Skandaliczna decyzja polskiego związku. 11 klubów wyrzuconych w jeden dzień

Władze Polskiego Związku Curlingu w ciągu jednego dnia wyrzuciły ze struktur związku 11 klubów. - Teraz łatwiej będzie dokonać zapowiadanego wznowienia Walnego Zjazdu Delegatów - przyznaje w rozmowie z Interią Adela Walczak, członkini jednego z wyrzuconych zespołów.

Zamieszanie wokół Polskiego Związku Curlingu ciągnie się już od ponad dwóch lat. W 2019 roku Ministerstwo Sportu podjęło decyzję o złożeniu do sądu wniosku o likwidację związku. To zbiegło się w czasie z decyzją Światowej Federacji Curlingu (WCF) o zawieszeniu PZC w prawach członka. To znaczy zaś, że polscy zawodnicy nie mogą startować na arenie międzynarodowej. WCF wyciągnęła pomocną dłoń w kierunku polskiej federacji, podając sześć punktów, które ta musi wypełnić, aby wrócić w międzynarodowe struktury. Minęło sporo czasu, ale do tej pory żadnego z wymogów nie udało się spełnić.

Zobacz wideo Forma Kamila Stocha może eksplodować. Ten niuans jest kluczowy

PZC wyrzucił 11 klubów i stwarza pozory

Rozprawy sądowe wciąż są odkładane w czasie. Jedna z nich była zaplanowana na 14 września br., ale przełożono ją dwukrotnie. Jak się okazało, pełnomocnik jednej ze stron otrzymał powiadomienie o nowym terminie rozprawy z błędnie podaną godziną. Ostatnio sprawa została odroczona bez wyznaczenia nowej daty. Jak się okazuje, to dzięki świadomemu ruchowi władz PZC. Po trzech latach przerwy zdecydowano bowiem wznowić obrady Krajowego Zjazdu Delegatów.

Wiadomo, kto może zastąpić Tajnera. Kolejny głos. Wiadomo, kto może zastąpić Tajnera. Kolejny głos. "Naturalny kandydat"

- To był typowy pokaz ze strony władz PZC, że coś robią i nie ma powodów, żeby się ich czepiać - twierdzi Adela Walczak z Curling Łódź w rozmowie z Interią. Wyjawiła przy tym zaskakującą informację. Związek wznowienie miał ogłosić 15 listopada i zaplanował je na 15 grudnia w Warszawie. W międzyczasie podjął kuriozalną decyzję o wyrzuceniu aż 11 klubów ze struktur federacji. - Tak naprawdę nie wiemy, czy jakiekolwiek informacje były rozsyłane, ani czy i gdzie ten zjazd faktycznie zostanie wznowiony - mówi Walczak, której klub znalazł się w grupie wyrzuconych.

Polski curling bez szans na igrzyska

Wśród klubów pozostających wciąż w szeregach Polskiego Związku Curlingu mają pozostawać tylko te, które sprzyjają obecnie zarządzającym federacją. Zostały też takie, które z tą dyscypliną mają niewiele wspólnego. - W większości kluby wioślarskie, koszykarskie czy karate, a nawet sklep z odzieżą wojskową, które zostały do PZC wcielone trzy lata temu, aby zapewnić większość w głosowaniu. Według szacunków tylko około 1/3 z 18 organizacji pozostałych w związku ma styczność z curlingiem - dodaje curlerka.

Dopóki sprawa wokół polskiego curlingu nie zostanie załatwiona zgodnie z wymogami WCF, nie ma mowy o startach naszych zawodników w zmaganiach międzynarodowych. Nie będzie też udziału w igrzyskach. Szansa być może by była, gdyby PKOl uznał założoną przez "zbuntowane" kluby Polską Federację Klubów Curlingowych. Komitet wciąż ma być jednak murem za PZC. - Bez ich wsparcia ciężko o cokolwiek - załamuje bezradnie ręce Adela Walczak. 

Więcej o: