Turniej Czterech Skoczni. Doktor Winiarski: Trener Horngacher dał chłopakom jedno zadanie: odpoczywać

- Musimy dbać o Kubę Wolnego i minimalizować ryzyko, że zarazi któregoś z kolegów - mówi dr Aleksander Winiarski. Lekarz kadry polskich skoczków narciarskich, przypomina, jak przed rokiem przez chorobę z walki o zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni odpadli Austriacy.

– Po Garmisch-Partenkirchen urządzili sobie wyścigi rajdowe po lodzie. Tak słyszeliśmy – mówi w rozmowie ze Sport.pl. I przekazuje, że na wtorek trener Stefan Horngacher dał swym podopiecznym tylko jedno zadanie: odpoczywać

Na półmetku 66. Turnieju Czterech Skoczni prowadzi Kamil Stoch, który o 11,8 pkt wyprzedza Richarda Freitaga i o 32,3 pkt – Dawida Kubackiego. Nasz świetny duet, a także Stefan Hula, Maciej Kot, Piotr Żyła i Jakub Wolny we wtorek będą odpoczywać w Innsbrucku, gdzie w środę zacznie się austriacka część zawodów. Od niej swój udział w TCS rozpocznie Tomasz Pilch, 17-letni junior, który przyjedzie na turniej razem ze swoim wujkiem, czyli dyrektorem PZN ds. skoków i kombinacji norweskiej, Adamem Małyszem

Łukasz Jachimiak: Po zwycięstwach Kamila Stocha w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen przenosicie się do Austrii już trochę zmęczeni? Pana i fizjoterapeutę kadry czeka dużo pracy?

Aleksander Winiarski: Wtorek to będzie dzień odpoczynku dla wszystkich. Przede wszystkim dla zawodników, ale też troszkę dla nas. Po to już w Nowy Rok, zaraz po konkursie, się przenosiliśmy z Niemiec do Austrii, żeby mieć spokój. Skoczkowie dostaną od trenera całkowicie wolny dzień. Nie będą mieli żadnych zajęć, każdy z nich ma tylko jedno zadanie do wykonania – odpoczywać.

Nie ma potrzeby, żebyście razem z fizjoterapeutą trochę im poprzeszkadzali?

- Fizjoterapeuta musi swoje zrobić, ale przede wszystkim jeszcze w poniedziałek. We wtorek wykona już tylko delikatną odnowę, żeby nie zakłócać chłopakom spokoju. Ja mam jeden problem. Może nie jakiś wielki, ale jeden z naszych zawodników się przeziębił.

Chodzi o Jakuba Wolnego? Obawiacie się, że stan podgorączkowy i katar może się zmienić w coś groźniejszego i dla Kuby, i dla jego kolegów?

- Dmuchamy na zimne. Z trenerem Horngacherem szukaliśmy najmądrzejszego wyjścia już przed konkursem w Ga-Pa i ustaliliśmy, że żal byłoby Kubę wycofywać, ale żeby go oszczędzać, trener nie puścił go w serii próbnej. A kiedy Kuba odpadł po pierwszej serii zawodów, to nie czekał z nami do końca, tylko od razu został odwieziony do hotelu. Musimy dbać o niego i jednocześnie minimalizować ryzyko, że zarazi któregoś z kolegów.

Czyli w Innsbrucku Wolny mieszka w pokoju jednoosobowym?

- Tak, już w Niemczech było podobnie, też miał „jedynkę”. Ktoś może pomyśleć, że takie uważanie na zwykły katar to przesada, ale sytuacje z przeszłości pokazują, że wcale nie.

Myśli Pan o chorobie, która przed rokiem zmogła Austriaków? Przypomnijmy: chodziło o Stefana Krafta, który po Ga-Pa by drugi w „generalce” Turnieju Czterech Skoczni i tracił zaledwie 0,8 pkt do Kamila Stocha, oraz o mieszkającego z Kraftem w pokoju Michaela Hayboecka, który zajmował szóste miejsce. W Innsbrucku Hayboeck nie wystartował, a osłabiony gorączką Kraft zajął dopiero 18. pozycję i stracił szansę na końcowy triumf.

- Z tamtej sytuacji trzeba wyciągnąć naukę. Zwłaszcza, że Austriacy się wtedy pochorowali trochę na własne życzenie.

Dlaczego?

- Oni po Garmisch-Partenkirchen zrobili sobie dzień rozrywkowy. Urządzili sobie wyścigi rajdowe po lodzie. Tak słyszeliśmy. Nasze wolne na pewno będzie spokojne.

Innsbruck kojarzy się Panu z ubiegłorocznym upadkiem Kamila Stocha?

- Oj było nerwowo, ale – odpukać w niemalowane – teraz nie ma z nim absolutnie żadnego problemu.

Nie skarży się już na kolana po lądowaniach na prawie płaskim?

Kolana ma mocne, bark, który obił wtedy w Innsbrucku też się nie odzywa. Oby tak do końca i turnieju, i całego sezonu.