Vancouver 2010. Śmierć Kumaritaszwilego wciąż bez wyjaśnienia. "Gorący kartofel" - krytyka MKOl

"Kto podjął decyzję o postawieniu stalowych słupów na torze?". "Nikt już nie umarł, więc MKOl przestał się tym zajmować..." W światowych mediach coraz liczniejsze są głosy, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie zrobił wiele, aby wyjaśnić śmierć gruzińskiego saneczkarza Nodara Kumaritaszwilego. Na niebezpiecznym torze w Whistler doszło już do 30 bardziej i mniej groźnych wypadków saneczkarzy i bobsleistów.

21-letni Kumaritaszwili zginął na treningu , kilka godzin przed ceremonią otwarcia igrzysk. Gruzin spadł z sanek i z ogromną prędkością wypadł z toru na stalowe słupy. Reanimacja nie przyniosła skutku.

Organizatorzy igrzysk już kilka godzin po wypadku wyjaśnił jego przyczyny - Kumaritaszwili miał zginąć w wyniku błędu technicznego. Po oficjalnym komunikacie, minucie ciszy i opuszczonych flagach podczas ceremonii otwarcia oraz wyrazach współczucia dla rodziny sportowca, MKOl przestał się zajmować śmiercią Kumaritaszwilego.

Przyczyn wypadku szukają media, inspirowane wypowiedziami sportowców , a także inżynierów, którzy mówią, że tor w Whistler należy do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Wyjaśnienia MKOl o błędzie sportowca są podważane jako chowanie głowy w piasek.

"Jeśli ci, którzy sporządzili oficjalny komunikat, wierzą, że tor jest bezpieczny (i winny jest tylko sportowiec), to dlaczego natychmiast po wypadku zbudowali ścianę oddzielającą tor od tych słupów? Dlaczego zmienili profil lodu? Dlaczego obniżyli miejsce startu?" - pyta publicysta CNN, znany pisarz sportowy Bob Greene.

"Może się okazać, że Nodar Kumaritaszwili popełnił błędy podczas przejazdu. Ale żaden sportowiec nie powinien ginąć za karę za to, że nie spisał się idealnie. Na dodatek żaden związek sportowy nie powinien zrzucać odpowiedzialność na zawodnika, zanim ten zostanie pochowany" - dodaje Greene..

O braku wyjaśnienia śmierci Kumaritaszwilego piszą światowe agencje, amerykańskie gazety, sprawę w weekend analizowała w światowym serwisie BBC.

Listę kwestii do wyjaśnienia sformułował kanadyjski dziennik "Vancouver Sun", zazwyczaj dość łagodny wobec organizatorów igrzysk:

"Czy nieosłonione stalowe słupy tuż przy najszybszym torze świata były bezpieczne? Nawet przy niższych prędkościach zderzenie z nimi powodowałoby poważne obrażenia, być może także śmiertelne. Dlaczego przy zakrętach dach podtrzymywały właśnie te słupy, a nie np. łuki, które wykluczałyby takie zderzenia? Kto podjął decyzję o postawieniu słupów? Dlaczego zabezpieczające bariery pojawiły się dopiero po wypadku?"

Gazeta cytuje słowa prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwilego: - Były obawy o miejsce, gdzie zginął Nodar. Mówiono nam, że były sugestie, aby ściany bezpieczeństwa były wyższe, bo może przydarzyć się fatalny wypadek "

"Odpowiedzi na większość tych pytań nie poznamy na oficjalnych konferencjach prasowych MKOl, ale jego przedstawiciele muszą w końcu przestać przerzucać się gorącym kartoflem razem z federacjami i ujawnić wszystkie dokumenty dotyczące budowy toru" - stwierdza "Vancouver Sun".

MKOl krytykuje też dziennik "New York Daily News", który wspomina o innych wypadkach na torze. "Przesunięcie terminu rozgrywania zawodów na torze w Whistler pozwoliłoby na poważniejsze modyfikacje. Ale nikt już nie umarł, więc MKOl oraz federacje saneczkarska i bobslejowa przestały mówić o niebezpiecznym torze."

MKOl, poza obwinieniem o wypadek samego saneczkarza, na razie zrobił jeszcze jedno - zaoferował wsparcie dla planów gruzińskiego rządu, który w hołdzie dla Kumaritaszwilego chce zbudować tor saneczkarski w jego rodzinnej wiosce Bakuriani.

To pieniądze decydowały o budowie zabójczego toru w Whistler