Legenda z apelem do Małysza. Kwiatkowski złoty, Król brązowa, ale chcemy więcej!

Łukasz Jachimiak
- PZN chyba trochę czekał, żeby snowboardziści potwierdzili, że warto w nich inwestować - mówi Jagna Marczułajtis. W niedzielę Oskar Kwiatkowski został mistrzem świata w równoległym gigancie, a Aleksandra Król zdobyła brązowy medal. Marczułajtis, kiedyś czwarta zawodniczka igrzysk olimpijskich, liczy, że prezes Adam Małysz postawi na szukanie następców i na rozwój innych snowboardowych konkurencji.

- To najpiękniejszy moment w historii polskiego snowboardu - nie ma wątpliwości Jagna Marczułajtis, czwarta zawodniczka igrzysk olimpijskich (Salt Lake City 2002) i piąta zawodniczka MŚ. - Oskar i Ola rozbili medalowy bank! Ogromnie się cieszę - mówi była snowboardzistka.

Zobacz wideo Premier obiecał kilkadziesiąt hal sportowych. Powstało pięć. Minister wyjaśnia, dlaczego tak mało

Kwiatkowski jak na lidera Pucharu Świata przystało, wygrał główną imprezę sezonu. To oczywiście jego największy sukces w karierze. Dla Król, która też wygrywała już w PŚ, brązowy medal również jest pierwszym na imprezie mistrzowskiej. W Bakuriani oboje świetnie spisali się na bardzo trudnej trasie.

- Widzieliśmy, że warunki na trasie były bardzo trudne, że niebieski tor był o wiele szybszy od czerwonego, ale nasi pięknie się pokazali w eliminacjach, zajęli wysokie miejsca [Kwiatkowski miał drugi czas, a Król - piąty] i dzięki temu zazwyczaj mieli prawo wybierać tor w kolejnych rundach. Oboje popełnili też mało błędów, byli bardzo uważni na tej długiej i wyboistej trasie, na której nie było nikogo, kto by jakiegoś błędu nie popełnił. Oskar i Ola popełnili ich mało. Mieli siłę, żeby wytrzymać jazdę po tych dziurach - analizuje Marczułajtis.

PZN zainwestował po igrzyskach i są efekty

Była snowboardzistka zauważa, że medale Kwiatkowskiego i Król są dowodem, że warto inwestować w snowboard.

Oboje nasi medaliści podkreślali w niedawnych rozmowach ze Sport.pl, że Polski Związek Narciarski zwiększył środki na potrzeby snowboardowej kadry. - Mamy w

końcu w teamie serwismena, więc jest super. Tego nam brakowało, pod tym względem naprawdę kuleliśmy na tle rywali. Bo nasz trener nie jest serwismenem, a to on musiał się zajmować przygotowaniem naszych desek. Było mu ciężko. Teraz mamy fachowca ze Słowenii, nie musimy się zupełnie martwić czy wszystko będzie dobrze i też my, zawodnicy, zyskujemy więcej czasu, bo nie musimy przy tym pomagać, a trenerowi pomagaliśmy. Serwismen robi wszystko, naprawdę super, że po tylu latach go mamy i wiemy, że on na pewno wszystko zrobi jak trzeba - mówiła Król.

- Dzięki temu, że na igrzyskach byłem siódmy, PZN powiedział: "Inwestujemy w ciebie". I kupili mi to, czego potrzebowałem. Trener Oskar Bom pomógł mi wszystko pozamawiać, potestować i w ten sezon wjechałem w sprzęcie takim samym, jaki ma czołówka. Jak widać, to procentuje. Super, że wszystko zaskoczyło już w pierwszym moim sezonie jazdy na szwajcarskich deskach - opowiadał Kwiatkowski.

PZN wydał kilkanaście tysięcy euro na nowy sprzęt i zatrudnił świetnego serwismena oraz znakomitego trenera do pomocy dla Oskara Boma. Izidor Šušteršic przed chwilą doprowadzał swoich zawodników do medali olimpijskich. Jego zawodnik, Tim Mastnak, zdobył srebro na ubiegłorocznych igrzyskach w Pekinie, a na igrzyskach w 2014 i 2018 roku w sumie trzy medale wywalczył trenowany przez Izidora Žan Košir.

Potrzebny program jak w skokach i biegach

Jagna Marczułajtis ma nadzieję, że teraz prezes PZN-u Adam Małysz będzie inwestował w snowboard jeszcze chętniej. - PZN chyba trochę czekał, żeby snowboardziści potwierdzili, że warto w nich inwestować i myślę, że teraz związek nie ma już co do tego żadnych wątpliwości. Życzyłabym sobie, że teraz PZN reaktywował konkurencje freestyle'owe: snowcross, big air, halfpipe. Tam, niestety, nie mamy swoich reprezentantów w tym momencie i dobrze byłoby tę

lukę wypełnić. Kiedyś mieliśmy w tych konkurencjach świetnych zawodników, m.in. klan Ligockich, Rafała Skarbka-Malczewskiego czy Zuzę Smykałę. Liczę, że związek podejmie działania, żeby zachęcić młodzież do tych konkurencji.

- Przypomnę, że w skokach i biegach narciarskich powstały programy typu "Szukamy następców mistrza". W snowboardzie tego nie było. Kiedyś będąc radną Sejmiku Małopolskiego zrobiłam program "Jeżdżę z Głową" dedykowany szkołom podstawowym. W ramach wf-u uczniowie trzecich i czwartych klas za darmo, a to ważne, bo sporty zimowe są kosztowne, uczyli się jeździć na snowboardzie, na nartach zjazdowych i na biegówkach. Ten program przez 10 lat przeszkolił ponad 30 tysięcy dzieciaków i może kiedyś usłyszymy o zawodnikach, którzy w nim zaczynali. Ale fajnie by było, gdyby władze Małopolski ten program wznowiły i najlepiej, żeby on na stałe zagościł nie tylko w Małopolsce, ale w całym kraju. Wtedy na pewno wychowalibyśmy następców Oskara i Oli, a także zawodników z innych snowboardowych konkurencji - mówi Marczułajtis.

Nie przegapić wtorku i środy

W snowboardzie na igrzyskach olimpijskich rozdawanych jest w sumie aż 11 kompletów medali. My dzięki naszym zjazdowcom na trwających MŚ emocje będziemy przeżywać w sumie w trzech konkurencjach. We wtorek w Bakuriani odbędzie się równoległy slalom, a na środę zaplanowano rywalizację mieszaną, w której każdy kraj będzie reprezentowany przez jedną kobietę i jednego mężczyznę.

Po złocie Kwiatkowskiego i brązie Król w środę polscy kibice na pewno będą liczyli na ich wspólny medal. - Ale nie przegapmy wtorku. W slalomie równoległym Ola i Oskar też mają szanse na medale. Myślę, że Ola to nawet będzie myślała bardziej o medalu złotym niż o kolejnym brązowym. A w konkurencji drużynowej oczywiście też mamy wielką szansę. Ola i Oskar w tym sezonie w takim starcie byli już na trzecim miejscu w Pucharze Świata, na pewno warto będzie włączyć telewizor i kibicować - podsumowuje Marczułajtis.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.