Saudyjczycy idą po trupach do celu. 500 mld dolarów. "Prowadzę każdego jak niewolnika"

Kacper Sosnowski
Niektórzy mieszkańcy Arabii Saudyjskiej śnieg w swym kraju mają szansę zobaczyć może ze dwa razy w życiu. W 2029 roku w sercu pustyni będą jednak mogli oglądać zmagania snowboardzistów, skoczków, czy narciarzy alpejskich. Szejkowie azjatyckie zimowe igrzyska zorganizują w budowanym właśnie mieście przyszłości, z latającymi taksówkami i sztucznym księżycem. I jak mają w zwyczaju, idą po trupach do celu.

"Pustynie i góry Arabii Saudyjskiej wkrótce staną się areną dla sportów zimowych" – oświadczyła Azjatycka Rada Olimpijska (OCA), która podczas październikowego walnego zgromadzenia w Kambodży podjęła decyzję dotyczącą zimowych azjatyckich igrzysk. Kontrkandydata dla Arabii nie było, bo chętnych na organizowanie tego typu zawodów w ostatnim czasie w ogóle brakowało. Trudno jednak uznać, że Arabia nagle pokochała sporty zimowe, w których nie ma w zasadzie żadnej tradycji.

Zobacz wideo Woda zamiast piwa i ulubione steki. Co Gamrot robił w Disneylandzie?

Domki jak statki kosmiczne, latające auta i sztuczny księżyc. Wszystko za 500 miliardów dolarów

Szejkowie oficjalnie mówią, że zimowe igrzyska wpisują się w plan rozwoju ich królestwa prowadzonego w ramach programu Vision 2030. To rządowa inicjatywa, której celem jest zmniejszenie zależności Arabii Saudyjskiej od ropy naftowej, dywersyfikację jej gospodarki, rozwój sektorów edukacji, infrastruktury, rekreacji i turystyki. Swą imprezą ewidentnie chcą zachwycić świat. Zimowe igrzyska mają być zorganizowane w ośrodku przyszłości Trojena nieopodal ogromnego miasta-państwa przyszłości Neomu. 

Miasta na razie nie ma, trwa przygotowywanie pod niego terenu i stawianie pierwszych konstrukcji. Całość ma być gotowa do 2026, ale już są opóźnienia. To ma być inżynieryjny majstersztyk. Projekt ma być w stu procentach zasilany energią odnawialną i samowystarczalny, a wśród planów znajduje się wioska narciarska, luksusowe zaplecze rodzinne ze strefą wellness, największe w regionie sztuczne jezioro słodkowodne, pod którym będzie pięciogwiazdkowy hotel. W góry wczepione będą domki, bardziej przypominające statki kosmiczne niż rezydencje, czy pensjonaty, a obok ma być interaktywny rezerwat. Książę Arabii Mohammed bin Salman zażyczył sobie także, by w budowanej niedaleko metropolii były latające samochody, roboty-pokojówki i gigantyczny sztuczny księżyc oraz by nocą na miejscowej plaży świecił piasek. Trudno jednak zakładać, że Saudyjczycy w kilka lat wynajdą takie technologie, które pozwolą im te plany zrealizować, bo na razie brzmi to jak bajki. Realny jest jednak budżet projektu - 500 miliardów dolarów! Pieniądze wykłada państwowy Publiczny Fundusz Inwestycyjny Arabii Saudyjskiej. 

Saudyjczycy na każdym kroku podkreślają ekologię tego projektu, jego integrację ze środowiskiem i to, że Trojena będzie wybudowana w regionie charakteryzującym się pasmem górskim z najwyższymi szczytami Arabii Saudyjskiej na wysokości od 1500 do 2600 metrów nad poziomem morza. Dzięki temu gospodarze chcą pokazać różnorodność swego kraju i to, że w sercu pustyni da się zrobić globalne zimowe wydarzenie. Akurat w tej części gór zimą temperatury czasem spadają w okolice zera, więc w pokryciu tras w teorii będzie można skorzystać nie tylko ze sztucznego śniegu.

Te wszystkie argumenty nie znajdują jednak tylko i wyłącznie zwolenników. Międzynarodowy Komitet Olimpijski poinformował, że Rada Olimpijska Azji nie skonsultowała się z nim w procesie podejmowania decyzji. Sekretarz generalny Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej w obliczu globalnego ocieplenia dziwił się chęcią skonstruowania sztucznego tworu. W końcu głos zabrali też aktywiści, a alarm podniosły organizacje broniące praw człowieka, bo Saudyjczycy, realizując swą koncepcję, idą po trupach. Wyrażenie to można niestety odebrać dosłownie. 

Eksmisja 20 tys. Beduinów. Kary śmierci i więzienia 

To m.in. dlatego, że przygotowując teren dla swych superprojektów saudyjskie siły bezpieczeństwa musiały pozbyć się członków starożytnego plemienia Beduinów Huwaitat. Jak można się było domyślić, Beduini z ich górskiego domu wynosić się nie chcieli. Niektórych nie przekonało nawet odszkodowanie, które mieli dostać. Zresztą finalnie zamiast oficjalnych sum od 27 tys. do 260 tys. euro, według niezależnych mediów mieszkańcy obszaru Tabuk otrzymali około 3 tys. euro lub nie otrzymali nic. 150 osób, które pokojowo protestowały przeciw eksmisji, zostało skazanych na więzienie. Niektórzy spędzą w nim nawet do 50 lat. Reszta mierzyła się z innymi represjami, odcinaniem dostaw wody i elektryczności, a także z kontrolami lotniczymi przy użyciu dronów.  

Gdy w kwietniu 2020 r. jeden z Beduinów kategorycznie odmówił eksmisji i zaczął publikować na ten temat filmy w internecie, został zastrzelony przez saudyjskie siły bezpieczeństwa – tak jak przewidywał na nagraniach. Władze poinformowały, że sam miał zacząć strzelać do wojskowych. Niedawno saudyjski sąd ogłosił jednak kary śmierci dla kolejnych trzech protestujących.  

Obrońcy praw człowieka oszacowali, że wyznaczonych stref usunięto nawet 20 000 osób. "To było przymusowe przesiedlenie rdzennej ludności z pogwałceniem wszelkich norm i zasady międzynarodowego prawa" - skomentowała Sarah Leah Whitson, dyrektor Democracy for the Arab World Now. Choć jej słowa brzmią dosadnie, to nie są jakoś mocno rozpowszechniane. Jak to zwykle w trudnych sytuacjach książę Arabii Mohammed bin Salman zatrudnił amerykańską firmę zajmującą się public relations i lobbingiem, aby przeciwdziałać krytyce, minimalizować kontrowersje i uwypuklać pozytywy saudyjskich działań. Kontrakt opiewa na 1,7 miliona dolarów. Po sprawach związanych z przesiedleniami kolejne kłopoty przynoszą jednak Arabii same prace budowlane związane z olbrzymią inwestycją.  

"Prowadzę każdego jak niewolnika. Kiedy pada martwy, świętuję"

Choć te jeszcze na dobre się nie zaczęły, to rezygnację z funkcji dyrektora budowy górskich odcinków złożył Amerykanin Andrew Wirth. Poinformował o pogardzie, lekceważeniu i poniżających wybuchach złości swych szefów, z którymi nie chciał mieć dalszej styczności.  

Jedną z ważniejszych osób w tworzeniu Neomu jest Nadhmi Al-Nasr, Saudyjczyk, który od lat znany jest ze znęcania się i straszenia swoich pracowników, więc konglomerat stracił też innych zagranicznych dyrektorów, którzy zrezygnowali nawet z pół miliona dolarów płaconych im pensji. Metody funkcjonowania Al-Nasra dość szczegółowo opisał w tym roku "The Wall Street Journal". Gazeta zacytowała wyraz jego złości po tym, jak jeden z zagranicznych sponsorów projektu zerwał umowę, zarzucając Saudyjczykom łamanie praw człowieka. Na nadzwyczajnym zebraniu z zagranicznym zespołem ds. komunikacji dyrektor grzmiał, dlaczego nikt nie ostrzegł go, że może się to zdarzyć. "Jeśli nie powiecie mi, kto jest za to odpowiedzialny, wyjmę spod mojego biurka broń i zacznę strzelać" - wykrzyczał. Jedna z kobiet obecna na sali zaczęła płakać. Innym razem sam dosadnie opisał swój styl pracy: "Prowadzę każdego jak niewolnika. Kiedy pada martwy, świętuję. W ten sposób wykonuję swoje projekty." 

Saudyjski rząd nie skomentował tych historii, choć nie jest tajemnicą, że książę Mohammed bin Salman swego człowieka ceni. Władze Neomu też nie były wzruszone tą sprawą. Napisały w oficjalnym komentarzu, że projekt przedstawia "skalę i ambicję, jakiej świat nigdy wcześniej nie widział", jakby to miało wszystko usprawiedliwić.  

O traktowaniu szeregowych pracowników wspominać nie trzeba, bo o wyzyskiwaniu imigrantów, fatalnych warunkach ich funkcjonowania i pracy bez dni odpoczynku w przypadku krajów arabskich media informowały już wielokrotnie.  

Saudyjczycy zagarniają sport 

Zdaniem komentatorów kompleks sportowy Trojena planowany nieopodal Neomu ma być jeszcze jednym z czynników, by przyciągnąć turystów w okolicę prowincji Tabuk. Kolejne zawody sportowe w Arabii wpisują się natomiast w system sportwashingu, czyli wybielania się tego kraju przez sport. Public Investment Fund (PIF), który wykłada na wszystko pieniądze, jest jednym z największych państwowych funduszy majątkowych na świecie i dba, by o Arabii Saudyjskiej w świecie sportu było głośno i buduje siatkę zależności. Szejkowie kupili już zespół Premier League, Newcastle United. Zapewnili sobie u siebie wyścigi Formuły 1, mają udziały w zespole Astona Martina, organizują u siebie walki bokserskie oraz mecze piłkarskie wielkich europejskich klubów.  

Oprócz zimowych igrzysk azjatyckich Arabia Saudyjska będzie również gospodarzem World Combat Games, Azjatyckich Halowych Igrzysk Sztuk Walki 2025 oraz Igrzysk Azjatyckich 2034. Saudyjczycy stoją też za inicjatywą LIV Golf, cyklu, który ma przeciągnąć z PGA Tour najlepszych golfistów na świecie i zapraszać ich na zawody również na Półwysep Arabski. Orędownikiem projektu został nawet były prezydent USA Donald Trump, którego bliscy i współpracownicy kooperują z saudyjskimi firmami. Pisaliśmy o tym TU. Saudyjczycy myślą szeroko. Chcą nawet zorganizować piłkarskie mistrzostwa świata w roku 2030, dlatego złożyli wspólną kandydaturę z Egiptem i Grecją. FIFA przekazała, że do każdego wniosku podejdzie poważnie. Mocno zaprotestowało przeciw temu Amnesty International, przypominając, że takie zawody nie mogą odbyć się w kraju prześladującym ludzi na tle politycznym i religijnym, dyskryminującym mniejszości etniczne i ograniczającym prawa kobiet. Kraju, w którego stambulskim konsulacie doszło też do zamordowania Jamala Khashoggiego, saudyjskiego opozycjonisty i dziennikarza "Washington Post". 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.