Kamil Stoch wygrywa w Innsbrucku i stawia sobie pomnik w Turnieju Czterech Skoczni. Richard Freitag upadł w pierwszej serii i już nie wrócił na rozbieg

Kamil Stoch o dwa skoki od turniejowej nieśmiertelności: wygrał w Innsbrucku, a Richard Freitag wywrócił się i wycofał z drugiej serii. Dziś najważniejsze pytanie to nie: czy Stoch wygra TCS, ale czy wygra go jak Sven Hannawald, z kompletem konkursowych zwycięstw

Szesnaście lat temu na Turniej Czterech Skoczni przyjechał w roli wielkiego faworyta wąsaty Polak, zwycięzca sześciu z dziewięciu pierwszych konkursów sezonu. A Turniej i każdy konkurs Turnieju wygrał Niemiec. Teraz na Turniej przyjechał w roli faworyta wąsaty Niemiec, który w pięciu z siedmiu konkursów sezonu był pierwszy albo drugi. A Turniej zapewne wygra Polak.

Wśród skoczków wszech czasów

Kamil Stoch już jest od czwartku trzecim w historii skoczkiem, po Helmucie Recknagelu i Svenie Hannawaldzie, który potrafił wygrać cztery konkursy TCS z rzędu. Wygrał pięć konkursowych serii z rzędu, od drugiej w Oberstdorfie po obie w Innsbrucku. W sobotę może zostać dziewiątym skoczkiem w historii, który obroni tytuł w Bischofshofen. A jeśli zrobi to wygrywając też ostatni konkurs, będzie miał swój pomnik w historii Turnieju. Ale i bez tego będzie już zawsze w tym wąskim gronie, z którego będą wybierani skoczkowie wszech czasów. Jako mistrz Turnieju, podwójny mistrz olimpijski, mistrz świata samotnie i z drużyną, zdobywca Pucharu Świata samotnie i Pucharu Narodów z całą kadrą. Skoczek, któremu brakuje tylko najmniej ważnego z tytułów: mistrza świata w lotach (i szerzej: medalu w lotach).

Skrzyżowane narty Freitaga

To „zapewne wygra Turniej” jest oddaniem szacunku sportowi, w którym wszystko może się zdarzyć. Nawet, gdy lider TCS ma przed wieczorem Trzech Króli w Bischofshofen aż 64,5 punktów przewagi nad następnym rywalem, Andreasem Wellingerem. Jak szybko traci się turniejowy dorobek, przekonał się dotychczasowy wicelider Richard Freitag, gdy przy lądowaniu na 130 m jego narty się skrzyżowały, Niemiec upadł, poobijał się, stracił punkty sędziowskie. I nie zaryzykował już drugiej serii, godząc się z tym, że uciekły szanse nie tylko na zwycięstwo, ale i na miejsce na turniejowym podium. Tuż za podium jest Dawid Kubacki, na czwartym miejscu ex aequo z Danielem Andre Tande, 16 pkt za Junshiro Kobayashim.

Stoch zwycięski od rana do wieczora

Gdy Stoch szykował się do finałowego skoku, właśnie podjechała karetka, by zabrać Freitaga na badania. Rok temu w Innsbrucku szansę na pokonanie Stocha stracił zagrypiony Stefan Kraft, teraz poobijany Freitag. To miał być jeden z jego skoków ostatniej szansy w drugiej części Tunieju, próba odrobienia strat, odzyskania psychologicznej przewagi nad Polakiem. Zaryzykował. Stracił to co miał. A niedługo po jego upadku Stoch oddał być może najbardziej imponujący skok od początku TCS. Z obniżonego na prośbę Horngachera rozbiegu, ale z mocniejszym wiatrem pod narty, wylądował w tym samym miejscu co Freitag, ale ustał skok mimo podbicia nart na zeskoku. Nigdy wcześniej nie wygrał w Innsbrucku. Teraz dopisał sobie to miasto jako już 18. w którym zwyciężał w Pucharze Świata. Wygrywał w Innsbrucku od rana do wieczora: trening, kwalifikacje, serię próbną, obie konkursowe.