Biathlon. Monika Hojnisz nie powalczy o zwycięstwo. Nadia Biełowa: Na pewno ludzie myślą "co ta trenerka robi?"

- Porozmawiałyśmy i ona powiedziała, że czuje tak samo jak ja - mówi Nadia Biełowa. Trenerka polskich biathlonistek w rozmowie ze Sport.pl tłumaczy dlaczego w sobotę w Anterselwie Monika Hojnisz nie stanie na starcie biegu pościgowego na 10 km, choć mogłaby go nawet wygrać.
Zobacz wideo

 

Łukasz Jachimiak: Dlaczego Monika Hojnisz nie wystartuje w sobotnim biegu pościgowym w Anterselwie?

Nadia Biełowa: Taką decyzję podjęliśmy wcześniej, przed rozpoczęciem Pucharu Świata w Anterselwie. Przyczyną nie są żadne kłopoty. Ani ze zdrowiem, ani z formą, ani z niczym innym.

Nie byłoby warto zmienić planów? Przecież po szóstym miejscu w sprincie Monika ruszyłaby na trasę tylko 10,5 sekundy za pierwszą Marketą Davidovą. Byłaby szansa na świetny wynik.

- Ja chciałam całkiem ten Puchar Świata odpuścić i zająć się przygotowaniami do mistrzostw świata. Przyjechaliśmy tu nie na starty, tylko na zgrupowanie, żeby budować formę. Ale najpierw uznałam, że w biegu masowym [odbędzie się w niedzielę] Monika może pobiec, żeby się sprawdzić z najlepszymi, a wreszcie postanowiłam, że może pobiec i w sprincie, na krótkim dystansie. Ale przerwy między tymi startami ona potrzebuje. Trzymamy się planu, bo mam przekonanie, że warto.

Nie myśli Pani, że bieg pościgowy Monika mogłaby nawet wygrać i że takiej szansy jednak nie warto jej odbierać? No chyba że Pani ma jakieś dane, których my nie znamy, np. o zmęczeniu zawodniczki?

- Oczywiście, że ja znam zawodniczkę lepiej. Wiem jak się czuje, jakie ma nastawienie, jakie cele. Monika biegła wszystko od początku sezonu, nie opuściła żadnego startu i moim zdaniem warto dać jej odetchnąć. Oczywiście ona mogłaby powalczyć o dobry wynik, bo czuje się dobrze. Ale ja muszę zrobić tak, jak zaplanowałam. Pewnie ludzie powiedzą „co ta trenerka robi?”, ale musiałam tak zdecydować, pamiętając, że najważniejsze są mistrzostwa świata.

Mistrzostwa odbędą się dopiero w połowie marca. Proszę się nie dziwić, że kibice są zaskoczeni Pani decyzją.

- Psychicznie trzeba odpuścić. Dużo jest napięcia. Monika jest nastawiona bardzo dobrze, nie mam do niej zastrzeżeń, ale Puchar Świata pędzi. Nie ma czasu, żeby potrenować. Za chwilę polecimy na zawody do Kanady i USA i po powrocie zostanie nam tylko 10 dni na zrobienie zgrupowania przed mistrzostwami. Bardzo trudno jest wszystko tak zaplanować, żeby w Oestersund być w najlepszej formie. Jeszcze raz mówię – bardziej potrzebujemy mocnych, dobrych treningów niż zbyt wielu męczących psychicznie startów i ich analizowania. A te w Anterselwie jest bardzo ciężko, tu się biega na wysokości 1650 metrów nad poziomem morza. Tu warto tak potrenować, żeby czuć się jeszcze lepiej. Taka jest strategia. I bardzo się cieszę, że Monika czuje się dobrze. Liczę, że w niedzielę w biegu masowym powalczy w gronie najlepszych i później na przerwę i na kolejne starty pojedzie z przekonaniem, że jest jedną z nich.

Czy Monika jest przekonana, że odpuszczenie startu to dobra decyzja?

- Tak. Porozmawiałyśmy i ona powiedziała, że czuje tak samo jak ja. Mogę powiedzieć, że też zdecydowała, że odpuszcza bieg pościgowy.

Co będziecie robić w porze rozgrywania tego biegu? Bo domyślam się, że nie wybierzecie się na stadion, żeby go oglądać.

- Mieszkamy w Obertilliach, to jest ze 60 km od Anterselwy. Ale gdybyśmy byli w Anterselwie, to oczywiście i tak mielibyśmy trening, a nie oglądanie zawodów. Mamy swoją pracę do wykonania. I wierzę, że idziemy dobrym torem.