Pjongczang 2018. Kamil Stoch: Nie mam pewności, czy gdybym miał drugą szansę, skoczyłbym lepiej

- Piękny zestawik. Piękny koniec igrzysk. Dziękuję wszystkim - mówił Kamil Stoch, pozując po dekoracji z pamiątkami po wielkich trzech dniach w Pjongczangu: ze złotem z soboty i brązem z poniedziałku

Najpierw się skoczkom te igrzyska ciągnęły w nieskończoność i nie do wytrzymania, a potem zrobiło się szybko i wesoło. Sobota złoto, niedziela odbiór, poniedziałek brąz, wtorek medal do rąk. Środa będzie na zwiedzanie, odpoczywanie, oglądanie innych zawodów. W czwartek wylot do Polski. Z niedosytem po normalnej skoczni, znów ze złotem z dużej, pierwszy raz z medalem drużyny.

- Byłem tuż po konkursie zły, bo mogłem skoczyć lepiej i dać drużynie srebro. Ale potem sobie uświadomiłem, że przecież dałem z siebie wszystko. I wcale nie mam pewności, że gdybym miał tę szansę i wszedł na górę kolejny raz, skoczyłbym lepiej – mówił Kamil Stoch. Pogodny, ale też wyraźnie już zmęczony. - Konkurs drużynowy wyzwala we mnie jeszcze więcej energii, więcej wrażeń – tłumaczył.

- Radość dziś jest większa. Medal jest w rękach, nie ma rozpatrywania, analizowania. Przeanalizowaliśmy już, mamy to za sobą. Mam nadzieję, ze to nie ostatni nasz piękny moment. Trochę szkoda że nie był to Mazurek Dąbrowskiego, bo nie ma nic lepszego niż zaśpiewać swój hymn – mówił Maciej Kot.  

- Wróciliśmy dość późno, czekało na każdego po jednym piwie. Było trochę śmiechu, grania na gitarze. I tyle. Chciałoby się już wrócić do domu, naładować akumulatory na kolejne konkursy. Cieszę się na środę, bo to pierwszy od dawna wolny dzień. Na pierwszym miejscu listy życzeń mamy mecz hokeja, ale trudno o bilety, więc jeśli ich nie będzie, to pojedziemy gdzieś bliżej – mówił Kot. Następne konkursy Pucharu Świata 3 i 4 marca w Lahti. Na skoczniach mistrzostw świata 2017, które też zaczęły się źle, a skończyły medalami.