PŚ w Kuusamo. Justyna Kowalczyk 18. Józef Łuszczek: I tak wierzę, że może być jak Irena Szewińska

- Średnio wygląda i 18. miejsce i strata minuty i 18 sekund do Marit Bjoergen - mówi Józef Łuszczek po biegu Justyny Kowalczyk na 10 km stylem klasycznym w Kuusamo. - Ale do igrzysk jest 76 dni, czyli jeszcze czas, żeby się bardzo poprawić. Irena Szewińska ma siedem olimpijskich medali, a Justyna ma pięć. Ciągle wierzę, że zimowa królowa dogoni letnią - dodaje mistrz świata z Lahti z 1978 roku. Niedzielny bieg o godzinie 9.45. Relacja w Sport.pl - To jest Twój Live.
ALIK KEPLICZ/AP

Po 20. miejscu w piątkowym sprincie w sobotę Kowalczyk zajęła w Kuusamo 18. miejsce na 10 km „klasykiem”. Na trasę niedzielnego biegu pościgowego na 10 km „łyżwą” Polka wyruszy jako 22., dokładnie minutę i 12,3 s po Charlotcie Kalli, która wystartuje pierwsza. Tylko 2,6 s po Szwedce wybiegnie Bjoergen, czyli sobotnia zwyciężczyni.

- Średnio wygląda i 18. miejsce w konkurencji, która przez lata była specjalnością Justyny i strata minuty i 18 sekund do Bjoergen. Ale ona zawsze na początku sezonu sporo traciła, nawet w swoich najlepszych latach – komentuje Łuszczek.

Cel na niedzielę: wsiąść do pociągu

W niedzielę strata Kowalczyk do najlepszych będzie pewnie jeszcze większa. – Wystartuje jako 22., tam będzie ciasno, będą różne pociągi, niech w któryś wsiądzie i niech się trzyma do końca. Na najlepsze nawet nie ma co patrzeć, wiadomo, że z przodu będą walczyły Kalla, Bjoergen i inne Norweżki. Może być tak, że Justyna spadnie za pierwszą „30”, że zostanie bez punktów, bo przecież „łyżwy” specjalnie nie trenuje. Ale wierzę, że jednak powalczy i się utrzyma – analizuje Łuszczek.

Dwa medale? „Wiadomo, że nikt w to nie wierzy”

Były mistrz podkreśla, że miejsca zajmowane teraz przez Kowalczyk nie mają wielkiego znaczenia. – Wiadomo, że w Pucharze Świata o nic nie walczy, bo to już nie te czasy, kiedy startowała wszędzie. Liczy się tylko czas, jaki został do igrzysk. Do nich zostało 76 dni, czyli jeszcze jest czas, żeby się bardzo poprawić. Jedną królową polskiego sportu mamy w lekkoatletyce – Irenkę Szewińską, która ma siedem medali olimpijskich. Justyna ma pięć. Chciałbym, żeby dołączyła. Będzie ciężko, ale liczę, że w Pjongczangu zdobędzie medale w sprincie i na 30 km. Wtedy będzie na równi z Szewińską, będą dwie królowe, letnia i zimowa – marzy Łuszczek. – Wiadomo, że dzisiaj nikt w to nie wierzy, ale w sporcie wygrywają ci, co są pracowici i uparci. Justyna taka jest, będzie walczyć, a my miejmy nadzieję, że jej się uda, że wieloma startami w stylu klasycznym i w Pucharze Świata, i poza nim, przygotuje się tak, żeby dogonić Norweżki i Szwedki – dodaje.

Sztafeta? Nie widać

Z optymizmem Łuszczek nie potrafi spojrzeć na pozostałe polskie biegaczki. Po dwóch dniach rywalizacji w Kuusamo w gronie 87 sklasyfikowanych zawodniczek 66. miejsce zajmuje Ewelina Marcisz (była 69. w piątek i 67. w sobotę), a Urszula Łętocha jest 77. (61. w sprincie i 79. na dystansie). – Zupełnie nie widzę naszej sztafety. Nie bez przyczyny w związku myślą o wzięciu biathlonistki. W Kuusamo biegają trzy Polki, z czego dwie bardzo słabo, a przecież potrzebujemy czterech dziewczyn. Nie wierzę, że poskładamy sztafetę na przyzwoite miejsce. Oby chociaż Sywia Jaśkowiec się wyszykowała, to przynajmniej w sztafecie sprinterskiej pobiegnie z Justyną i może coś niezłego zobaczymy – kończy mistrz świata.