Świat podziwia polskiego olimpijczyka. "To niesamowite. Skurczybyk z niego"

Amerykański "Sports Illustrated" jest pod wrażeniem polskiego saneczkarza Mateusza Sochowicza, który po trzech miesiącach od koszmarnej kontuzji wrócił na tor i wystąpił na igrzyskach w Pekinie. Wyczyn Polaka doceniają także jego rywale. - To niesamowite. Skurczybyk z niego - mówił wicemistrz olimpijski z Pjongczang, Amerykanin Chris Mazdzer.

Mateusz Sochowicz, najlepszy polski saneczkarz, znalazł się w składzie reprezentacji na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, mimo że blisko trzy miesiące temu miał bardzo poważny wypadek. 8 listopada na olimpijskim torze w Yanging mógł nawet zginąć. Przez błąd obsługi toru Polak wpadł w bramkę, która powinna być otwarta, a była zamknięta. - Organizacja próby przedolimpijskiej jest fatalna. Ten błąd nie miał prawa się zdarzyć. Brak logiki i uwagi - mówił w rozmowie ze Sport.pl trener Marek Skowroński.

Zobacz wideo Mateusz Sochowicz po wypadku w Pekinie: Igrzyska są dla mnie daleko

Po wypadku Sochowicz przeszedł w Chinach operację składania pękniętej rzepki w lewym kolanie. Miał też szytą prawą nogę, która została rozcięta tak głęboko (aż do piszczeli), że początkowo uraz uznano za otwarte złamanie. Sochowicz zaczął współpracę (codzienne rozmowy) z psychologiem, a od razu powrocie do Polski podjął rehabilitację. Efekty ogromnej pracy Sochowicza był taki, że zdążył załapać się do kadry na igrzyska.

Nie wynik jest najważniejszy

Po połowie rywalizacji saneczkowych jedynek, po dwóch ślizgach, Mateusz Sochowicz z czasem 1:58.059 zajmuje 27. miejsce wśród 34 zawodników. O medal na pewno nie powalczy, ale w jego przypadku nie wynik jest jednak najważniejszy, lecz to, w jakim stylu i jak szybko zdołał się podnieść fizycznie i mentalnie po fatalnym wypadku na próbie przedolimpijskiej. 

- Byłem osrany! Głupcy się nie boją. Ale ufam swoim umiejętnościom. Wiem, że umiem jeździć na tych sankach, a ze ślizgu na ślizg tylko się w tym utwierdzam - mówił Sochowicz jeszcze przed igrzyskami, rozmawiając z Łukaszem Jachimiakiem.

Mateusz SochowiczPolak jak najszybciej chce opuścić Chiny. Skandaliczna reakcja organizatorów

A jak polski saneczkarz reaguje na swój udział na igrzyskach? - Po operacji musiałem na nowo uczyć się chodzić. Igrzyska wydawały się zupełnie nierealne. Nie wierzył w to nawet chiński lekarz, który mnie operował. Chciałem jednak pokazać, że niemożliwe nie istnieje - przyznawał w rozmowie ze "Sports Illustrated", które przypomniało, że w Pjoengchang Sochowicz zasłynął przejazdem bez maski ochronnej, która odpadła mu z kasku.

Ze swojej postawy w Pekinie Mateusz Sochowicz jednak zadowolony nie jest. - To nie było to, na co mnie stać. To nie było nawet dobre. Prawdę mówiąc, trochę schrzaniłem te ślizgi - mówił "Mewa", jak nazywany jest saneczkarz. Niemniej jednak, "Mewa" znów zaczęła latać. 

Pod wrażeniem także rywale. "Skurczybyk z niego" 

Sochowicz przed igrzyskami wystąpił jedynie w Pucharze Świata w Sankt Moritz. Na zakończeniu przejazdu czekała na niego niespodzianka w postaci aplauzy ze strony rywali. - Na mecie zebrali się zawodnicy, którzy nagrodzili go owacją na stojąco. Jego hart ducha był niezwykle silny - opowiadał reprezentant Stanów Zjednoczonych - Tucker West. 

Mateusz Sochowicz po wypadku w ChinachPolska stawia mocne żądania Chińczykom i ma opcję atomową. "Nie ma dyskusji"

- Wszyscy mają ogromny szacunek dla tego, czego dokonał. Powrót na tor, który niemal pozbawił go życia, jest niezwykle imponujący - dodał Amerykanin. Jego rodaczka Summer Britcher stwierdziła: Jestem pod wielkim wrażeniem, że jest tutaj z nami.

W podobnym tonie wypowiadali się także inni rywale Sochowicza. - To niesamowite. Skurczybyk z niego - mówił wicemistrz olimpijski z Pjongczang, Amerykanin Chris Mazdzer. - To dla każdego byłaby straszliwa rzecz, a Mateusz jest bardzo lubianym zawodnikiem w stawce, więc nasza reakcja była taka, że "Nie, tylko nie on - dodawał Amerykanin, który na półmetku w Pekinie jest dziewiąty. 

- Saneczkarstwo nie uczyni sportowca bogatym. Jeśli to robisz, to dlatego, że to kochasz. Dlatego wyczyn Mateusza jest niezwykły - podsumowywał Mazdzer. 

- Jego historia jest szalona - przyznawał z kolei Brytyjczyk Rupert Staudinger.

Osobną depeszę polskiemu saneczkarzowi poświęciła jedna z największych światowych agencji informacyjnych - Associated Press. O niesamowitym powrocie Sochowicza na tor w Pekinie informują więc media niemal w każdym zakątku świata.

Trzeci i czwarty przejazd saneczkowych jedynek z udziałem Mateusza Sochowicza zaplanowano na niedzielę, na godzinę 12:30 czasu polskiego. Najbliżej złotego medalu jest Niemiec Johannes Ludwig, który o 0,039 sekundy wyprzedza Austriaka Wolfganga Kindla. Trzecie miejsce zajmuje Włoch Dominik Fischnaller ze stratą ponad 0,3 sekundy.

Więcej o: