Polski olimpijczyk zabrał głos po koszmarnym wypadku. "Składany na drutach"

Mateusz Sochowicz jest już po operacji, którą musiał przejść w chińskim szpitalu po koszmarnym wypadku na olimpijskim torze saneczkowym w Yanqing. Mimo tak ogromnego pecha Polak nie traci optymizmu i zamieścił humorystyczny wpis na Facebooku. - Następnym razem gdy ktoś będzie piszczał na lotnisku to ja, oczywiście składany na drutach Made in China - żartował polski saneczkarz.

W poniedziałek najlepszy polski zawodnik w konkurencji saneczkarskich jedynek Mateusz Sochowicz podczas treningu na olimpijskim torze w Yanqing doznał otwartego złamania nogi.- To jest jedno wielkie sk..........o. Ważniejsze jest to, żeby ktoś nie zachorował na COVID-19 niż bezpieczeństwo zawodników. To, co mu zrobili, jest poniżej krytyki - grzmiał w rozmowie z Onetem Janusz Tatera, sekretarz generalny Polskiego Związku Sportów Saneczkowych.

Zobacz wideo Rewolucja w skokach narciarskich. Znikają z anten TVP

Polak we wtorek przeszedł operację w Chinach. Sezon ma już niestety z głowy. - Mateusz jest w szpitalu. Jest świadomy. Ma otwarte złamanie lewej kości podudzia. Ma także ból w okolicy prawego kolana i miednicy – mówił jeszcze w poniedziałek Tatera. Po badaniach okazało się, że ból w kolanie jest spowodowany pękniętą rzepką. Badania nie wykazały uszkodzenia miednicy.

"Organizacja próby przedolimpijskiej jest fatalna. Ten błąd nie miał prawa się zdarzyć"

Jak doszło do wypadku? - Naszemu zawodnikowi zapaliło się zielone światło. Spiker ogłosił, że może jechać, ale nie otworzyła się bramka przejazdowa. Nasz zawodnik, przy dużej prędkości, uderzył w nią – dodawał Janusz Tatera, któremu wtórował w rozmowie ze Sport.pl trener Sochowicza Marek Skowroński.

- Organizacja próby przedolimpijskiej jest fatalna. Ten błąd nie miał prawa się zdarzyć, a później też pomoc medyczna na torze powinna wyglądać zupełnie inaczej. Przede mną do Mateusza leżącego na torze dotarł nasz fizjoterapeuta. Widział, jak Chińczycy chcą podnosić Mateusza, bez udzielenia mu pomocy. To kardynalny błąd. Fizjoterapeuta zatamował krwawienie z mocno rozciętej nogi. Kiedy ja dotarłem na miejsce, Mateusz był opatrzony i służby miały go przenieść na noszach do karetki. Jeden z mężczyzn wszedł na lód bez raków i omal nie przewrócił się na Mateusza. Największą pomoc tuż po wypadku zawodnik dostał nie od służb, tylko od szwedzkiego rywala i jego trenera, bo ci przybiegli najszybciej i okryli Mateusza swoimi kurtkami, a później od naszego fizjoterapeuty - relacjonował Skowroński. 

Jaka Hvala i Primoż RoglićMistrzowie w marnowaniu talentów. Mają ich już całą listę. Zaczęło się od upadku Roglicia

Sochowicz nie traci optymizmu. "Kupa niepotrzebnej roboty"

Po wtorkowej operacji Mateusz Sochowicz zamieścił optymistyczny wpis w mediach społecznościowych. - Że żyję, to już wiecie. Od wczorajszego posta trochę się wydarzyło. Łatanie dziur, pierwsze szwy w życiu i od razu pechowa 13 (prawa noga). Operacja na lewe kolano, składanie rzepki, podobno udane. 

- Zostały przeprowadzone dwa badania rezonansu magnetycznego, aby wykluczyć jakieś dziwne rzeczy, o których nie będę wam pisał, bo sam średnio się orientuję. Ogólnie to jest dobrze, tylko nogi poharatane - relacjonował. 

Więcej treści sportowych znajdziesz na Gazeta.pl

- Z tych mniej przyjemnych informacji, to leki puszczają i zaczynam czuć, że żyję. Kupa nikomu niepotrzebnej roboty przede mną i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Czeka mnie przesiadka na chwilowy driftowóz - pisał reprezentant Polski, odnosząc się do konieczności poruszania się przez jakiś czas na wózku inwalidzkim.

- Jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa wsparcia, jesteście wielcy - podsumował Mateusz Sochowicz.

Więcej o: