IO w Pjongczang. Jedno miejsce na igrzyskach, dwóch alpejczyków i głośny spór. Kłusek czy Jasiczek?

Spór o nominacje olimpijskie dla Michała Jasiczka i Michała Kłusaka jest w jakimś sensie symboliczny dla narciarstwa alpejskiego w Polsce. Środowisko pokłóciło się o dwóch zawodników, którzy nie mają w Pjongczang szans na dobry wynik.

-  Stoi sobie piękny samochód, a przy nim dwóch gości się przepycha, kto ma siąść za kierownicą.  Tylko żaden nie zrobił prawa jazdy. Trochę śmieszne, prawda? – mówi działacz narciarski z Zakopanego („ Oficjalnie powiem tylko wygładzone rzeczy, bo sporów mamy tu już i tak pod dostatkiem”) o walce o miejsce dla alpejczyka z Polski na igrzyskach olimpijskich w Pjongczang. Kandydatów jest dwóch, obaj z zakopiańskich klubów: Michał Jasiczek od konkurencji technicznych i Michał Kłusak od szybkościowych. A miejsce u mężczyzn jest tylko jedno. I nie jak w Soczi cztery lata temu - jedno na konkurencję, bo wtedy sporu by nie było (dzięki temu Michał Jasiczek był na igrzyskach w Soczi). Tylko jedno na wszystkie męskie konkurencje.

Polska, alpejski trzeci świat

Ani Michał Jasiczek ani Michał Kłusak tego miejsca dla Polski nie zdobyli. Żaden nie wywalczył podstawowej kwalifikacji olimpijskiej (z Polski wywalczyła ją tylko Maryna Gąsienica-Daniel), żaden nie punktował przez ostatnie dwa sezony w Pucharze Świata. Polska jedno miejsce dla alpejczyka na igrzyskach ma z rozdzielnika MKOl. Wyśle dwójkę, tak jak np. Meksyk (też wysyła alpejkę i alpejczyka) i inne kraje, jakkolwiek by to w kontekście polskiej przeszłości w tym sporcie - alpejskiego trzeciego świata. To Maryna Gąsienica-Daniel jedzie po wynik. A alpejczyk, niezależnie kto nim będzie, jedzie spełniać swoje marzenia.

To nie są turyści jadący na nasz koszt

W innym przypadku pewnie łatwo byłoby napisać: jedzie na olimpijską wycieczkę. Tak jak się często pisze o średniej klasy olimpijczykach szkolonych za pieniądze z budżetu państwa, a wysyłanych na igrzyska – jak wszyscy - za pieniądze Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Ale ani Michał Kłusak ani Michał Jasiczek nie są teraz członkami kadry narodowej. Do igrzysk przygotowywali się za pieniądze rodziców i prywatnych sponsorów (choć Kłusaka wspierały też AZS Zakopane i Tatrzański Związek Narciarski). Mariusz Kłusak stworzył team dla trójki swoich dzieci, Michała, Jakuba i Magdaleny. Na finiszu przygotowań Kłusakowie ogłosili jeszcze publiczną zbiórkę pod hasłem „kierunek Pyeongchang”.

Do prokuratury za brak powołania do kadry

Z kolei Jasiczkowie to zapewne najpotężniejszy rodzinny team w polskim narciarstwie. Biznesmena Dariusza Jasiczka stać na to, żeby wysyłać synów na przygotowania z kadrą Kanady, albo ściągnąć światowe gwiazdy narciarstwa na gościnne występy na Harendzie. Synów reprezentuje w rozmowach z PZN kancelaria radcy prawnego Michała Modro, która w ostatnich latach wielokrotnie szła ze związkiem do sądów w różnych sprawach, np. wydatków na szkolenia i ich podziału na poszczególnych zawodników. – Trochę nas ta kancelaria gnębiła przez ostatnie lata. Przegraliśmy trzy sprawy, za to że nie odpowiedzieliśmy w terminie. Jedna sprawa była nawet zgłoszona do prokuratora, że zawodnik nie został powołany do kadry narodowej. Ale tu my wygraliśmy – mówi Sport.pl prezes PZN Apoloniusz Tajner.

Kontrowersje? Codzienność polskich alpejczyków

W środowisku mówi się, że przygotowania olimpijskie Michała Jasiczka kosztowały półtora miliona złotych. To więcej niż PZN wydaje na całe narciarstwo alpejskie. - My mamy milion. Wystarcza na szczątkowe grupy – mówi Andrzej Kozak, wiceprezes PZN odpowiadający za narciarstwo alpejskie. PZN od jakiegoś czasu nie ma prawdziwej seniorskiej kadry. Składa ją z młodych narciarzy, a kryteria ich doboru budzą w środowisku ogromne kontrowersje. Zresztą, wszystko w środowisku budzi kontrowersje: cały czas się zderzają wpływy, układy, koligacje. Wizje też, od czasu do czasu. Gdy na igrzyska był wysyłany Maciej Bydliński, też w środowisku słychać było głosy,  że nie decyduje talent, tylko wsparcie ojca, Wojciecha Bydlińskiego, burmistrza Szczyrku.

Wiceprezes PZN: to nasza dobra wola

– Polskie narciarstwo alpejskie jest rodzinno-elitarne. Trening małego dziecka kosztuje 3000 złotych miesięcznie. Sam trening, nie mówię o sprzęcie i dojazdach. Powstało dużo klubów, które się uważają za profesjonalne. Na pewno są profesjonalne w sensie: zawodowe. Tylko czy są dobre? – pyta Kozak. – Ale nie powiem, że tu chodzi o olimpijską wycieczkę, bo szanuję wysiłek rodziców Kłusaka i Jasiczka. Nie podobało mi się tylko jak przedstawiano tę publiczną zbiórkę Kłusaków: na wyjazd do Pjongczang. Jeśli ktoś ma kwalifikację olimpijską, to nie potrzebuje pieniędzy na wyjazd, koszty zawsze pokrywa PKOl. Prawda jest taka, że mówimy o dwóch narciarzach którzy mieli wyznaczone zadanie kwalifikacyjne i go nie wypełnili. I mamy spór o coś, co tak naprawdę jest dobrą wolą związku – mówi Kozak.

Dobra wola – tak. Ale też niejasne kryteria

Nawet najbogatsi rodzice nie zgłoszą sami dziecka na igrzyska. Musi to zrobić krajowa federacja. Ale spór nie powstał dlatego, że narciarze nadużyli dobrej woli związku (warto dodać, że to miejsce na igrzyskach i tak byłoby wykorzystane, bo im więcej olimpijczyków, tym więcej można wysłać osób z obsługi, np. ze sztabu skoczków czy biegaczy), tylko że związek zmienił kryteria podczas kwalifikacji, albo nie dość jasno je wyartykułował na początku.

Decyduje lista, ale jest spór: która?

Michał Kłusak powołuje się na kryterium tzw. listy olimpijskiej FIS. Pod nią układał starty i jest na opublikowanej w poniedziałek przez FIS liście zawodnikiem nr 532, a Jasiczek – 1048. Jak przekonuje Kłusak, od miesięcy słyszał zapewnienia, że decyduje miejsce na tej liście, jeszcze niedawno powtórzył to Stanisław Czarnota, szef wyszkolenia w związku. Ale PZN do olimpijskiej reprezentacji rekomendował Jasiczka, bo jak tłumaczy Sport.pl Andrzej Kozak, Jasiczek ma lepszy wynik w FIS-punktach (nie chodzi o punkty PŚ, z FIS-punktami jest tak, że im ich mniej, tym lepiej).

PZN: nic się nie zmieniło,FIS-punkty są najważniejsze. Zwolennicy Michała Kłusaka: zmieniły się kryteria

- Nic się nie zmieniło na świecie, wartością sportową są FIS-punkty, bo one odzwierciedlają poziom sportowy. Do tego Jasiczek był bliżej czołowej trzydziestki Pucharu Świata, bo raz był 31.i przegrał o  jedną setną, a raz 33. i przegrał o dwie dziesiąte. A kolega Kłusak się nie zbliżył nawet do 50 – mówi Kozak. - Pan Czarnota zrobił błąd, bo nie zapoznał się z naszą uchwałą sprzed dwóch lat. Gwarancją wyjazdu na igrzyska jest pierwsza trzydziestka w jakiejkolwiek konkurencji. A reszta to już kryteria pomocnicze, nasza ocena – mówi Kozak.

Michał Kłusak i ci którzy go wspierają, argumentują, że sam wiceprezes Kozak jeszcze w październiku 2017 mówił o tym, że punkty PŚ jako kryterium były pomysłem sprzed igrzysk w Soczi, a teraz ostatecznie przyjęto kryteria PKOL oparte na liście olimpijskiej.

„Nie możemy porównywać FIS-punktów z różnych konkurencji”

- Jedynym kryterium kwalifikacji, zatwierdzonym przez PZN i PKOL jest olimpijska lista FIS Pierwsze miejsce wśród Polaków zajmuje właśnie Michał Kłusak, drugie Maciej Bydliński, trzecie Paweł Babicki, a dopiero czwarty jest Michał Jasiczek. Porównywanie punktów w konkurencjach technicznych i szybkościowych jest zwodnicze, bo w każdej inaczej się te punkty wylicza. A jeśli byśmy wzięli ranking światowy w danej dyscyplinie to Kłusak jest wyżej notowany we wszystkich trzech – mówi Janek Sołtys, trener narciarstwa, wspierający Kłusaka w walce o igrzyska. Zwolennicy Jasiczka odpowiadają, że Kłusak jest wyżej notowany, bo w konkurencjach szybkościowych startuje mniej zawodników niż w technicznych.

Szans na sukces nie ma. Ale są szanse na transmisję

- Mniej, bo szybkościowe to większe ryzyko, szybkościowcy to sportowi wariaci, potężne chłopy bez piątej klepki. Ale nie ma żadnego sportowego argumentu przeciwko powołaniu Kłusaka: jest wyżej notowanym polskim alpejczykiem, może wystartować w aż trzech konkurencjach,  poprawił wszystkie życiowe wyniki w tym sezonie. I ma szansę na numer startowy 28-32 co daje mu szansę wystąpienia w głównym czasie antenowym podczas tych trzech startów. Dla porównania Jasiczek może liczyć na nr w okolicach 80 miejsca i ma bardzo małe szanse na pokazanie się w transmisji. . Jasiczek był bliżej 30? Ale to są wyniki z pierwszego przejazdu, do drugiego się nie zakwalifikował. To Kłusak też może powiedzieć: byłem na miejscu w trzydziestce, gdy wypadłem z trasy. Ale oczywiście PZN ma pełne prawo zgłosić Michała Jasiczka, bo żadna wytyczna FIS, MKOl i PKOl nie nakazuje zgłoszenia najlepszego zawodnika – mówi Sołtys.

Wiceprezes Kozak: to tylko rekomendacja na spotkanie w PKOl. Sekretarz generalny PKOl: Ale wybrać musi PZN, nie PKOl

- Środowisku zależy żeby wystartował Michał Kłusak, bo on ma większe szanse na pokazanie się w transmisji. Rekomendację w sprawie Kłusaka dostałem od przewodniczącego komisji zjazdów. Ale on się zajmuje szkoleniem młodzieży, a nie ustalaniem kadr. Jasiczka rekomendował Andrzej Kozak, który odpowiada za narciarstwo alpejskie – mówi Apoloniusz Tajner. I mówi, że nie traci jeszcze nadziei na dziką kartę od FIS. Dla promocji tego sportu w Polsce, ze względu na tradycję i jego masowość w kraju. Wtedy udałoby się wysłać obydwu alpejczyków. – Jeszcze się może tak okazać, że pojedzie dwóch– mówi Kozak. – Zresztą, my jeszcze nie zdecydowaliśmy, tylko z  rekomendacją „Jasiczek” wysłaliśmy prezesa Tajnera na wtorkowe zatwierdzanie olimpijskiego składu w PKOl – mówi wiceprezes PZN. Ale sekretarz generalny PKOl Adam Krzesińki mówi Sport.pl: - Na razie nie ma żadnej dzikiej karty dla Polski w alpejskim, a zawodnika ma wybrać zarząd PZN, a nie my.

Skład Polski na igrzyska ma zostać ogłoszony we wtorek o 14. Decyzja w sprawie wyboru alpejczyków – oraz decyzja o ewentualnych dzikich kartach, uwalniająca PZN od konieczności decydowania - zapadnie zapewne dzień później.

Więcej o: