Do napisania tego tekstu skłoniła mnie żona. W jednej z zapowiedzi transmisji igrzysk z Mediolanu i Cortiny zobaczyła fragment meczu curlingowego i bardzo ją to zdziwiło. Zdałem sobie sprawę, że nawet sport o bardzo długiej tradycji olimpijskiej średnio zainteresowanym może wydać się egzotyczny. Curling był w programie pierwszych zimowych igrzysk w Chamonix w 1924 roku. MKOl długo jednak opierał się tej dyscyplinie i medale za tamte igrzyska wręczył dopiero w... 2006 roku.
Trzy razy podczas igrzysk curling był dyscypliną pokazową, aż wreszcie, w Nagano w 1998 roku, powrócił na stałe do rodziny olimpijskiej. Zawodnicy rzucający po lodzie kamienie, by dotarły do "domu" lub wybiły kamienie rywali, i ci ze szczotkami, szorujący lód przed sunącymi kamieniami, nie są więc niczym egzotycznym na igrzyskach. Wciąż jednak niedzielny kibic interesuje się nimi głównie przy okazji zmagań olimpijskich.
Można to nazwać magią igrzysk. Globalnego święta sportu, które zwróci uwagę milionów ludzi na świecie na bobsleje, saneczkarstwo, skeleton czy skialpinizm. Mam nadzieję, że nikt z uprawiających te dyscypliny lub śledzących je nie poczuje się urażony. Moja intencja jest bowiem przeciwna. Bardzo się cieszę, że igrzyska odwrócą na chwilę naszą uwagę od sportowego mainstreamu. Ileż można zaprzątać sobie głowę piłką nożną lub tenisem?
Spójrzmy na to tak: zamiast bohaterów oczywistych, takich jak Robert Lewandowski czy Iga Świątek, poznamy - i może nawet docenimy wysiłek oraz determinację - sportowców mniej popularnych. Może już dość narodowych debat, czy 37-letni Lewandowski zostanie w Barcelonie na dłużej lub co musi zmienić w swojej grze 24-letnia Świątek, by wrócić na pozycję liderki rankingu WTA. Ona i on mają czasem serdecznie dość popularności. W czasie zakończonego właśnie w Melbourne wielkoszlemowego Australian Open Polka zasugerowała, że tenisiści są traktowani dziś jak zwierzęta w ZOO. Wszędzie towarzyszą im kamery, media wciskają wścibski nos do ich szatni.
W większości lig piłkarze zasłaniają usta podczas wymiany zdań na boisku, by specjaliści od czytania ruchu warg nie upubliczniali ich rozmów.
Można odnieść wrażenie, że w sportach najbardziej popularnych osiągnęliśmy lub przekroczyliśmy granice absurdu. Kiedy wściekła Świątek rzuci rakietą lub Lewandowski wymachuje rękami po złych podaniach kolegów z kadry, media wynoszą to do rangi wydarzeń epokowych. Naród zwraca się wtedy do psycholożki Igi z dramatycznym pytaniem: dlaczego ona nie panuje nad emocjami? Albo dyskutuje, jak bardzo oznaki zniecierpliwienia kapitana drużyny piłkarskiej szkodzą innym polskim zawodnikom.
Tymczasem każdy z nas, kto grał w tenisa lub kopał piłkę na podwórku, wie, jak ciężko poskromić nerwy w rywalizacji sportowej, choćby na amatorskim poziomie.
Lewandowski i Świątek są tylko przykładami globalnych gwiazd sportu, którym świat regularnie zagląda do kieszeni, a chciałby może nawet i do sypialni. Igrzyska dają nam szansę odetchnięcia od tego obłędu. Można odkryć herosów w slopestyle’u, skokach akrobatycznych czy jeździe po muldach.
Polecam start polskiej snowboardzistki Aleksandry Król-Walas, która jest medalistką mistrzostw świata. Niewiele ponad rok temu urodziła córkę, ale motywacja, jaką jest start w igrzyskach, okazała się głęboka i silna. Wróciła do rywalizacji w Pucharze Świata, jest polską nadzieją na medal olimpijski. Kiedy rozmawiałem z nią pół roku temu, opowiadała, że córka i mąż będą ją wspierać na stoku podczas najważniejszego startu w życiu. Czy zakończy się to spełnieniem marzeń? Trzymamy kciuki.
Powie ktoś, że wybór polskiej mistrzyni snowboardu nie jest oryginalny. Pewnie, że nie. Na igrzyska Mediolan-Cortina 2026 wyjeżdża 59 sportowców z Polski. Największą gwiazdą jest skoczek narciarski Kamil Stoch. To jego szóste igrzyska, ma cztery medale, w tym trzy złote. Łyżwiarka szybka Natalia Czerwonka jedzie na swoją piątą olimpiadę. Też ma już medal – srebrny z Soczi. Pół roku po życiowym sukcesie miała straszny wypadek - potrącił ją ciągnik, gdy jechała rowerem. Uraz kręgosłupa zabrał jej rok kariery. Miała być chorążym polskiej ekipy na igrzyskach w Pekinie, ale tę szansę przekreślił covid. Marzenie spełni się w Mediolanie.
Przypominacie sobie też pewnie poruszający przypadek Natalii Maliszewskiej w short tracku, która na poprzednich igrzyskach w Pekinie miała bić się o medal w wyścigu na 500 m. Pozytywny wynik tekstu covidowego, a potem chaos organizacyjny, pozbawiły ją możliwości startu na ulubionym dystansie. Była wtedy u szczytu możliwości. W Mediolanie znów wystartuje w igrzyskach.
Wszyscy oni, a także rzesza sportowców z całego świata, która zjedzie do Włoch, da nam okazję odpocząć od uderzeń piłki nożnej, tenisowej, koszykowej itp. Kibice dostaną szansę przeżycia emocji w sportach, z którymi kontakt mają tylko od czasu do czasu. Głowa odpocznie, serce się zregeneruje.
Był czas, gdy sporty zimowe w Polsce przeżywały kryzys. Od złotego medalu skoczka narciarskiego Wojciecha Fortuny w Sapporo w 1972 roku, przez trzy dekady nasi sportowcy zimowi nie stawali na podium olimpijskim. Impas przełamał Adam Małysz w Salt Lake City w 2002 roku. Od tamtej pory Polacy zdobyli aż 19 medali zimowych igrzysk. Skoczkowie, łyżwiarze, biegaczka Justyna Kowalczyk wywalczyli dla siebie status równy mistrzom sportów letnich. Małysz wspominał okres, gdy sportowcy zimowi w naszym kraju byli "dziećmi gorszego Boga". Potem się to zmieniło, choć z Pekinu polska ekipa przywiozła już tylko jeden medal - brązowy skoczka Dawida Kubackiego. Zbliża się czas kolejnego kryzysu? Odpowiedź poznamy już niedługo.
Nie twierdzę, że igrzyska są bez wad. Działacze MKOl cierpią na gigantomanię, lubią wielkie słowa, rozmach, irytującą liturgię olimpijską. Ale igrzyska mają atuty i wierzę, że w Mediolanie i Cortinie po raz kolejny - już od piątku - będziemy mogli się o tym przekonać.