Fizjolog Małysza: Poszliśmy na całość!

Adam wie już, jak smakuje i sukces, i porażka. Jak go znam, to teraz zrobi wszystko, by nie czuć tego drugiego smaku - mówi ?Gazecie? doktor Jerzy Żołądź, fizjolog polskiej kadry

Fizjolog Małysza: Poszliśmy na całość!

Adam wie już, jak smakuje i sukces, i porażka. Jak go znam, to teraz zrobi wszystko, by nie czuć tego drugiego smaku - mówi "Gazecie" doktor Jerzy Żołądź, fizjolog polskiej kadry

Na Turnieju Czterech Skoczni był dla Małysza wszystkim: ochroniarzem, tłumaczem, opiekunem, doradcą. To m.in. dzięki jego metodom pracy polscy skoczkowie zaliczani są obecnie do czołówki światowej.

Robert Błoński, Michał Pol: Jak to się stało, że rozpoczął Pan pracę z kadrą skoczków?

Jerzy Żołądź: Niespełna dwa lata temu do krakowskiej AWF przyszedł trener Tajner i szef wyszkolenia PZN Marek Siderek. Zaproponowali mi współpracę. Zgodziłem się, ale postawiłem warunek - idziemy na całość. Nie interesuje nas awans z piątej dziesiątki do trzeciej. Chcemy być najlepsi. Celem zespołu, który wspólnie zawiązaliśmy, było wygrywanie. I tak, krok po kroku, doszliśmy do zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni.

Jaki był zespół skoczków, gdy rozpoczynał Pan z nim pracę?

- Totalnie zdemolowany, w rozsypce. Wszyscy wiedzą, gdzie znajdowały się polskie skoki dwa lata temu. Chłopcy rzadko kiedy zdobywali punkty PŚ. O miejscach w pierwszej dziesiątce można było tylko marzyć. Byli nieprzygotowani fizycznie i psychicznie. Panowała atmosfera niechęci, załamania, pesymizmu. Jedynym pocieszeniem było to, że gorzej już być nie może.

Od czego rozpoczął Pan pracę?

- Na początku postawiliśmy diagnozę - dlaczego jest tak źle. Przejrzałem plany treningowe, zobaczyłem, co robiono do tej pory. I kiedy opracowałem nową metodę treningową skoczków, Piotrek Fijas, wybitny przecież kiedyś skoczek, a teraz drugi trener kadry, złapał się za głowę. On zresztą do tej pory czasem chodzi i mruczy pod nosem, że trenujemy dokładnie odwrotnie niż on, kiedy startował.

Jakie były wnioski z tej diagnozy?

- Zawodnikom brakowało struktury treningowej pozwalającej na uzyskanie właściwych parametrów mięśni. A te parametry to podstawa techniki, a z kolei technika ma bezpośredni wpływ na długość skoku. Na podstawie swoje wiedzy o fizjologii człowieka opracowałem nowy, nie oparty na żadnej szkole, system treningowy polegający na wprowadzeniu maksymalnej jakości treningu.

Co to jest maksymalna jakość treningu?

- O szybkości skurczu mięśnia decyduje typ miozyny (białko) transferującej siłę w mięśniu. Poprzez trening modyfikuje się typ miozyny, której są trzy rodzaje: 1, 2a i 2x. Badania laboratoryjne wykazały, że daną czynność mięśniową determinuje miozyna 2a i 2x. Zaplanowałem więc taki trening, aby obie te miozyny doprowadzić do jak największej ekspresji. A to warunkuje sukcesy w skokach. Był to trening mocy ukierunkowany na skuteczność odbicia. I Adam uzyskał najlepszy stosunek mocy mięśni do masy ciała. Udało nam się zwiększyć moc mięśni bez zwiększania masy ciała. Do tego trenerzy popracowali nad techniką skoków i teraz Małysz jest tam, gdzie jest.

Czy wiadomo, jak długo on tę formę utrzyma?

- Nie ma naukowych metod badań pozwalających stwierdzić, jak długo zawodnik będzie w tej samej równowadze. Są jednak sposoby, by tę dyspozycję podtrzymywać. Do końca sezonu na pewno jest możliwe, by Adam prezentował się tak jak w Turnieju Czterech Skoczni. Będziemy ćwiczyć tak jak do tej pory, czyli na siłowni, skoczni, w lesie, na trenażerach.

Czy ciężko było przekonać zawodników do nowych metod?

- Nie. Oni zaczęli robić coś zupełnie innego i byli ciekawi, jaki będzie tego efekt. Chwała trenerom, że potrafili zaakceptować zmiany w systemie treningowym. Już nie technika była najważniejsza. W skokach wszystko zależy od odbicia, wyjścia z progu. Niektórzy próbują lecieć, ale jak się nie odbiją, to nigdzie nie polecą. My poprawiliśmy moc Adama przy wyjściu z progu, trenerzy dołożyli do tego technikę, psycholog Jan Blecharz popracował nad głowami zawodników i mamy to, co mamy.

Trener Apoloniusz Tajner powiedział, że efekty przerosły oczekiwania.

- To prawda. Ale ja, przychodząc do tej roboty, powiedziałem, że pracujemy, by wrócić do światowej czołówki. Nie mam czasu bawić się w półprodukty.

Sukcesy Adama są chyba motywacją dla innych zawodników.

- Oczywiście. Na efekty naszej współpracy dawaliśmy sobie dwa-trzy lata. I wszystko wypaliło. Układ biologiczny człowieka różnie reaguje na zmiany w reżimie treningowym. Adama zareagował najlepiej, najszybciej. Przyczyna tego leży w ekspresji genów. Małysz zresztą już kiedyś wygrywał PŚ. Ale to była eksplozja jego naturalnego talentu. Teraz widać u niego dojrzały proces dochodzenia do mistrzostwa. Adam jest przygotowany mentalnie do walki z tymi, których kiedyś się obawiał, miał kompleks. Wydawało mu się, że Schmitt, Ahonen, Kasai są poza jego zasięgiem, na ich widok drżały mu nogi. Teraz jest odwrotnie.

Czy nie obawia się Pan, że Adamowi uderzy do głowy woda sodowa?

- Co to znaczy? Że na skoczniach K-120 będzie skakał po 140 m?

Nie, coś wręcz przeciwnego.

- Adam to już dojrzały zawodnik. Zna smak porażki i sukcesu. Przecierpiał straszne upokorzenia, chciał rzucić skoki i zająć się układaniem dachówek, bo taki jest jego wyuczony zawód. Teraz już wie, co lepsze - wygrywanie czy przegrywanie.

Nie ma Pan etatu w PZN, czy będzie Pan dalej pracował z kadrą?

- Jeśli ktoś ze Związku zwróci się do mnie z taką prośbą, to proszę bardzo.

Jerzy Żołądź

Kończył wydział trenerski AWF w Krakowie. Potem wyjechał na dwuletni staż do Maastricht, gdzie przygotowywał się do obrony pracy doktorskiej. Uczynił to w 1990 roku w Krakowie. Zaraz potem wyjechał, jako stypendysta Unii Europejskiej, do Zakładu Fizjologii i Mięśni w Amsterdamie. Tam przez trzy lata pracował w grupie angielskiego profesora Sargeanta.

W tym czasie dokonał odkryć w dziedzinie fizjologii mięśni i fizjologii wysiłku. - Najbardziej dumny jestem z pierwszego odkrycia - mówi doktor Żołądź. - Odkryłem nieliniową zależność między konsumpcją tlenu a mocą produkcji przez mięśnie. To zmieniło ponad 70-letni kanon fizjologii, powstało nowe spojrzenie na sprawność mechaniczną mięśni.

Drugie odkrycie to opracowanie metody wyznaczania wydolności fizycznej człowieka. Trzecie to praca o rezerwach mocy w mięśniach.

W ub. roku został doktorem habilitowanym, w listopadzie uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego w Zakładzie Fizjologii i Biochemii Instytutu Fizjologii Człowieka w Krakowie. A 14 grudnia obronił doktorat na Uniwersytecie Vrije w Holandii.

Rozmawiali Robert Błoński i Michał Pol