"Byłem osrany! Głupcy się nie boją". Polak wraca po koszmarnym wypadku

Łukasz Jachimiak
- Byłem osrany! - mówi Mateusz Sochowicz. Nasz saneczkarz wrócił na tor dwa miesiące po tym jak przez błąd Chińczyków połamał kolano na próbie przedolimpijskiej. W niemieckim Oberhofie Sochowicz zjeżdżał z ortezą. Jego celem jest start na igrzyskach w Pekinie!

Igrzyska olimpijskie w Pekinie rozpoczną się już 4 lutego. Mateusz Sochowicz, najlepszy polski saneczkarz, nie rezygnuje ze startu w nich, mimo że 8 listopada na olimpijskim torze w Yanging mógł nawet zginąć.

Zobacz wideo Mateusz Sochowicz po wypadku w Pekinie: Igrzyska są dla mnie daleko

"Ostatnie metry przejechałem na stopach". 70 km/h

- Wyobraź sobie, że pokonujesz jeden wiraż, za chwilę drugi, że pędzisz, bo naprawdę wszystko zrobiłeś technicznie właśnie tak jak trzeba, i nagle widzisz, że jedziesz w barierę, że tor jest zamknięty. Szok. Błyskawicznie wstałem z sanek i chciałem tę barierę przeskoczyć. Ostatnie metry przejechałem na stopach, a sanki puściłem przed siebie. Odbiłem się, ale chyba źle wycyrklowałem moment odbicia i dlatego walnąłem - tak Sochowicz relacjonował nam swój wypadek.

Przez błąd obsługi toru Polak wpadł w bramkę, która powinna być otwarta, a była zamknięta. - Miała z 70 centymetrów. A ja ślizgałem się po lodzie z prędkością około 70 km/h. Przekonałem się, że strasznie trudno jest się z czegoś takiego odbić - opowiadał nasz saneczkarz.

Kamil StochDramat Kamila Stocha. Potężny cios tuż przed igrzyskami. Potwierdzone

Pęknięta rzepka, noga rozcięta do kości

Po wypadku Sochowicz przeszedł w Chinach operację składania pękniętej rzepki w lewym kolanie. Miał też szytą prawą nogę, która została rozcięta tak głęboko (aż do piszczeli), że początkowo uraz uznano za otwarte złamanie.

Jeszcze będąc w Chinach nasz saneczkarz zaczął współpracę (codzienne rozmowy) z psychologiem, a od razu powrocie do Polski podjął rehabilitację w mającej świetne opinie klinice Rehasport u zaufanego fizjoterapeuty, który kiedyś pracował z kadrą.

Mateusz Sochowicz po wypadku w ChinachSochowicz wrócił z Chin po fatalnym wypadku. "Kolano przeszło straszną mękę"

"Krok naprzód jest duży"

Efekty ogromnej pracy Sochowicza są takie, że w środę po raz pierwszy od wypadku wsiadł na sanki! Na torze w Oberhofie, gdzie w weekend odbędą się zawody Pucharu Świata, Mateusz wykonał trzy ślizgi treningowe. Ruszał z obniżonego, juniorskiego startu. Absolutnie nie jest brany pod uwagę, jeśli chodzi o zawody. On po prostu na nowo oswaja się ze wszystkim, co w ostatnich tygodniach stracił przez wypadek.

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Na razie powrotem jeszcze nie można tego nazwać, ale na pewno krok naprzód jest duży - mówi Sochowicz w rozmowie ze Sport.pl.

Saneczkarz przyznaje, że po pierwszych treningach trochę dokucza mu ból. - Kolano trochę odczuło wczorajsze jazdy. Ale popracowaliśmy z kadrowym fizjoterapeutą, dzisiaj też się lepiej przygotujemy i zobaczymy, co będzie - mówi. - Odbudujemy tejpami kolano. Bo mam ortezę, która pod strojem zbyt mocno naciska - wyjaśnia.

Saneczkarz Mateusz Sochowicz w szpitaluZapaliło się zielone. Polak ruszył i trafił na zamkniętą bramkę. "W mojej rzepce jest dziś chiński tytan"

"Byłem osrany! Głupcy się nie boją"

Za Sochowiczem bardzo ważny, pierwszy, krok do powrotu na igrzyska. On w Oberhofie przede wszystkim przełamuje strach.

Na pytanie, czy bał się pierwszego ślizgu odpowiada bardzo bezpośrednio: - Byłem osrany! Głupcy się nie boją. Ale ufam swoim umiejętnościom. Wiem, że umiem jeździć na tych sankach, a ze ślizgu na ślizg tylko się w tym utwierdzam.

Więcej o: