Syrenka 103 bosto - korespondencja o bobslejach

Jezu, ale ktoś wysoko wyjechał. Pod sam sufit - zapytał jeden wolontariusz drugiego na torze bobslejowym, patrząc na rysę w lodzie. - Kto to? - Książę Albert de Monaco - padła odpowiedź.

Syrenka 103 bosto - korespondencja o bobslejach

Jezu, ale ktoś wysoko wyjechał. Pod sam sufit - zapytał jeden wolontariusz drugiego na torze bobslejowym, patrząc na rysę w lodzie. - Kto to? - Książę Albert de Monaco - padła odpowiedź.

Robert Błoński, Radosław Leniarski korespondencja z Utah Olympic Park

Sceneria była niezwykła. Trening zaczął się o 19.30, kiedy na torze nie było już ani jednego widza, w ciemności oświetlona była tylko lodowa rynna. Zapewne, gdyby zakochani w europejskiej arystokracji Amerykanie wiedzieli, że sam książę Albert będzie prowadził czwórkę bobslejową, łatwo nie opuściliby toru w Utah Olympic Park.

Książe Albert prowadząc bob z numerem 13, wszedł w 13. zakręt za późno, bolidy pojechał w górę, na samą krawędź toru i przy szybkości około 140 km na godzinę przewrócił się na burtę, przejechał około 200 metrów i się zatrzymał. Na 10 minut zatrzymano trening.

Książę szedł pod górę z tyłu, za bolidem. Załoga i wolontariusze pchali boba do mety około 200 metrów. Czasu już oczywiście nikt nie mierzył.

Książę Albert idąc za swoja załoga miał zafrasowaną minę. Trochę obawialiśmy się zapytać, co się stało, skąd zmiana toru jazdy. Być może dlatego, że - w oficjalnym biogramie - napisano, że pisząc o i zwracając się do księcia nie można używać innych słów niż: Książę, Książę Albert, Książę Monako, lub Książę Albert de Monako, w ostateczności Sir. Nie powinno się powiedzieć: Albert, ani napisać, że startował Albert Grimaldi. Speszyło nas.

Przewrócili się tez Jugosłowianie, ale jakimś cudem zdołali odwrócić bob na płozy. O tym jaki to stres przekonało nas klepanie po kasku, całowanie pilota przez załogę za metą.

Polacy pojechali znakomicie. - Ten tor jest bardzo łatwy, co dla nas nie jest dobre. Nasz sprzęt nie jest najszybszy - powiedział... po osiągnięciu prędkości ponad 156 km/godz sprzętem do złudzenia przypominającym syrenkę 103 bosto. - W takim bobie nie ma co marzyć nawet o pierwszej dziesiątce. W tak starych maszynach jeżdżą jeszcze może ze trzy osady. Reszta albo kupuje dobre boby za 100 tysięcy marek albo sama je robi - mówił rezerwowy polskiej drużyny Grzegorz Gryczka.

Copyright © Agora SA