Biegi narciarskie. Wierietielny: Zero niepokoju czy nerwowości

W sobotę biegaczki będą ścigać się w szwajcarskim Davos na trasie sprintu stylem klasycznym. - Może być wesoło. Forma zawodniczek jest niewiadomą - mówi przed biegiem trener Justyny Kowalczyk Aleksander Wierietielny. Bieg w Davos o 11.45. Transmisja w Eurosporcie, relacja w Sport.pl.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na smartfony

W czwartek, już na trasach w Val di Fiemme, najlepsze biegaczki świata czeka powtórka ze Szwajcarii. Też będą rywalizowały w sprincie techniką klasyczną, ale na mecie nagrodą dla triumfatorki nie będzie 100 punktów w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, tylko medale mistrzostw świata. Kowalczyk chce być mocna, jej celem w pierwszym starcie we Włoszech będzie podium.

- Na razie wszystko jest jedną wielką niewiadomą. Nie było startów, brakowało rywalizacji, nikt nie wie, kto w jakiej jest formie i co przyszykował na mistrzostwa - mówi trener Wierietielny. Polka jest zdecydowaną liderką PŚ, ma 1362 punkty i ogromną, ponadczterystupunktową przewagę nad wiceliderką Therese Johaug z Norwegii (947 pkt). Ale w dwóch ostatnich biegach PŚ, w Soczi dwa tygodnie temu, Polka przeżyła na trasie coś, co nie zdarzyło jej się od końcówki 2003 roku. W dwóch kolejnych startach nie zdobyła choćby punktu. Najpierw nie przeszła kwalifikacji sprintu techniką dowolną, a w biegu łączonym z powodu zmęczenia i źle wybranych przez siebie nart zeszła z trasy pod koniec pętli klasykiem.

- Nie ma w nas ziarenka niepokoju czy nerwowości, to była pożyteczna wpadka - mówi Wierietielny. - Dostaliśmy lekcję pokory, przypomnieliśmy sobie, że nie wolno popadać w rutynę i być za pewnym siebie. Do każdego startu musimy podchodzić maksymalnie skoncentrowani i dbać o każdy szczegół. Niby o tym wiedzieliśmy, ale w Soczi dostaliśmy ostrzeżenie - dodaje.

Tam Kowalczyk zabrakło sił, bo na próbę przedolimpijską przyjechała prosto z Livigno, gdzie ciężko trenowała przynajmniej trzy razy dziennie i nie miała ani chwili wytchnienia. Odpoczęła dopiero w drodze z Włoch do Rosji. Przed biegami w Soczi, 19 stycznia w La Clusaz, Kowalczyk biegła na 10 km klasykiem - to jej królestwo, była niepokonana na tym dystansie w PŚ w jedenastu kolejnych startach. Do tego bieg wypadł dokładnie w dniu 30. urodzin. Niestety, Justyna miała źle posmarowane narty, a mimo to zajęła trzecie miejsce. Wygrała Marit Bjoergen przed Johaug. W trakcie biegu Kowalczyk trzy razy musiała się zatrzymać i strzepnąć śnieg przyklejony do spodu nart.

- Trzy ostatnie starty były dla nas doskonałą lekcją, dobrze, że wpadki przytrafiły się w tym momencie, jeszcze przed najważniejszymi startami w sezonie, a nie na mistrzostwach - mówi Wierietielny.

W Davos Polka tylko raz była na podium PŚ - w grudniu 2010 roku była druga na 10 km klasykiem (za Bjoergen). Dzień później zajęła trzecie miejsce w sprincie łyżwą, ale jury zdyskwalifikowało i przesunęło Polkę na 26. miejsce (za zabiegnięcie drogi Kikkan Randall). Poza tym raczej nie wypadała tam z czołowej dziesiątki. - Trasa do sprintu jest dobra, ale dla telewizji - mówi trener Wierietielny. - Spotykam taką po raz pierwszy, odkąd tu przyjeżdżamy. Nie jest ani krótka, ani długa, za to pełna zakrętów. Może być wesoło, spodziewam się wielu niespodzianek.

Kowalczyk przyjechała do Szwajcarii prosto z włoskiego Livigno, gdzie trenowała przez ostatnie dziesięć dni. - Było luźniej niż przed Soczi - mówi Wierietielny. - Treningi nie były już tak długie i wyczerpujące, Justyna miała nawet dwa dni wolnego. Przed startami w Rosji nie było ani jednego.

Zaraz po niedzielnym biegu w Szwajcarii polska ekipa rusza do Włoch. Po czterech godzinach jazdy będą w Val di Fiemme, skąd Kowalczyk bardzo chce wrócić z medalami MŚ.

Więcej o: