Pjongczang 2018. Kamil Stoch zdobył złoty medal! Wojciech Fortuna: Prezes Tajner musi kupić dobry szampon

- Zeszło ze mnie ciśnienie, Kamil w obu skokach miał trudne warunki, ale znakomicie sobie poradził - mówi Wojciech Fortuna. Mistrz olimpijski z Sapporo z 1972 roku komentuje złoty medal Kamila Stocha na igrzyskach w Pjongczangu. - Prezes Tajner ostatecznie osiwiał, to się musiało stać po pierwszym konkursie. Musi kupić dobry szampon przyciemniający i znów będzie wyglądał jak młodzieniaszek. Gratuluję również jemu, bo on skoki kocha i je ciągnie - dodaje Fortuna

W sobotę w Pjongczangu Stoch skoczył 135 i 136,5 m, co dało mu notę 285,7 pkt. Podwójny mistrz olimpijski z Soczi wyprzedził Andreasa Wellingera (złoty medalista sprzed tygodnia skoczył 135,5 i 142 m i uzyskał 282,3 pkt) oraz Roberta Johannsona (Norweg po skokach na 137,5 i 134,5 m zdobył 275,3 pkt i wywalczył swój drugi brązowy medal w Korei).

"Powiedziałem, że wygrać może tylko jeden człowiek"
- Zeszło ze mnie ciśnienie. Godzinę przed konkursem zadzwoniło do mnie Polskie Radio i z Pjongczangu pytało, kto dzisiaj wygra. Powiedziałem, że wygrać może tylko jeden człowiek, a nazywa się Kamil Stoch - mówi Fortuna.

- Dwa dni temu rozmawiałem z Bronkiem Stochem i powiedziałem mu, że Kamil żeby wygrać, to musi najpierw przegrać. Ojciec Kamila się z tym zgodził. Nasz mistrz wyciągnął wnioski, popracował jeszcze lepiej i ma kolejny złoty medal - dodaje Fortuna, przypominając wydarzenia sprzed tygodnia. Wtedy Stoch zajął czwarte miejsce, po słabszym skoku w drugiej serii spadł z drugiej pozycji, do podium zabrakło mu 0,4 pkt.

"Stoch w obu skokach miał trudne warunki"
- Emocje były ogromne, Kamil pogodził Niemca i Norwega, choć było bardzo ciasno. Stoch był najlepszy, chociaż w obu skokach miał trudne warunki, to znakomicie sobie poradził. Myślę, że to nie jest jego ostatni medal wielkiej imprezy. Czapki z głów i ogromne gratulacje - analizuje Fortuna.

Stoch w obu seriach skakał z wiatrem w plecy. W pierwszej rundzie dodano mu za to 3,8, a w drugiej - 3,7 pkt. Wellinger w obu seriach miał wiatr z przodu (-0,6 i -4,6 pkt), Johanssonowi dobrze wiało w pierwszym skoku (-1,7 pkt), a niekorzystnie w drugiej (+5,4 pkt). To dzięki rekompensacie punktowej Stoch zdołał wyprzedził Wellingera, mimo że sumę odległości miał aż o sześć metrów.

"Tajner skoki kocha i ciągnie. Niech sobie kupi dobry szampon"
- Ulżyło wszystkim. Prezes Tajner to ostatecznie osiwiał. Jak zdjął czapkę, to zobaczyłem, że jest już zupełnie siwy, a wcześniej aż tak siwy nie był. To się chyba musiało stać po konkursie na skoczni normalnej. Ale będzie dobrze, tylko musi kupić dobry szampon przyciemniający i znów będzie wyglądał jak młodzieniaszek - śmieje się Fortuna. - Gratuluję również jemu. On skoki kocha i ciągnie, należą mu się słowa uznania - dodaje.

"Stać ich na osiem perfekcyjnych skoków, ale i brąz uznam za duży sukces"
W poniedziałek, na zakończenie skoków na igrzyskach w Pjongczangu, odbędzie się konkurs drużynowy. Faworytami będą Norwegowie.

- W sobotę Hula skoczył bardzo dobry pierwszy skok, Kubacki też, miał przecież szanse na medal, ale nie wytrzymał ciśnienia. Ale oni, tak samo jak i "Kotek", lepiej się spisują w drużynie, tam nie zawodzą - analizuje Fortuna. Kubacki po pierwszej serii zajmował piąte miejsce, do podium tracił zaledwie 1,4 pkt. Drugi skok miał słabszy i spadł na 10. miejsce. Na 15. pozycji konkurs ukończył Stefan Hula, a Maciej Kot był 19. Najlepiej drużynowo spisali się Norwegowie. Ich cała "czwórka" zajęła miejsca w czołowej "ósemce".

- Oczywiście na najmocniejszych wyglądają Norwegowie, ale naszym chłopcom nie odmawiam prawa do walki. Jednak ja im życzę przede wszystkim, żeby sobie zapewnili emerytury olimpijskie. Jak chcą zdobyć złoto, to musi być osiem skoków perfekcyjnych i ich na to stać. Ale i brąz uznam za duży sukces. Niech chłopaki sobie razem przejdą do historii i niech sobie zapewnią jakieś zabezpieczenie finansowe na przyszłość - kończy Fortuna.