Maryna Gąsienica-Daniel w trakcie igrzysk olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo skończy 32 lata. Właśnie wyrównała swój najlepszy w życiu wynik w Pucharze Świata, zajmując we wtorek 20 stycznia piąte miejsce w gigancie w Kronplatz!
- Mogłabym pomyśleć, że 32 lata to już dużo, ale wydaje mi się, że granica się przesunęła na tyle, że nie powinnam się martwić. W zeszłym roku z podziwem patrzyłam na Federicę Brignone, która w wieku 34 lat [rocznikowo nawet 35] wygrywała gigant za gigantem - stwierdza nasza specjalistka od giganta.
27 grudnia Maryna zanotowała najlepszy wynik w życiu, zajmując piąte miejsce w gigancie PŚ w austriackim Semmeringu. A teraz, 20 stycznia, powtórzyła ten wynik w Kronplatzu.
Po pierwszym przejeździe Polka była szósta. Spisała się świetnie, zwłaszcza jak na fakt, że wylosowała dopiero 15. numer startowy. Gąsienica-Daniel losuje w drugiej grupie (jest dziesiąta w pucharowej klasyfikacji giganta, w pierwszej grupie losowane są zawodniczki z miejsc 1-7), gdzie można trafić numer od 8 do 15. Im niższy numer, tym mniej zniszczona trasa. W drugim przejeździe Gąsienica-Daniel miała drugi czas! To pozwoliło jej awansować o jedną pozycję. Lepsze od Polki były tylko Julia Scheib z Austrii (o 1,01 s), Szwajcarka Camille Rast (o 0,64 s), Szwedka Sara Hector (o 0,55 s) i Amerykanka Mikaela Shiffrin (o 0,15 s).
Przed igrzyskami odbędzie się jeszcze jeden gigant w Pucharze Świata - 24 stycznia w czeskim Szpindlerowym Młynie. Gąsienica-Daniel chce jeszcze przed Cortiną powalczyć o pierwsze w karierze miejsce na podium. Ale jej największym celem pozostaje podium olimpijskie. Gdyby na nie wjechała, wywalczyłaby pierwszy w historii medal igrzysk dla Polski w narciarstwie alpejskim. I zmusiłaby Adama Małysza do zgolenia wąsów.
Maryna Gąsienica-Daniel: Tęskniłam i to bardzo! Ale nawet bardziej niż za takimi wynikami tęskniłam za komfortem jazdy na nartach. Od lat nie miałam tak dobrych odczuć, tak dużo frajdy. Znów jadę, czując wolność!
- A to niepotrzebnie ktoś źle mówił o firmie, bo zdecydowanie nie chodziło o to, że ktoś coś źle zrobił. Po prostu musiałam zmienić narty.
Zmieniono trochę parametry w produkcji i kiedy wyszły modele krótsze od tych wcześniejszych, miałam problem, żeby się do nich przyzwyczaić, dopasować. Ale ostatniego lata dostaliśmy kolejne modele nart, te już bardziej pasowały do mojej techniki jazdy, znowu zaczęłam się czuć naprawdę komfortowo i teraz już wszystko gra.
- W personalizowaniu są pewne ograniczenia, jakieś normy, które wiążą konstrukcję narty z bazą. Nie wszystko da się zrobić idealnie pod zawodniczkę.
- Na pewno u nas nie jest tak, jak w skokach narciarskich, gdzie każdego się dokładnie mierzy i sprawdza, czy aby ktoś nie ma za długich nart, chociaż o milimetr. Co do Mikaeli, to oczywiście jest znakomitą narciarką, w Atomiku od wielu lat najlepszą, i to jasne, że ma troszkę większe możliwości dopasowywania nart niż ja. Mikaela może dać więcej sugestii na temat sprzętu, których firma wysłucha. Może się tak zdarzyć, że będzie w stanie coś specjalnie dla niej zrobić, ale na pewno nie jest tak, że wszystko, co Mikaela powie, jest robione. Oczywiście ona ma łatwiejszą drogę do dopasowania sprzętu, ale nie powiedziałabym, że ma w stu procentach spersonalizowane narty, a ja nie.
- Zdecydowanie jestem podekscytowana! Igrzyska zbliżają się wielkimi krokami, wszyscy o nich coraz głośniej mówią i nie da się o tym nie myśleć, mimo że mamy napięty kalendarz startów i wszystkie są ważne, bo trzeba utrzymać dobrą formę i zagwarantować sobie dobry numer startowy na igrzyskach.
- Mogłoby tak być. Chociaż w pierwszej grupie jest bardzo ciasno, więc trudno to wszystko przekalkulować. Ale nawet jeśli miałabym nie przeskoczyć do pierwszej grupy, i tak chcę pojechać jak najlepiej, żeby się przed igrzyskami jak najlepiej czuć.
- Jak się jedzie z dziewiątym numerem, warunki nie są złe. Tak naprawdę są porównywalne do tych, jakie miały pierwsze dziewczyny. Akurat po prostu w pierwszych przejazdach - i w Semmeringu, i w Kranjskiej - popełniłam małe błędy, które kosztowały mnie trochę czasu i dlatego zajmowałam dalsze miejsca. Ale uważam, że to i tak były naprawdę dobre przejazdy. A te drugie były na jeszcze wyższym poziomie. Jechałam w nich niby przed prowadzącymi dziewczynami, ale tu znowu muszę powiedzieć, że te różnice w kolejności przejazdów nie robią wielkiej różnicy.
- Jasne, że nie był. Zawsze da się szybciej pojechać. Uważam, że to były naprawdę dobre przejazdy, nie pojawiały się w nich jakieś większe błędy, ale da się pojechać lepiej skręt czy dwa i to się przekłada na koniec na różnicę 0,1-0,2 s. Można lepiej najechać na jedną czy drugą górkę i zyskać jeszcze więcej prędkości, a dzięki temu urwać kolejne setne sekundy. Ale to są rzeczy, których prawie nie widać. Narciarstwo jest naprawdę trudnym sportem. Bardzo dużo rzeczy składa się na dobry czas. Często nie widać w dwóch bardzo dobrych, podobnych przejazdach, gdzie ktoś zyskał przewagę. Dopiero na analizie da się zauważyć, że ktoś gdzieś lepiej wykonał jeden skręt. Moje drugie przejazdy z Semmeringu i Kranjskiej były na bardzo dobrym poziomie, chociaż wiem, że mogę pojechać lepiej. I wierzę, że gdybym mogła pojechać te przejazdy jeszcze raz, zrobiłabym to jeszcze lepiej.
- Ha, ha, po prostu w ramach żartu trener powiedział o tym w jednym z wywiadów. Wyszło spontanicznie, nie było to w żaden sposób planowane. Ale fajnie, wyszedł z tego ciekawy zakład.
- Raczej zupełnie tego nie wspominam. Zdarza się tylko, gdy z kimś rozmawiam. Jestem na zupełnie innym etapie kariery, mam całkiem inny mental, inne nastawienie.
- No tak, młodziutka byłam, startowałam z dalekim numerem. Miałam małe szanse na dobre wyniki. Pojechałam tam zbierać doświadczenie. I myślę, że to mi dużo dało, na następne igrzyska, do Pjongczangu i Pekinu, jechałam już z lepszym nastawieniem. Już po dobre wyniki.
- W Pekinie miałam i pozytywne emocje, i negatywne. Wiedziałam, że jestem w bardzo dobrej formie i oczywiście tylko ósme miejsce budziło i budzi mój niedosyt. Ale wiedząc, z jakimi problemami z plecami zmagałam się dosłownie jeszcze dwa dni przed gigantem, powinnam być dumna, że wywalczyłam tak wysoką pozycję. Miałam bardzo dobre przejazdy.
Ja się ścigam z najlepszymi dziewczynami na świecie, więc jeśli tylko coś nie domaga, jak tylko jest jakiś problem, na pewno wpłynie to na wynik. Z jednej strony byłam naprawdę dumna z ósmego miejsca, ale z drugiej bardzo mi było szkoda, że akurat w tamtym okresie miałam problemy zdrowotne i nie byłam w stanie pokazać swojego najlepszego narciarstwa.
- Tak, teraz naprawdę dobrze się czuję. Na szczęście udało się uporządkować właśnie te żołądkowe problemy, które mi dokuczały w zeszłym roku, a zwłaszcza dwa lata temu. Udało się wyprowadzić na prostą też małe problemy z piszczelem. Czuję się dobrze i to jest najważniejsze.
- Myślę, że bardzo się przesuwa ta granica. Oczywiście, że najlepiej byłoby osiągać super wyniki w wieku 25 lat, a nawet 20, bo wtedy możemy przywidywać dużo dłuższą karierę z dobrymi wynikami. Ale też musimy wiedzieć, że u nas, w Polsce, droga w narciarstwie alpejskim nie jest prosta i przebicie się do czołówki zajmuje dużo czasu. Teraz bardzo się cieszę, że miałam cierpliwość, i że z moim zespołem naprawdę do końca wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie się przebić. Teraz mam 32 lata i mogłabym pomyśleć, że to już dużo, ale wydaje mi się, że granica się przesunęła na tyle, że nie powinnam się martwić. W zeszłym roku z podziwem patrzyłam na Federicę Brignone, która w wieku 34 lat [rocznikowo nawet 35 - red.] wygrywała giganta za gigantem. Mam więc nadzieję, że moje 32 lata to jeszcze niedużo.
- Dokładnie tak to wygląda. Program startów jest bardzo napięty, nie mamy czasu, żeby wracać do domu, jesteśmy cały czas w drodze. Jak nie ma startów, jesteśmy gdzieś we Włoszech i trenujemy. Być może tuż przed igrzyskami uda mi się pojechać do domu na dosłownie kilka dni, ale to nic pewnego.
- Tak, mają łatwiej, są blisko do domów, mogą sobie wyskoczyć na dwa-trzy dni przerwy. A u nas wiąże się to z dziesięciogodzinną podróżą, więc rzadko kiedy wracamy do domu.
- Tak, Cortinę bardzo lubię, a też zajmując tam szóste miejsce na mistrzostwach świata w 2021 roku okazałam się czarnym koniem i to był dla mnie może najważniejszy start w karierze. Startowałam spoza pierwszej "piętnastki". Pamiętam, że dało mi to bardzo dużo radości, dużo dobrych emocji i wiary, że ja i mój zespół faktycznie jesteśmy w stanie osiągać bardzo duże sukcesy w narciarstwie alpejskim. Myślę, że tam przeżyłam jedne z największych emocji i byłam najbliżej medalu wielkiej imprezy. Tam, i później na igrzyskach w Pekinie. Liczę, że teraz w Cortinie przypomnę sobie tamte dobre emocje, że to sobie odświeżę, jakoś odtworzę i znów będę miała dużo radości. Oby nawet jeszcze więcej niż wtedy.
- Hmm... Nie planuję takich rzeczy. Wyobrażam sobie medal olimpijski, marzę o nim, ale myślę, że jeśli go zdobędę, najpierw się bardzo z moim teamem ucieszymy, a dopiero później będziemy się zastanawiać i planować, co dalej.
- Jeszcze w supergigancie. Już niestety nie ma rywalizacji w gigancie równoległym, a też zawody drużynowe wyglądają całkiem inaczej niż na ostatnich igrzyskach i nie weźmiemy w nich udziału. Ale na gigant naprawdę szykuję się najlepiej, jak potrafię.