Biegi w Kuusamo. Na początek sprint stylem klasycznym: bieg, który pożarła rewolucja w sprzęcie i technice

Sezon zaczyna się biegiem, który umiera. Sprint stylem klasycznym po igrzyskach Pjongczang 2018 może przejść do historii. I nie będzie to jedyna konkurencja, która przegra z postępem i potrzebami telewizji

Zaczynają w piątek o 10 eliminacjami, od 12.30 będą w Kuusamo wyścigi. Justyna Kowalczyk jest na starcie, ale nie w gronie faworytek. Dziś sprint klasyczny to przede wszystkim starcia Norweżki Maiken Caspersen Falli ze Szwedką Stiną Nilsson i innymi sprinterkami młodszego pokolenia. Nawet Marit Bjoergen przestała ostatnio nadążać. Co nie zmienia faktu, że właśnie sprint klasyczny, w którym Kowalczyk zdobyła srebro igrzysk w Vancouver, wygrała sześć Pucharów Świata, piętnaście razy stawała na podium i patrzyła, jak przechodzi jej koło nosa medal w mistrzostwach świata 2013 i 2015, wydaje się być tą konkurencją, w której będzie miała największe szanse na igrzyskach. Kuusamo da więcej podpowiedzi.

„Sprint to szybkość. A jeśli chcesz szybkości, to biegniesz stylem łyżwowym”

Tak się zacznie pożegnanie sprintu klasycznego. Długie i z honorami. W zaczynającym się właśnie sezonie będzie sprintów klasycznych aż pięć w Pucharze Świata i szósty w igrzyskach w Pjongczang. A potem na wiosennym kongresie Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) przegłosuje zapewne, że klasyczna wersja sprintu nie wytrzymała próby czasu. Jak mówi szef biegów w FIS Pierre Mignerey: - Sprint to pokaz szybkości. Jeśli chcesz szybkości, to biegniesz szybkim stylem, czyli łyżwą. A nie klasykiem.

Kaskaderski sprint, czyli cross przez przeszkody

Pozostanie więc w programie sprint łyżwowy. Pojawią się też eksperymenty z myślą o młodszej części widowni, czyli sprinterski cross przez przeszkody: muldy, hopki, zjazdy między tyczkami (był już w programie młodzieżowych igrzysk olimpijskich 2016). Niektórzy biegacze, np. Charlotte Kalla, powiedzieli już, że się na takie crossy nie piszą. – Będzie trochę kaskadersko. I czuję, że szybko się zmieni sprzęt do tej konkurencji, bo na zwykłych biegówkach nawet ci z najlepszą koordynacją mogą mieć kłopot, gdy trzeba będzie przeszkody pokonywać całą grupą. Kontuzje mogą się sypać. Jeśli Charlotte Kalla się na to nie pisze, to tym bardziej ja się do tego nie nadaję – mówi Justyna Kowalczyk.

Bieg łączony: fabryka kosztów, emocji już niekoniecznie. Choć polskie emocje były

Ale zmiany programu są nieuniknione. Drużynowy sprint kobiet i mężczyzn ma się połączyć w jedną konkurencję: wyścig par mieszanych. Zniknie też bieg łączony w obecnej formule, ze zmianą nart i stylu w połowie dystansu. Okazał się fabryką dodatkowych kosztów (dla telewizji, która musi mieć dodatkowe kamery by obstawić pętle do dwóch stylów, dla organizatorów, dla serwismenów). A nie okazał się, wbrew oczekiwaniom, fabryką emocji. Zamienił się po prostu w kolejny bieg ze startu wspólnego. Choć akurat na polskie emocje nie można było w nim narzekać. Justyna Kowalczyk zdobyła w nim złoto i srebro mistrzostw świata oraz brąz igrzysk w Vancouver. A finisz tego biegu po brąz i zacięta walka z Kristin Stoermer Steirą była jednocześnie początkiem polsko-norweskiej wojny o astmę i inne sprawy. Bieg łączony będzie teraz rozgrywany dzień po dniu, jako klasyczny pościgowy.

Bezkrok, czyli mniej klasyka w klasyku

- Skreślą dwie konkurencje, ale jeszcze mi coś zostanie, będzie w czym startować. A zmiana drużynowego sprintu na pary mieszane może być korzystna dla Polski i innych mniej znaczących w biegach krajów. Sprint klasyczny lubię, ale długo się w wielkim narciarstwie nie utrzymał: Zaczęło się w mistrzostwach świata w Oberstdorfie, skończy w 2018. Cała moja prywatna historia biegowa zmieściła się w jego historii. Cieszę się, że był. Ale potrafię zrozumieć, skąd ta decyzja. Rządzą dziś nami Francuzi, w ich kulturze narciarskiej styl klasyczny mało się liczy. I pewnie nawet lubiący klasykę Norwegowie tego sprintu nie obronią. Bo trasy sprinterskie mamy zbyt płaskie i 90 procent mężczyzn zamiast biec stylem klasycznym pokonywało sprint bezkrokiem. Czyli tylko siłą rąk, na nartach do stylu dowolnego. No, nie jest to widowiskowe, nie ukrywajmy. Można więc powiedzieć, że styl klasyczny i tak się kurczył, bez ogłaszania zmian – mówi Kowalczyk.

Lepiej było urozmaicić trasy, ale to zbyt kosztowne

- Ja bym pewnie zrobiła inaczej, nie wykreślała całej konkurencji, tylko poszła raczej w urozmaicanie profili tras. Żeby było jak w Kuusamo, gdzie podbiegi są tak trudne, że nie da się ich pokonać tylko siłą rąk. Ale to najprostsze rozwiązanie jest też najbardziej kosztowne. I nie wszędzie możliwe, są takie miejsca w PŚ, gdzie się nie da dodać takich ostrych podbiegów. Jak widać znalezienie innych tras wymagało zbyt wiele zachodu. Prościej jest na mniej wymagających pętlach dołożyć przeszkód i zrobić cross, ten nowy ekstremalny sprint. To się pewnie będzie podobać widzom – mówi Kowalczyk.

„Wszystko jest do wypchania”

Pod znakiem zapytania staje przyszłość całego stylu klasycznego. Kiedyś jedynego, dziś coraz bardziej zagrożonego. Bo młode pokolenie woli styl dowolny. A starsze odkryło i polubiło szybkość bezkroku. – Jesteśmy coraz silniejsi, jeśli chodzi o górne partie mięśni. Sprzęt jest coraz lepszy. To kwestia czasu, kiedy kobiety poszłyby w ślady mężczyzn i sprinty na łatwiejszych trasach robiły bezkrokiem. Wydaje mi się, że to już możliwe, tylko żadna się jeszcze nie odważyła i nie pokazała innym, że można. Potem poszłoby już szybko, jak u mężczyzn – mówi Kowalczyk, która sama mocno postawiła na ćwiczenie bezkroku, od kiedy startuje w narciarskich maratonach. – Tam pchamy przez wiele kilometrów, a trasy wcale nie są takie płaskie, czasem są kilkukilometrowe podbiegi. Wszystko jest do wypchania, jak się okazało – mówi Polka.

Mniej, ale lepiej

Być może zbliżają się czasy, gdy styl klasyczny będzie tylko urozmaiceniem w sezonie pełnym dowolnego. Że klasyk przetrwa tylko w najdłuższych biegach. – Nie sądzę żeby ktoś się odważył wyjść na 50 km w mistrzostwach czy igrzyskach bezkrokiem. Wprawdzie trasa w Pjongczang nie należy do ciężkich. Ale jednak nie wydaje mi się, że się doczekamy śmiałka – przewiduje Kowalczyk. Pierre Mignerey zdaje się taki scenariusz potwierdzać, gdy mówi, że lepiej zrobi stylowi klasycznemu odejście od zasady 50-50 ze stylem łyżwowym, niż trzymanie się jej na siłę. – Lepiej, żeby klasyka było mniej, za to tylko w najatrakcyjniejszym wydaniu.

Piotr Żyła w "Wilkowicz Sam na Sam": Skoki to jest uzależnienie. Jeśli nie przestajesz o nich myśleć, to ci zaszkodzi. Ja miałem z tym uzależnieniem problem.