- Pierwszy raz w życiu udało mi się zupełnie odciąć od rzeczywistości i wpaść w swój świat. Byłem sam ze skocznią. Piękna chwila, pierwsza taka. Zrobiłem co trzeba, a potem mózg przestał pracować. Byłem na innej planecie - mówił Piotr Żyła po tym, jak późnym wieczorem zszedł ze sceny na rynku w Lahti z brązowym medalem. Był wzruszony, ale - inaczej niż w czwartek - gotowy do rozmów. Tyle że dyrektor Adam Małysz, na stanowczą prośbę Stefana Horngachera, wyprowadził brązowego medalistę ze strefy wywiadów tuż po odpowiedzi na trzecie pytanie (taki kompromis zaproponował Małysz, bo Horngacher nie chciał by Piotr w ogóle stawał do wywiadów).
Już drugi raz na scenie dla medalistów stał w Lahti Maciej Kot. Znów bez medalu, bo na dekorację wychodzi czołowa szóstka, a Kot był piąty na normalnej skoczni i szósty na dużej. Stefan Horngacher mówił Sport.pl w piątek rano, że wyczuwa u Kota lekkie zniechęcenie tym, że cały czas trafia na skoczniach w Lahti na kiepskie warunki. I że walka o medale nie układała się tak, jak się spodziewał. Ale skoczek mówił, że złe emocje już zostawił za sobą. - Dziś już jest przyjemniejszy dzień. Mój przyjaciel odbierał medal. Patrzyłem na flagi wznoszące się przy hymnie i pomyślałem, że może jutro będzie Mazurek Dąbrowskiego? I flaga polska będzie na środku. Bardzo bym tego chciał. To było motywujące przeżycie - opowiadał.
W sobotę o 16.15 drużynowy konkurs na dużej skoczni, czyli konkurencja, w której Polacy w tym sezonie Pucharu Świata zajęli dwa razy pierwsze miejsce i raz drugie. W polskiej drużynie konkurs zacznie Piotr Żyła, po nim będzie skakać Dawid Kubacki, jako trzeci Maciej Kot i ostatni - Kamil Stoch. Czyli kolejno: niespodziewany medalista z Lahti, najrówniej skaczący polski skoczek w Lahti, skoczek z czołowej szóstki obu konkursów MŚ i lider Pucharu Świata. W konkursie na dużej skoczni wszyscy Polacy z drużyny byli w czołowej ósemce.
- Jesteśmy w stanie wyciągnąć wnioski z dwóch rozegranych już tutaj konkursów. Zebraliśmy dodatkowe doświadczenie, a emocje jednak z każdym kolejnym konkursem opadają. Prześpimy spokojnie tę noc, czujemy siłę całej drużyny. Wiadomo, że będzie skakać czwórka, ale Jasiek Ziobro i Stefan Hula nas wspierają. Wiemy, że jesteśmy mocną drużyną. To nam da spokojny sen. Wyobrażam sobie konkurs zacięty, do ostatniego skoku. Wierzę, że wreszcie warunki przestaną być tak ważne, że zdecyduje tylko poziom sportowy. Jest pięć drużyn które mogą walczyć o medale, mogą zdecydować ułamki punktów. Ta piątka to Polska, Norwegia, Niemcy, Austria, i pewnie Słowenia, choć została trochę z tyłu ostatnio - mówił Maciej Kot.
- Podliczanie punktów z konkursu indywidualnego to nie jest żadna wróżba przed drużynówką. W drużynówkach każdy chce dać z siebie więcej, bo walczy za kolegę - mówi Sport.pl Stefan Horngacher, który wszystkie swoje medale igrzysk i mistrzostw świata zdobył właśnie w konkursach drużynowych. W skokach cała sztuka polega na tym, żeby niczego nie robić na siłę, i ta dodatkowa motywacja, chęć walki za kolegę, czasem bardziej przeszkadza niż pomaga. - Drużynówka jest wyjątkowa, i dlatego nie wolno skreślać nikogo - mówi Horngacher, który nie ukrywał od dłuższego czasu, że to właśnie na medalu drużyny zależy mu w Lahti najbardziej.