"Brud, zimno, obleśnie". Skandaliczne warunki na mistrzostwach Polski w curlingu. Związek kuriozalnie tłumaczy

Damian Bąbol
Mistrzostwa Polski w curlingu były rozgrywane w skandalicznych warunkach. "Nie wiemy co ze sobą zrobić na tym śmietniku, zamarzniemy" - napisały na Twitterze mistrzynie kraju z klubu Curling Team Łódź.

Zawody odbyły się w miniony weekend w hali FSO przy ul. Jagiellońskiej w Warszawie. W finale zawodniczki Curling Team Łódź pokonały AZS Gliwice Petardy 5:3.

Niestety, gorszego miejsca na rozegranie mistrzostw nie można było sobie wyobrazić. "Pozdrawiamy z mistrzostw Polski. Pioruńsko zimno, obleśnie, warunki lodowe fatalne i jest godzinna obsuwa. Nie wiemy co ze sobą zrobić na tym śmietniku, zamarzniemy" - napisały łodzianki na Twitterze.

Zawodniczki klubu Curlin Team Łódź przed rozpoczęciem mistrzostw PolskiZawodniczki klubu Curlin Team Łódź przed rozpoczęciem mistrzostw Polski twitter.com/curlingteamlodz

W poniedziałek na swoim profilu udostępniły krótkie nagranie, na którym zarejestrowały obskurne wnętrza warszawskiej hali. Do filmiku dodały komentarz.

"Zapraszamy na wycieczkę po obiekcie, na którym zdobyłyśmy wczoraj mistrzostwo Polski. Na utrzymanie tego śmietnika szły dotacje dla Polskiego Związku Curlingu z ministerstwa sportu, wisi tam baner ministerstwa. Albo może kasa szła na szkolenie drużyny, która w meczu z nami nie umiała ugrać nawet punktu".

"Grzejnik był nasz. Dobrze że wzięłyśmy go ze sobą, bo inaczej nasza rezerwowa i garstka kibiców, którym udało się znaleźć 'obiekt' zamarzliby na śmierć" - dodały zawodniczki Curlin Team Łódź.

Organizator: To nagonka. Hala jest dla normalnych ludzi

Co na to Polski Związek Curlingu? - Nasza hala jest dla normalnych ludzi, którzy mieszkają w blokach. Nie stać ich na luksusowe mieszkania, jak np. córki jednego z najbogatszych Polaków. Hala powstała wysiłkiem pracy społecznej, wszystkich członków klubu, a nie z pieniędzy tatusia. My nie jemy ośmiorniczek na śniadanie. To jest nasz komentarz - odpowiada Andrzej Janowski, dyrektor sportowy w PZC. 

Naprawdę to wszystko? Ale co to ma wspólnego ze sprawą i skandalicznymi warunkami, w których były zorganizowane mistrzostwa Polski? - pytamy ponownie.

- Zawody były rozegrane na lodowisku curlingowym, które spełniało wszystkie wymagania. Warto dodać, że obiekt ten jest również udaną próbą rewitalizacji starych poprzemysłowych obiektów, których jest pełno w Polsce. W tym samym obiekcie, tuż obok nas znajduje się profesjonalna strzelnica. Jedna z najdłuższych w Polsce, na których trenują m.in. myśliwi - mówi Janowski.

Pan mówi poważnie? W hali było bardzo zimno. Zawodniczki z Curling Teamu Łódź musiały nawet wnieść do środka własny grzejnik. Nie widzi pan nic złego? - dopytujemy.

- Przyznaję, może warunki nie były idealne. W naszej hali nie ma miejsca na widowni, ale lód był dobrze przygotowany do gry na najwyższym poziomie. Ta zmasowana krytyka to element wielomiesięcznej kampanii hejtu, mającej na celu przechwycenie wszystkich środków publicznych na obiekt curlingowy, który powstaje w Łodzi. Ma kosztować 8 mln zł. I może na tym zakończmy. Wkrótce wydamy oświadczenie w tej sprawie - dodaje Janowski.

Curlingowa degrengolada

- Nie rozumiem pana Janowskiego. Kilka razy próbowałam, ale zawsze jest z tym problem. Nie wiem co ma wspólnego jedzenie ośmiorniczek z organizacją zawodów na przyzwoitym poziomie. Mistrzostwa w curlingu można było rozegrać praktycznie wszędzie, niemal na każdym lodowisku do łyżwiarstwa figurowego. Ale przede wszystkim tam, gdzie jest szatnia, można się przebrać i skorzystać z toalety. W hali w Warszawie przy Jagiellońskiej zastaliśmy bród, smród, kurz, który nie pozwalał na niczym usiąść. Człowiek brzydził się dotknąć czegokolwiek. Przykra sprawa. Smutne tło dosyć dobrych zawodów, które stały niezłym poziomie - mówi Marta Szeliga-Frynia, zawodniczka Curling Team Łódź.

Okazało się, że organizatorem zawodów był jeden z miejscowych klubów, a nie Polski Związek Curlingu, którego konto zajmuje komornik. - Polski curling jest w coraz gorszym stanie. Zarządzany jest fatalnie. Związek zmierza do upadłości. Niedawno Marek Jóźwik, były komentator zrezygnował z funkcji prezesa. Póki nie zmieni się władza i podejście, będzie tylko gorzej - kończy Szeliga-Frynia.