Biegła po medal, wylądowała w szpitalu. Fatalne zderzenie z psem

Fatalnie zakończyły się mistrzostwa Rosji w biegach narciarskich dla jednej z tamtejszych zawodniczek. Upadła ona na trasie będąc na miejscu na podium. Wszystkiemu winien był pies.
Fatalny wypadek biegaczki narciarskiej z Rosji
Screen Telegram

W sobotę podczas biegu na 50 km w mistrzostwach Rosji doszło do kuriozalnego incydentu. W pewnym momencie, gdy narciarki zjeżdżały, na trasę wbiegł pies. Dwie narciarki, które były wtedy w najlepszej trójce: Alina Kudisowa i Arina Kusurgaszewa, zderzyły się z psem i upadły. Kusurgaszewa kontynuowała bieg, ale ostatecznie zajęła siódme miejsce. Natomiast Kudisowa natychmiast wycofała się z zawodów. Długo leżała ona na ziemi i płakała, po czym zdjęła narty i poszła wzdłuż toru.

Zobacz wideo Predazzo do królestwo Polaków. Balcerski: To miejsce wyjątkowe dla naszych skoków

Fatalny wypadek biegaczki z Rosji. Wszystkiemu winien pies

Kudisowa po upadku pojechała do domu. Zaczęła jednak mieć zawroty i silne bóle głowy i zdecydowała się pojechać do szpitala. Tym bardziej że narzekała też na problem z kością ogonową i w efekcie tego, schodząc z trasy, wyraźnie utykała. 

Cały wypadek można zobaczyć w linku poniżej. 

Zwyciężczyni zawodów - Jewgienija Krupicka była zaskoczona, że narciarki nie ominęły psa. 

- Dziewczyny zdawały się nie reagować. Trajektoria ruchu psa była dość wyraźna - biegł przez tor ze stałą prędkością. Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem, jak mogły nie zareagować. Było jasne, że powinny były skręcić w lewo, ale z jakiegoś powodu w to weszły. Byłam bardzo zaskoczona. Smutno było mi potem jednak biec samej, bo dziewczyny zostały w tyle - powiedziała Krupicka w rozmowie z "Match TV". 

- Alina mogła zdobyć medal, była w pierwszej trójce, a jej narty działały dobrze. To był nieszczęśliwy wypadek, nie mieliśmy na niego wpływu. Niejasne jest, skąd wziął się ten bezpański pies. Nie pamiętam z mojej kariery takiej sytuacji - przyznał Jurij Borodawko, trener reprezentacji Rosji.

Rosjanie nie będą składać protestu. 

- Niestety, protest nic nam nie da. Organizatorzy najwyżej przeproszą, co nas nie satysfakcjonuje. Nikt nie przyzna Alinie medalu, a zatem oznacza to utratę zarobków dla zawodniczki. Jeśli jednak złożymy pozew, będzie to dotyczyło utraconych zysków i uszczerbku na zdrowiu – to maksimum, co możemy zrobić. Do tej pory jeszcze nikt nas nie przeprosił - dodał trener Siergiej Turyszew. 

Zobacz także: Embacher pokonał Tomasiaka, ale o nim nie zapomniał. "Wiedziałem"

Wyjaśnił też zasady bezpieczeństwa podczas takich zawodów. 

"Za bezpieczeństwo odpowiada przede wszystkim region gospodarza. Federacja nie ma z tym nic wspólnego, ponieważ odpowiada za organizację zawodów, nadzór nad regulaminem, wybór jury itd. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to odpowiedzialność spoczywa na administracji obwodu sachalińskiego lub służbach bezpieczeństwa, albo na jednym z nich"

Więcej o: