Podczas tegorocznych Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 emocjonowaliśmy się startami Władimira Semirunnija, który choć urodził się w Rosji, to uzyskał polskie obywatelstwo i z dumą reprezentuje nasze barwy. Z Włoch zresztą przywiózł srebrny medal olimpijski wywalczony w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 10 000 metrów.
Jak się okazuje, niebawem może do niego dołączyć kolejny zawodnik, który nie urodził się w naszym kraju. Mowa o 17-letnim Kiryle Pishchale, który od czterech lat mieszka w Polsce i chce startować dla Biało-Czerwonych, choć pochodzi z Białorusi. Jego trener Dariusz Stanuch mówi wprost, że to olbrzymi talent na miarę startu na igrzyskach.
- Tak naprawdę nie wiem, gdzie jest sufit jego możliwości, bo już teraz ma wyniki lepsze od rekordów świata dla swojego rocznika. Kocha ciężko pracować i trzeba go wyganiać z treningów. Mam nadzieję, że już na kolejnych igrzyskach będzie mocnym punktem seniorskiej reprezentacji - powiedział szkoleniowiec SMS-u Zakopane, cytowany przez WP SportoweFakty.
Kirył Pishchala dał się poznać szerszej publiczności gdy podczas tegorocznych mistrzostw świata juniorów w Inzell zajął drugie miejsce, będąc najmłodszym zawodnikiem w stawce. I choć jechał w polskim kombinezonie, to obywatelstwa wciąż nie posiada. Dokumenty potrzebne do uruchomienia procedury złożył już rok temu, a teraz czeka na podpis prezydenta Karola Nawrockiego.
- Jestem tutaj cztery lata i czuję się już bardziej Polakiem niż Białorusinem. Jestem zdecydowany, by do końca życia reprezentować już tylko Polskę, a moim marzeniem jest złoty medal olimpijski - mówił w rozmowie na łamach WP SportoweFakty 17-latek.
Do Polski trafił ze względu represji wobec Białorusinów po protestach z 2020 roku, ale także przez wojnę w Ukrainie i groźbę utraty pracy przez ojca. Ten pracował jako programista i działał wraz z zagranicznymi kontrahentami. Wraz z rodziną żyje w Krakowie, a dwa lata temu białoruskie KGB odezwało się do jego matki.
- W 2024 roku zadzwoniono do mnie z KGB. Okazało się, że kilka lat wcześniej uczestniczyłam na Białorusi w maratonie, z którego dochód był przeznaczony na pomoc więźniom politycznym. Sprawa może jest błaha, ale pan przez telefon wezwał mnie do przyjścia do siedziby urzędu. Nie wiem, czy chcieli mnie aresztować, czy tylko wezwać do zapłaty jakiegoś mandatu. Na szczęście byłam już wtedy w Polsce i powiedziałam, że nigdy nie wrócę do ojczyzny. Od tamtego czasu zrezygnowałam nawet z krótkich wyjazdów na Białoruś - przyznała.
Gdy Pishchala trafił do Zakopanego, trener Stanuch nie wierzył, że zawodnik będzie w stanie przyjeżdżać na treningi regularnie z oddalonego o 100 km Krakowa. - My się jednak nie poddaliśmy i przez rok woziliśmy Kiryła dwa razy w tygodniu. Po roku przeprowadził się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem i zamieszkał w internacie - opowiadała jego mama.
Porównania do Semirunnija nie są przypadkowe - zgadza się tu dyscyplina sportowa, długie dystanse, podobna historia ucieczki z własnego kraju i chęć reprezentowania Polski. Ponadto sam Pishchala przyznał, że srebrny medalista olimpijski to jego idol.
- Podglądam jego wyścigi i podpatruję jego technikę. To mój wzór i chciałbym niedługo jeździć na łyżwach tak, jak on - przyznał.
Być może niebawem doczekamy się startów Kiryła Pishchali w seniorskiej reprezentacji Polski. Już z nadanym obywatelstwem i nadziejami na to, że wychowamy kolejnego medalistę olimpijskiego w łyżwiarstwie szybkim.
Zobacz też: Wiadomo, co z mieszkaniem dla Kacpra Tomasiaka. Firma Profbud wydała oświadczenie