Pjongczang 2018. Zbigniew Bródka broni złota na 1500 m. "Cieszmy się tym co jest. Straciliśmy impet z Soczi i nie chodzi tylko o Zbyszka"

Cztery lata temu nadjechał po złoty medal o trzy tysięczne sekundy szybciej niż Holender Koen Verweij. Dziś Zbigniew Bródka za sukces uważa już to, że może bronić mistrzostwa olimpijskiego na 1500 m

Bieg panczenistów na 1500 m zaczyna się we wtorek o 12 polskiego czasu, ale Polacy startują w drugiej połowie stawki, po przerwie na czyszczenie lodu. Zbigniew Bródka jest w jedenastej parze, z Amerykaninem Brianem Hansenem. Rusza z zewnętrznego toru, czyli tak jak woli. Po nim na lód wyjedzie Jan Szymański z Włochem Andreą Giovanninim, a w następnej parze – Konrad Niedźwiedzki, uważany dziś za najmocniejszego z Polaków, i Kanadyjczyk Denny Morrison.

„Po Soczi przyszedł kryzys, Zbyszek nie bardzo potrafił sobie z tym poradzić”

- Cała trójka jest na tak zbliżonym poziomie, że nie zaskoczy mnie, jeśli w igrzyskach lepszy będzie Janek czy Konrad. Każdy z naszych chłopaków był już w tym sezonie w czołówce, w dziesiątce Pucharu Świata. Kto będzie miał swój dzień, szczyt formy, ten może nawet powalczyć o medal. Nikomu nie wolno odmówić szans. A Zbyszek ostatnio szedł w górę. Cztery lata temu miał świetny czas, był zwycięzcą Pucharu Świata. Po igrzyskach przyszedł kryzys, Zbyszek nie bardzo potrafił sobie z tym poradzić. Nałożyły się na to problemy ze zdrowiem – mówi Sport.pl trener panczenistów Witold Mazur. W poprzednich igrzyskach trenerem Bródki był jeszcze Wiesław Kmiecik, ale mistrz olimpijski doszedł do wniosku, że współpraca się już wypaliła i pora spróbować innych metod przygotowań.

„Eksperymenty ze sprzętem, problemy ze zdrowiem – w pewnym momencie start wisiał na włosku”

Witold Mazur przypomina, że w pewnym momencie nie było pewne, czy Bródka zakwalifikuje się na igrzyska. - Trochę w tym sezonie eksperymentował ze sprzętem, miał dużo problemów zdrowotnych, był moment gdy to wyglądało naprawdę słabo. Kontuzja mięśnia czworogłowego u zawodnika o jego fizjonomii, w jego wieku, to poważny kłopot. Nie jest młodziakiem, na którym się wszystko goi w dwa tygodnie. Kwalifikacje olimpijskie wisiały na włosku, ale wyszliśmy z tego. Dlatego cieszmy się tym co jest – mówi trener.

„Czołówka nam trochę odjechała i trzeba po igrzyskach przemyśleć, co dalej”

Cztery lata temu to Witold Mazur odpowiadał za sprzęt panczenistów. – A teraz wreszcie przyjechaliśmy na igrzyska z fachowcem od sprzętu – mówi Mazur. Serwismen, Kanadyjczyk Alex Moritz, przygotowuje łyżwy. – Po przygotowaniu maszynowym sprzęt wymaga ręcznego tuningu i to duży plus, że wreszcie kogoś takiego mamy. Szkoda, że tak późno. Minęły cztery lata od Soczi. Gdzieś po drodze straciliśmy tamten impet. Kilka spraw można było lepiej rozwiązać. Mamy już kryty tor, a teraz trzeba popracować nad narybkiem. Bo nie są to dzikie tłumy. Sprint w kategorii juniorów wygląda nieźle. Ale długie dystanse bardzo słabo. Wpadamy w taką pułapkę, że za chwilę znów nam czegoś będzie brakowało. Albo będziemy mieli sprinterów, albo długodystansowców. Dużo mamy do zrobienia, widać że czołówka nam trochę odjechała. Koncepcyjnie sporo nam brakuje i trzeba po igrzyskach usiąść i to przemyśleć – mówi Witold Mazur.

Zobacz wideo