Złe informacje z Wisły. Skocznię znowu czeka duży remont? Śnieg i ratraki mogły zniszczyć podstawę zeskoku

Skocznię w Wiśle Malince może czekać kolejna modernizacja. Włodarze obiektu obawiają się o stan zeskoku po intensywnych przygotowaniach do inauguracji Pucharu Świata. Wreszcie powinny pojawić się też siatki przeciwwiatrowe. - Drewno użyte przy budowie skoczni nie było właściwe. Ono powinno być głęboko impregnowane, a takie nie było - mówi nam Andrzej Wąsowicz, opiekun skoczni im. Adama Małysza.

Wisła znów otworzy zmagania w Letnim Grand Prix, które zaplanowano w dniach 19-21 lipca. Może się jednak okazać, że wcześniej skocznia będzie wymagała remontu. A wszystko przez mocną eksploatację zimą i intensywne przygotowania do inauguracji Pucharu Świata. Na skoczni zgromadzono olbrzymie ilości śniegu, które potem były rozprowadzane przez ciężkie ratraki, a te mogły uszkodzić deski stanowiące stelaż dla igelitu.  

- Jeszcze w piątek byłem na zeskoku. Zalega tam około 5-7 centymetrów lodu. Boimy się o to, co tam zobaczymy. W zimę leżała tam olbrzymia ilość śniegu, a przecież po zeskoku jeździły także dwa potężne ratraki. Obawiamy się, czy nie ma złamań i zniekształceń. Na razie nie wygląda to źle, ale pełny obraz będzie po spłynięciu lodu – mówi Andrzej Wąsowicz, były wiceprezes PZN i zarządca skoczni w Wiśle.

To nie pierwszy taki przypadek w Wiśle Malince, bo już kiedyś wymieniane były tam stelaże od 145 do 120 metra. Wiele wskazuje na to, że przy budowaniu projektu zastosowane po prostu złe rozwiązania. - Drewno użyte przy budowie skoczni w 2008 roku nie było właściwe. Taka jest moja opinia. Ono powinno głęboko impregnowane, a takie nie było. Było też za mało przestrzeni między belkami nośnymi a deskami. W czasie opadów gromadziła tam się ziemia, która gdzieś się osuwała, a deski były czas narażone na wilgoć – zauważa Wąsowicz.  

Będą wreszcie siatki przeciwwiatrowe

Stary obiekt w Wiśle Malince był znany ze znakomitych warunków atmosferycznych. Zeskok położony był wśród wielu drzew i wiatr po prostu nie mógł się rozpędzić. Niestety, charakterystyką nowych skoczni jest to, że potrzeba dla nich dużo miejsca, przez co wycina się wiele drzew. Projektanci muszą znaleźć także lokalizacje na wieże sędziowskie i trenerskie, a przecież obok musi być także wyciąg. Tak jest również w Wiśle, a skoczkowie od wielu lat narzekają na „przeciąg” z prawej strony zeskoku (patrząc od dołu), który mocno utrudnia nie tylko zawody, ale nawet same treningi.

FIS wymógł na Polakach budowę potężnego wiatrołapu, a ten powinien się pojawić przed rozpoczęciem kolejnego sezonu zimowego, które również zaplanowano w Wiśle.  - Ciągle przypominają nam o tym komisje techniczne z Walterem Hoferem. W czasie ostatniej zimy zostały przeprowadzone pomiary. Obawialiśmy się, że trzeba będzie zamontować siatkę od połowy rozbiegu aż do wieży sędziowskiej. Mamy jednak dane, które pokazują, że wystarczą wiatrołapy do wieży trenerskiej, a ta jest umiejscowiona wyżej.  Nie ziścił się wiec najczarniejszy scenariusz, bo koszty będą znacznie mniejsze. To jest sprawa którą musimy zrobić. Złożyliśmy już odpowiednie dokumenty do ministerstwa sportu. Czekamy na decyzję – dodaje Wąsowicz.  

Horngacher chce, Horngacher będzie miał

Działacze nie ukrywają, że osoba Stefana Horngachera działa mobilizująco na wszystkich. Austriak wymaga szybkie działanie, przez co są duże szanse, że skocznia będzie przygotowana szybko i nie będzie wielu opóźnień. - W związku z tym, że Stefan Horngacher jest dalej trenerem, to będziemy mieli przyśpieszone przygotowania do sezonu. Organizujemy również inaugurację Letniego Grand Prix, dlatego trzeba będzie szybko zdjąć te siatki podtrzymujące śnieg. Uzupełnimy też brakujący igelit, bo pewnie w niektórych miejscach będzie wyrwany. Umyjemy skocznie pod dużym ciśnieniem i będzie gotowa do treningów. Te koszty są wliczone w użytkowanie obiektu i robimy to własnymi środkami. Jeśli chodzi o ewentualny remont desek, to tu już potrzebne będą większe fundusze – wylicza zarządca obiektu.