Jedną z największych imprez sezonu 2024/25 w sportach zimowych były mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Za organizację było odpowiedzialne norweskie Trondheim. Rywalizowali najlepsi skoczkowie i biegacze narciarscy świata, a medale rozdano też w kombinacji norweskiej. Największą gwiazdą zeszłorocznych mistrzostw świata był Johannes Klaebo. Biegacz okazał się najlepszy w każdej z sześciu konkurencji. Gospodarze wygrali klasyfikację medalową, zdobywając aż 13 złotych medali - druga Szwecja miała 11 wszystkich krążków.
Mistrzostwa te zakończyły się jednak w cieniu skandalu ujawnionego przez dziennikarza Sport.pl, Jakuba Balcerskiego. Członkowie norweskiego sztabu manipulowali bowiem sprzętem swoich skoczków, przeszywając chipy do nieregulaminowych kombinezonów. Po konkursie na dużej skoczni zdyskwalifikowani zostali Marius Lindvik oraz Johann Andre Forfang, którzy uplasowali się odpowiednio na pierwszym i piątym miejscu.
Nie jest to jednak jedyny problem, który dotyczy tych mistrzostw. Po kilkunastu miesiącach od zakończenia zmagań opublikowany został finansowy raport z imprezy. Jak informuje norweski publiczny nadawca NRK, straty mają sięgać niemal 44 mln koron norweskich (ok. 17 mln złotych). Przeszło 100 wierzycieli musiało podpisać ugody, by uratować spółkę organizującą mistrzostwa.
Zobacz też: "Wstydziłem się powiedzieć rodzicom, czemu płaczę". Teraz wiem, komu kibicować
Jest to tym bardziej szokujące, że prognozy ze stycznia 2025 roku wskazywały na znaczącą nadwyżkę w wysokości 15 mln koron (niecałe 6 mln złotych). Skąd tak znacząca różnica? Zdaniem komisji przeprowadzającej audyt, winny był brak specjalistycznej wiedzy w zakresie organizacji tak wielkich wydarzeń sportowych.
Ważnym aspektem były niedobory personelu. "Za całość finansów mistrzostw odpowiadał tylko jeden dyrektor finansowy i jeden zatrudniony na zlecenie księgowy" - czytamy. Per Olav Nilsen, dyrektor generalny zajmujący się audytem, wskazuje jasno - Firma rozpoczęła działania z opóźnieniem, a silna presja czasu sprawiła, że wiele zakupów okazało się niepotrzebnie kosztownych - argumentuje.
Opóźnienie natomiast wynikało z podpisania umowy między organizatorem a gminą Trondheim dopiero w grudniu 2024 roku, na dwa miesiące przed imprezą. Brakowało też precyzyjnego opisania zakresu odpowiedzialności. - Możliwości gminy w zakresie kontroli kosztów były ograniczone, choć to ona ponosiła ryzyko finansowe - stwierdził Nilsen.
9 czerwca odbędzie się zebranie komisji, przed którą stanie burmistrz Kent Ranum, rada miasta Trondheim oraz przedstawiciele spółki. - Gmina wniosła znaczne zasoby na rzecz imprezy. W związku z tym mieszkańcy Trondheim zasługują na rzetelne wyjaśnienia - uważa Gjermund Gorset, przewodniczący komisji.