Raw Air. Jan Szturc tłumaczy, jak latają Johansson i jego koledzy. Czy Stoch może ich pokonać?

- Norwegowie po wyjściu z progu prawie szorują po buli, lecą najniżej, a od setnego metra zaczynają odchodzić od zeskoku. Na 150. metrze zwyżkują pięknie, przecinają strugi powietrza z wielką szybkością. Prędkości nie wytracają, a wręcz przyspieszają w locie - analizuje Jan Szturc, pierwszy trener Adama Małysza i Piotra Żyły. Relacja na żywo w Sport.pl od godz. 16.30

W sobotę w Vikersundzie Norwegowie wygrali konkurs drużynowy, wyprzedzając drugą Polskę aż o 265,6 pkt! – To kosmiczna przewaga, nakręcali się każdym kolejnym świetnym lotem – mówi Szturc. Gorszy dzień miał Kamil Stoch, który uzyskał szósty wynik. W niedzielnym konkursie indywidualnym Polak będzie bronił pozycji lidera turnieju Raw Air.

Raw Air. Polska druga, ale Norwegia w Vikersund lepsza aż o 265,6 pkt! Jan Szturc tłumaczy, jak latają Johansson i jego koledzy. Czy Stoch może ich pokonać? 

Łukasz Jachimiak: Widział Pan kiedyś konkurs drużynowy z tak wielką przewagą zwycięzców nad drugim zespołem, jak sobotnie zawody w Vikersundzie, w których Norwegowie pokonali Polaków aż o 265,6 pkt?

Jan Szturc: Na pewno czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałem. To jest kosmiczna przewaga. Norwegowie nakręcali się jako zespół każdym kolejnym świetnym lotem.

Potrafi Pan wytłumaczyć, z czego wynika aż taka dominacja Norwegów w lotach? Od jakiegoś czasu wiadomo, że w nich pozostałe drużyny mogą walczyć tylko o drugie miejsce. Dlaczego tak jest?

- Po pierwsze Norwegowie mają do lotów warunki. Są wysocy, mają świetnie zbudowane ciała. Na progu zachowują się wspaniale, wszyscy niemalże jednakowo, a kiedy już błyskawicznie złożą się do lotu, to korzystają ze swojej dużej powierzchni nośnej i odlatują.

W porządku, Norwegowie są wysocy, ale w innych ekipach też znajdziemy wysokich skoczków.

- U nas wysoki jest praktycznie tylko Dawid Kubacki (ma 180 cm wzrostu).

Czyli prawie tak wysoki jak Daniel Andre Tande i Robert Johansson, którzy mają po 182 cm. Zdecydowanie wyższy od Dawida jest tylko Andreas Stjernen, który ma 188 cm.

- Tak, ale już pozostali nasi skoczkowie nie są wysocy. Kamil Stoch ma 173 cm. Ale to też nie szkodzi. Przecież Adam Małysz ma 169 cm wzrostu, a potrafił pięknie i daleko latać. Wzrost to jeden z atutów na skoczniach mamucich. Ale ważniejsze jest jak najmniejsze otwieranie się przy odbiciu. Norwegowie od razu na progu, ułamki sekund po wyjściu z niego, mają zamknięty układ nośny, narta idzie u nich płasko, oni nie biorą na siebie pędu powietrza, opory są jak najmniejsze, dzięki temu nabierają prędkości nad bulą. Widać, jak oni pięknie na 100.-130. metrze odchodzą od zeskoku, jak łapią wyższą parabolę i połykają metry. Widać, że mają idealną technikę do lotów.

Jak się jej nauczyli? Chyba nie jest możliwe, żeby trenowali na swojej wielkiej skoczni w Vikersundzie, mając po kilkanaście lat, jeszcze zanim zaczęli startować w najważniejszych międzynarodowych zawodach?

- Nie, nie, takie rzeczy są niemożliwe. Każda skocznia do lotów jest cały czas kontrolowana przez Międzynarodową Federację Narciarską, każdy test takiego obiektu odbywa się pod kontrolą delegata technicznego albo jego asystenta. I takie testy odbywają się tylko dzień, niekiedy dwa dni przed oficjalnymi zawodami. Ci dzisiejsi zawodnicy mogli się oswajać z lotami tylko w roli testerów. Na pewno nie mieli zgrupowań na mamucie.

Czyli trochę inna technika, którą u Norwegów widzimy na co dzień, w lotach daje jeszcze lepsze efekty? Myślę o tym, że oni suną nisko nad zeskokiem.

- Dokładnie tak jest. Na skoczni mamuciej chodzi przede wszystkim o to, żeby nie wytracać prędkości. Norwegowie po wyjściu z progu prawie szorują po buli, lecą najniżej, a od setnego metra zaczynają odchodzić od zeskoku. Na 150. metrze zwyżkują pięknie, przecinają strugi powietrza z wielką szybkością. Prędkości nie wytracają, a wręcz przyspieszają w locie, bo na skoczniach mamucich szczególnie to się czuje i widzi, że w locie jeszcze wzrasta prędkość w porównaniu do tej osiągniętej na progu.

W sobotniej „drużynówce” najlepszą notę indywidualnie uzyskał Stefan Kraft, ale tuż za nim uplasowali się trzej Norwegowie – Robert Johansson, Daniel Andre Tande i Andreas Stjernen. Dopiero szósty był Kamil Stoch, a na siódmym miejscu znalazł się ostatni z Norwegów, Johann Andre Forfang. Czy myśli Pan, że to któryś z zawodników gospodarzy wygra niedzielny konkurs indywidualny?

 - Powiedzmy, że gdyby w sobotę był konkurs indywidualny, to Kamil byłby wysoko, mimo że trafił na bardzo złe warunki w pierwszej serii. W niej widzieliśmy dziwne postępowanie jury. Warunki były takie, że nie było szans, żeby Kamil odleciał, dlatego on osiągnął tylko 206 metrów. A później wyczekiwano aż się coś poprawi, żeby grupę mógł zamknąć Tande. To dla mnie niezrozumiałe. Skoro wcześniej puszczano zawodników i skazywano ich na duże problemy, to nie potrafię zrozumieć, dlaczego ostatniemu Norwegowi podniesiono belkę i to aż o tyle pozycji, bo przecież z ósmej na 12. To było niesmaczne i wobec zawodników, którzy jechali wcześniej z niskiej belki, i wobec trenerów, i widzów. Cóż, i tak w skokach bywa. Ale już w drugiej serii, w sprawiedliwszych warunkach, Kamil pokazał klasę.

To prawda, choć osiągając 234 m i tak stracił 9,3 pkt do Johanssona, który poleciał 240,5 m. W sumie w sobotę Norweg miał od Polaka notę wyższą aż o 33,4 pkt i przed dwiema finałowymi seriami turnieju Raw Air z prawie 90 punktów przewaga Stocha zmniejszyła się do 55,7 pkt. Myśli Pan, że pozycja naszego lidera jest choć w minimalnym stopniu zagrożona?

- Jeżeli tylko nie będzie jakiegoś załamania pogody, to Kamil spokojnie utrzyma prowadzenie i wygra Raw Air. A myślę, że w niedzielę też zapewni sobie Kryształową Kulę za wygranie klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Czyli typuje Pan, że Stoch będzie na podium? Bo jeśli nie chcemy patrzeć na wynik Richarda Freitaga [traci do Polaka 245 pkt, a do końca sezonu zostały trzy konkursy indywidualne], to Kamil musi być co najmniej trzeci i zdobyć 60 punktów.

- My nie zobaczyliśmy jakiejś obniżki formy, jakiegoś wypadku przy pracy u Kamila, tylko widzieliśmy skok z bardzo niskiej belki praktycznie bez wiatru. Dlatego zupełnie się nie martwię, że Stoch miał w pierwszej serii 206 metrów.

A uważa Pan, że Kamil, który dopiero co dominował na skoczniach dużych, a najlepszy był też w kwalifikacjach czy w serii próbnej przed „drużynówką” w Vikersundzie, będzie faworytem niedzielnego konkursu? Czy jednak w takiej roli postawi Pan Johanssona albo innego Norwega?

- Myślę, że jeżeli tylko będą w miarę porównywalne warunki, to Kamil będzie w stanie potwierdzić swoją dominację. Stawiam, że stanie na najwyższym stopniu podium i w tak piękny sposób zapewni sobie Kryształową Kulę.