Skoki narciarskie. Daniel Andre Tande zmagał się z groźną chorobą. "Myślałem, że umieram"

Jeden z najlepszych skoczków świata Daniel Andre Tande zmagał się ostatnio z bardzo ciężką chorobą. - W pewnym momencie bałem się nawet o swoje życie - mówi dla NRK.

Mistrz świata w lotach narciarskich z sezonu 2017/2018 ma za sobą bardzo trudny czas. Norweski skoczek zachorował na zespół Stevensa-Johnsona, który jest chorobą immunologiczno-dermatologiczną pojawiającą się w wyniku zażycia leków. Prowadzi ona do ostrych zmian w błonach śluzowych, a także na skórze, a w najgorszych przypadkach może powodować nawet śmierć. 

- Zaczęło się od zwykłego przeziębienia na początku maja. Lekarz przepisał mi pewien antybiotyk, ale ja zacząłem czuć się coraz gorzej. Pewnego ranka spojrzałem w lustro i wpadłem w panikę, bo całe moje usta były jedną olbrzymią raną, a ja miałem poważne problemy z oddychaniem - mówi Tande cytowany przez NRK. 

Skoczek natychmiastowo trafił do szpitala, co pozwoliło uratować jego zdrowie.
- Myślałem, że umieram. Lekarze stwierdzili, że znalazłem się w szpitalu w najlepszym możliwym momencie i zdążyłem przed rozprzestrzenianiem się choroby. Lekarze powiedzieli, że gdy rany wynoszą 10 procent powierzchni ciała, to aż 30 procent pacjentów umiera - opowiada Tande.

Tande przebywał w szpitalu przez blisko dwa tygodnie, ale przed nim długa walka o powrót do pełnego zdrowia. Skoczek schudł wiele kilogramów i na razie otrzymał całkowity zakaz treningów. Może to oznaczać, że Tande będzie miał spore problemy w przygotowaniach do kolejnego sezonu Pucharu Świata.

Początek letniego sezonu już 20 lipca w Wiśle. Rywalizacja w sezonie zimowym rozpocznie się 16 listopada (również w Wiśle). 

Mundial 2018. Raport lekarski: Skorupski z urazem biodra, Glik jutro dołączy do treningów, ekspresowa rehabilitacja kolana Błaszczykowskiego