliska obserwował, jak Kowalczyk błyskawicznie wstaje z kolan. Wtedy kilka dni po zasłabnięciu na trasie swej koronnej konkurencji, czyli biegu na 10 km stylem klasycznym, Polka niespodziewanie zdobyła brązowy medal na 30 km "łyżwą". - Wierzę, że i teraz sobie poradzi, bo wiem, że ma wspaniałego trenera. Bardzo doświadczonego, uczciwego w stosunku do niej. On nie traktuje jej przedmiotowo. Dlatego jeśli zobaczyli, że coś w treningu nie zagrało, jeśli zauważyli symptomy przeciążenia, to na pewno potrafili pewne rzeczy odpuścić, aby Justynie nie stała się krzywda. Na pewno wiele rzeczy poprawili, przeanalizowali, na pewno wspólnie wykonali solidną pracę - tłumaczy. - Ale musimy zdawać sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji są teraz. Przecież po Soczi cała Polska zastanawia się, co się stało, i cała Polska czeka, co będzie dalej. Na Justynie ciąży ogromna presja. Łatwiej było jej, kiedy jeszcze skakał Adam Małysz, bo wtedy zimą wspólnie dźwigali oczekiwania kibiców, a teraz ona jest sama. Kamil Stoch to bardzo dobry skoczek, ale jest jasne, że od niego nie oczekujemy aż tyle. Justyna to osoba odpowiedzialna, zobowiązujące jest dla niej też to, że niedawno znów została uznana za najlepszego sportowca kraju, wszystkie rzeczy tego typu składają się na niesamowite obciążenie. Stres, jaki ona przeżywa, może demolować organizm - dodaje specjalista.

... psycholog też nie

Sama Kowalczyk twierdzi, że nikt nie wywiera na niej takiej presji jak ona sama, i przekonuje, że pomocy psychologa nie potrzebuje. - Teoretycznie psycholog bardzo by jej pomógł, bo ona pracuje praktycznie przez cały rok, a w takiej sytuacji dobrze złapać oddech choćby przez ćwiczenia psychoregulacyjne. Ale w praktyce pojawienie się kogoś takiego w teamie Justyny byłoby dla niej dyskomfortowe, bo wtedy musiałby nastąpić podział autorytetów. Dla niej najwyższym autorytetem jest trener. On ją prowadzi we wszystkim, i skoro to działa, to niech tak zostanie. Już w Turynie widziałem, że Justyna czuje się bardzo źle, nawet współpracując z dr. Robertem Śmigielskim, bo on siłą rzeczy zabierał pewien obszar z kompetencji trenera. Generalnie jestem za tym, żeby sportowcy pracowali z różnymi fachowcami, ale w tym przypadku myślę, że skoro team Justyny świetnie funkcjonuje w obecnym składzie, to na tym trzeba poprzestać - tłumaczy Graczyk.

Psycholog polskich olimpijczyków zauważa również, że sama Kowalczyk doskonale reaguje na trudne sytuacje. - Z opresji wychodziła już wiele razy, dlatego jest nauczona, że sama sobie poradzi. Może rzadziej znajdowałaby się w trudnych sytuacjach, gdyby pracowała ze specjalistą, ale niewątpliwie bronią Justyny jest przekonanie, że sama potrafi pokonać trudności - twierdzi Graczyk.

Czy zrobi to i tym razem? - Pewne jest, że skoro 21 lutego na mistrzostwach odbędzie się pierwszy bieg [sprint stylem klasycznym - red.], to 16 i 17 lutego Justyna musi być w stanie zaprezentować jeśli nie sto, to co najmniej 95 proc. swojej maksymalnej dyspozycji. Po Soczi można się obawiać, że jej szczyt formy w tym sezonie już widzieliśmy, można się zastanawiać, czy metodyka treningu nie powinna być trochę zmieniona z racji tego, że jej organizm się starzeje, i w sensie fizjologicznym ona nie jest już tą samą zawodniczką co trzy albo cztery lata temu, ale też w Davos ona może dojść do swojej optymalnej formy i utrzymać ją przez najbliższe trzy-cztery tygodnie. Pewne jest jedno: najbliższe starty pokażą, czego możemy spodziewać się po niej na mistrzostwach - mówi Mizera.

- Ja spodziewam się, że Justyna będzie świetna i na mistrzostwach świata, i za rok na igrzyskach. Tylko nie oczekuję, że będzie zdobywała po dziesięć medali. Jest coraz starsza, pamiętajmy, że sport na takim poziomie zużywa organizm, że wręcz go wyniszcza - kończy psycholog.

Aleksander Wierietielny: ? Zero niepokoju czy niepewności

Więcej o: