MŚ w Lahti. Biegi narciarskie. Justyna Kowalczyk jednak nie zakończy kariery po Pjongczang? "Dziś niczego nie powiem na sto procent"

- Ani dzisiaj, ani jutro, ani po biegu na 10 km klasykiem, po którym wszyscy przyjdą pytać, czy to był mój ostatni w karierze bieg w mistrzostwach świata, nie powiem na sto procent, że był ostatni - mówi Sport.pl Justyna Kowalczyk. W niedzielę jej pierwszy bieg na mistrzostwach, sztafeta sprinterska, a dwa dni później ten najważniejszy, na 10 km.

- Nie powiem na sto procent, że to ostatnie mistrzostwa, bo sama nie wiem - mówi Justyna Kowalczyk. Wprawdzie już po igrzyskach w Soczi, które miały być ostatnimi w karierze, Kowalczyk zmieniła zdanie, ale wydawało się do teraz, że akurat tutaj stawia kropkę: Lahti to jej ostatnie MŚ, a Pjongczang to będzie pożegnanie z igrzyskami i rywalizacją w elicie biegów i przejście na stałe do startów w maratonach. Podtrzymywała to przez cały poprzedni sezon: trudny, bo bez wielkich imprez i zakończony bez miejsca na podium w biegach Pucharu Świata. Teraz pierwszy raz postawiła przy tych planach znak zapytania.

"Potrzebuję czegoś więcej, niż pucharowe gonienie"

- Ten sezon jest już zupełnie inny niż poprzedni. Widać przyszedł taki czas w moim życiu, że potrzebuję większej motywacji niż pucharowe gonienie co tydzień w tę i we w tę - mówi Justyna. W obecnym sezonie już miejsce na podium miała: zwycięstwo w biegu łączonym w Pjongczang, pod nieobecność najlepszych biegaczek ze Skandynawii. Polce spodobał się nowy rytm sezonu: koncentrowanie się na najważniejszych startach, wybieranie z Pucharu Świata tylko tego, co lubi. Taka jest obecna zima: pierwsza z tak małą liczbą pucharowych biegów, praktycznie bez startów stylem łyżwowym - były takie tylko dwa, tam gdzie nie dało się uniknąć biegania stylem dowolnym - bez Tour de Ski. I z całym cyklem przygotowań podporządkowanym jednemu biegowi: 10 km klasykiem w Lahti, 28 lutego.

"Jestem typem igrzyskowym"

A już dzień później, 1 marca, zaczną się - jak deklaruje Justyna - przygotowania do Pjongczang. I tym razem już nie podporządkowane jednemu biegowi, na 30 km klasykiem, jak się długo zanosiło, tylko dwóm: trzydziestce i sprintowi stylem klasycznym. Kowalczyk zaczęła nastawiać się na start sprinterski po próbie przedolimpijskiej, gdy zobaczyła że trasa jest wymagająca. - Na stadionie biegowym w Pjongczang od razu poczułam się jak w domu - mówi.

- Jestem typem igrzyskowym. Mój organizm jakoś podświadomie czuje, co jest w sporcie najważniejsze. Że coś dzieje się raz na cztery lata. Mistrzostwa świata już wywołują we mnie mniejszą mobilizację. Ale też mobilizują. Rok temu, choć wykonałam bardzo ciężką pracę, to jednak nie układałam wszystkiego w aż takich szczegółach jak teraz. Nie miałam takiej diety jak teraz, nie byłam tak odtłuszczona jak teraz, tak zmotywowana. Tysiąc szczegółów odwracało moją uwagę. I to mi było wtedy potrzebne, w sezonie bez wielkich stawek. Na szczęście rozkręciłam się wtedy przynajmniej na koniec sezonu, co dało mi nadzieję w przygotowaniach - mówi.

Za dwa lata w Seefeld?

Dlatego bieg na 10 km klasykiem 28 lutego będzie podwójnie ważną próbą: bo to jedyny indywidualny start Justyny w Lahti i jedyna szansa na miejsce na podium, ale też weryfikacja nowego rytmu przygotowań. - Czuję, że zrobiłam wszystko co mogłam i jestem dobrze przygotowana. Ale zobaczymy, na ile to wystarczy - mówi Kowalczyk. Następne mistrzostwa świata będą w 2019 w austriackim Seefeld. Justyna będzie miała wówczas 36 lat. Marit Bjoergen ma teraz 37 i jest główną faworytką biegów dystansowych w Lahti.

Kot z medalem? "Charakter ma lepszy od Stocha"

- Stoch w idealnych próbach świetnie robi Morgensterna, Maciek jeszcze musi nad tym pracować - mówi Kazimierz Długopolski, pierwszy trener Macieja Kota

CZYTAJ WIĘCEJ >>

Więcej o: