Pjongczang 2018. Panczenistki bez medalu. Gorzkie słowa reprezentantek Polski

Polskie panczenistki zajęły ostatnie miejsce w ćwierćfinale biegu drużynowego, przez co nie zdobędą medalu na trzecich igrzyskach z rzędu (wcześniej miały brąz w Vancouver i srebro w Soczi). Katarzyna Bachleda-Curuś niestety nie wytrzymała kondycyjnie i przyjechała daleko za Natalią Czerwonką i Luizą Złotkowską. - Miejsce, które zajęłyśmy, pokazało poziom tej drużyny - skomentowała ze łzami w oczach Czerwonka w rozmowie z TVP Sport. - Dlaczego ta drużyna nie trenowała razem? - pytała Bachleda.

Polki wystartowały w ostatnim wyścigu, razem z Amerykankami. Dobrze rozpoczęły, początek przejechały spokojnie i długo miały czwarty wynik. Gdyby go dowiozły, wystąpiłyby w półfinale. Niestety, na półmetku biegu zaczęły opadać z sił i notować coraz gorsze czasy, a Bachleda-Curuś odłączyła się od Czerwonki i Złotkowskiej. - Mogę tylko za to przeprosić. Pierwszy raz w karierze zdarzyło mi się, że przeze mnie drużyna się "rozerwała". Spodziewałyśmy się lepszego wyniku - skomentowała 38-latka na antenie TVP Sport.

I dodała: Dlaczego ta drużyna nie trenowała razem? To był wybór każdej z naszej trójki. Natalia Czerwonka odłączyła się od nas po igrzyskach w Soczi. Poszła swoim planem.

- Miejsce, które zajęłyśmy pokazało poziom tej drużyny. Miałyśmy trzy lata przygotowań, a wszystko chciałyśmy nadrobić w tydzień. Nie da się tego zrobić - skomentowała Czerwonka.

- Bałam się tego startu. Bałam się tego, co może się wydarzyć. Ostatni raz w tym składzie jechałyśmy cztery lata temu. Niby ćwiczyłyśmy dzisiejsze rozwiązanie i miałyśmy dobry czas na treningu, ale nie udźwignęłyśmy tego jako drużyna - powiedziała Luiza Złotkowska

- Trener powinien robić wszystko, żeby ta drużyna jeździła zawsze optymalnym składem i żeby była jak najlepiej przygotowana do igrzysk. A ja ostatni raz w drużynówce jechałam ponad rok temu, więc nie będę ukrywać, że obawiałam się startu - zakończyła.

[MAJCHRZAK W PUNKT K #12] W konkursie drużynowym zadecyduje pierwsza grupa? Piekielnie trudne zadanie Macieja Kota