"Najbardziej absurdalny wyścig. Pi******ie się, jestem wściekła". Protest dał dwa złote medale!

Do bardzo kontrowersyjnej sytuacji doszło w finale slalomu giganta równoległego na mistrzostwach świata w Cortinie d'Ampezzo. Chociaż pierwotnie ze złotego medalu cieszyła się Włoszka - Marta Bassino - to ostatecznie zwyciężczynią została też Austriaczka - Katharina Liensberger. Obu zawodniczkom przyznano złote medale.

- O mój Boże, to wspaniałe. Nawet nie wiem, co powiedzieć. Nie wiem, co się dzieje. Jest wspaniale! To szczególne dla mnie zwycięstwo, to spełnienie moich marzeń - cieszyła się Katharina Liensberger, gdy dowiedziała się, że protest Austriackiego Związku Narciarskiego został uwzględniony przez organizatora zawodów i że, tak samo jak Marta Bassino, została złotą medalistką slalomu giganta równoległego na MŚ.

Zobacz wideo Dawid Kubacki o dyskwalifikacji Stękały: Mnie samemu zdarzało się podczas letnich zawodów stracić 1,5 kg

Pierwotnie ze złota cieszyła się Włoszka, jednak Austriacy złożyli protest, uznając, że zawodniczki powinny zająć ex aequo pierwsze miejsce. Skąd całe zamieszanie? Z kontrowersyjnych przepisów, jakie obowiązują w konkurencji, która na mistrzostwach świata pojawiła się po raz pierwszy.

"Wyjątkowo niesprawiedliwe"

Rywalizacja między zawodniczkami składa się z dwóch przejazdów. - To jest norma, że jedna trasa jest szybsza, a druga wolniejsza. Ale tu było wyjątkowo niesprawiedliwie - w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem powiedział Marcin Szafrański. Były alpejczyk, olimpijczyk z igrzysk Albertville 1992 i Lillehammer 1994 potwierdził to, co widzieli wszyscy widzowie. Pecha miał ten, kto w pierwszym przejeździe jechał czerwoną, szybszą trasą, a w drugim - wolniejszą, niebieską.

Iga ŚwiątekIga Świątek podpisała kontrakt ze światowym gigantem. Pierwsza Polka w historii!

Pech wynikał z tego, że zwyciężczyni pierwszego przejazdu może wygrać tylko o pół sekundy. Nawet jeśli przewaga zwyciężczyni będzie większa niż wspomniany czas, to przed drugim przejazdem będzie ona wynosiła maksymalnie pół sekundy. Dlaczego? Bo tak postanowili organizatorzy, by zwiększyć emocje i zaostrzyć rywalizację.

Na tym bezsensowym przepisie ucierpiała Maryna Gąsienica-Daniel, która w ćwierćfinale przegrała z Liensberger. "Jadąc szybszą trasą, Maryna dotarła do mety pierwsza, a Liensberger straciła do niej na pewno więcej niż pół sekundy. Nie wiadomo, ile wynosiła strata Austriaczki, bo po pierwszym przejeździe po prostu nie może być różnicy więcej niż pół sekundy. W efekcie do drugiego przejazdu Liensberger wystartowała pół sekundy po Marynie, ale dogoniła Polkę i wpadła na metę o 0,45 s szybciej. Taki scenariusz oglądaliśmy w niemal każdej rywalizacji. Zbyt często decydowało szczęście i wygrywał ten, kto w drugim przejeździe zjeżdżał czerwoną trasą" - napisał Jachimiak.

Brignone: Pi******ie się

I tak też było w przypadku finału. W drugim przejeździe Liensberger wystartowała wcześniej, jednak jechała wolniejszą trasą, przez co została dogoniona przez Bassino. O pierwotnym zwycięstwie Włoszki zdecydowała fotokomórka, z czym nie zgodzili się Austriacy, którzy złożyli uwzględniony później protest.

- W dużym i małym finale regulamin dopuszcza przyznanie miejsc ex aequo. Jeszcze przed zawodami rozmawialiśmy, że zasady konkurencji są szalone. Na początku czułem się fatalnie, ale teraz uważam wynik za sprawiedliwy - powiedział Christian Mitter z Austriackiego Związku Narciarskiego.

Kamil Grosicki w barwach West Bromwich AlbionPrezes Pogoni bardzo krótko skomentował sprawę transferu Kamila Grosickiego

Na zasady rywalizacji wściekła była Włoszka Federica Brignone, która przegrała w ćwierćfinale z Bassino. Gorsza zawodniczka nie mogła jednak reklamować wyniku rywalizacji. - Jestem wściekła. To był najbardziej niesprawiedliwy i absurdalny wyścig w historii. Ktokolwiek zaczynał na niebieskim torze, praktycznie mógł czuć się zwycięzcą. Pi******ie się - rzuciła po przegranym przejeździe Brignone.