Andrzej Bargiel przeszedł do historii! Niesamowity wyczyn w Himalajach

- Wejście było trudne. Everest jesienny a wiosenny to zupełnie inna historia, ale zjazd dał mi dużo przyjemności - mówi Andrzej Bargiel, który jako pierwszy człowiek na świecie wszedł na Mount Everest i zjechał z niego na nartach bez wspomagania tlenem.
Andrzej Bargiel
Materiały Prasowe Red Bull

Andrzej Bargiel dokonał wielkiej rzeczy, o której będzie się jeszcze mówić i pisać przez długie lata. Jako pierwszy człowiek na świecie wszedł na najwyższy szczyt Ziemi - Mount Everest i zjechał z jego wierzchołka na nartach do wysokości bazy (ok. 5364 m n.p.m.). W dodatku zrobił to bez wspomagania tlenem!

Zobacz wideo Tomasz Adamek kończy karierę! "Chyba, że mnie żona z domu wypier***"

Andrzej Bargiel przeszedł do historii! Niesamowity wyczyn w Himalajach

"Andrzej Bargiel jako pierwszy na świecie wszedł na Mt. Everest i zjechał z niego na nartach bez wspomagania tlenem!" - napisał w serwisie X Red Bull Polska.

- To jeden z ważniejszych kroków w mojej sportowej karierze. Zjazd z Everestu bez tlenu był dla mnie marzeniem, które dojrzewało latami. Wiedziałem, że trudne jesienne warunki i poprowadzenie linii zjazdu przez lodowiec Khumbu to największe wyzwanie, z jakim mogę się zmierzyć. Dzięki wsparciu Red Bulla i teamu na miejscu, moje marzenie w końcu stało się rzeczywistością - powiedział Andrzej Bargiel po zjeździe.

Kilka godzin po swoim wyczynie zamieścił też wpis w mediach społecznościowych. 

"Pierwszy w historii zjazd na nartach ze szczytu Mount Everestu bez użycia dodatkowego tlenu. Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków! Ogromne podziękowania dla teamu Seven Summit Treks, Chang Dawa, Speed Dawa – bez Was ten sukces nie byłby możliwy. Serdecznie dziękuję również wszystkim Partnerom za Wasze wsparcie i za to, że tak długo wierzyliście w powodzenie tego projektu! Dziękuję również całej mojej ekipie, że byliście ze mną razem w tym projekcie" - napisał w serwisie X i wymienił członków całej ekipy. 

– Samo nawigowanie w tak trudnym terenie było dla mnie sporym wyzwaniem. Fakt, że prowadziłem własnego brata, na pewno nie ułatwiał mi zadania (śmiech). Najtrudniejszymi momentami były przejazd przez grań i lodowiec. Kiedy Andrzej pokonał te fragmenty, odetchnąłem i cieszyłem się razem z nim ostatnimi chwilami zjazdu. To dla mnie ważny moment. Stawka była ogromna i fakt, że mój brat znów dokonał czegoś jako pierwszy na świecie, wykazując się przy tym ogromną niezłomnością i hartem ducha, napawa mnie wielką dumą - dodał Bartosz Bargiel, brat Andrzeja. 

Bargiel rozpoczął kluczową fazę ataku szczytowego z obozu czwartego, położonego na wysokości ok. 7900 m n.p.m. Przez dużą ilość śniegu trwał on dłużej, niż początkowo zakładano. Polak spędził 16 godzin na wyczerpującej wspinaczce (na wysokości powyżej 8000 m n.p.m.). 

"Bargiel na szczycie najwyższej góry świata spędził zaledwie kilka minut, po czym przypiął narty i rozpoczął historyczny zjazd, ścigając się z zachodzącym słońcem. Na wysokości obozu drugiego (ok. 6400 m n.p.m.) zastała go noc, uniemożliwiająca bezpieczne nawigowanie zjazdu. Skialpinista zatrzymał się w obozie i kontynuował zjazd wraz ze wschodem słońca. W fenomenalnym stylu pokonał lodowiec Khumbu bez korzystania z liny i poręczówek i zakończył zjazd na wysokości bazy" - czytamy w materiałach prasowych Red Bulla. 

"Bargiel: Nie rzucam się na szaleństwa"

"Towarzyszy mu kilkanaście osób, w tym lekarka. Buty, których używa, wspinając się na Mount Everest, są unikalne. Najpierw wczepia się w nie raki, potem narty. Kiedy wejdzie na niemal 9 kilometrów, to potem zamieni się w narciarza. Szaleństwo? - Nie rzucam się na szaleństwa. Nasza działalność opiera się przede wszystkim na dobrym zarządzaniu ryzykiem - tłumaczy nam Andrzej Bargiel" - pisał o Polaku Kacper Sosnowski, dziennikarz Sport.pl, na początku września tego roku przed jego wyprawą na Mount Everest. 

Zobacz także: Polacy wygrywają w Predazzo! Stoch i Kubacki zachwycili

To trzecia - tym razem udana - próba wejścia przez Bargiela na Mount Everest. 

" W 2019 r. w realizacji planów przeszkodziła pogoda i ogromna bryła lodu - nazywana serakiem - wisząca nad częścią drogi nad lodowcem Icefall, przez który himalaista miał przejść. W 2022 r. też jej nie pokonał z powodu złej pogody" - czytamy w Wyborczej. 

Więcej o: