Wiesław Kmiecik: Bardzo cieszą, bo potwierdzają, że cały czas jesteśmy wśród absolutnie najlepszych na świecie.
- Holendrzy przyjechali do Berlina w drugim składzie, nie było np. Svena Kramera. Ale oni i w trzecim składzie byliby bardzo groźni. Byli faworytami.
- To prawda. Artur osiągnął wielki sukces. Tylko podkreślmy, że to jest zawodnik pracujący nie ze mną, ale z Jeremym Wotherspoonem, czyli legendą naszej dyscypliny, wciąż aktualnym rekordzistą świata na 500 m. Dla Artura wielkie gratulacje. Dwa lata temu pokazał wielki potencjał, zajmując drugie miejsce w Pucharze Świata w Heerenveen, ale później przyszły gorsze występy i trochę o tym zawodniku zapomnieliśmy. Teraz wszystkim mocno się przypomniał. Zresztą moi zawodnicy też. Od momentu przyjazdu do Berlina spodziewałem się po nich bardzo dobrego występu, dyspozycja całej trójki rosła każdego dnia. Zbyszek, Konrad i Janek we wtorek pojechali bardzo dobrze trzy rundy na treningu tempowym i już wtedy wiedziałem, że pocelujemy w podium. Wyszło super.
- Emocje będą duże, choć trochę obaw mamy o Zbyszka. Ma lekką kontuzję pachwiny, trochę się o niego obawialiśmy już w piątek. Ostatecznie wszystko fajnie nam się udało, ale zobaczymy, jak w sobotę pojedzie 1000 m. Jeśli nie będzie problemu na samym rozpędzeniu, to w niedzielę na jego koronnym dystansie 1500 m będzie naprawdę dobrze, bo forma idzie w górę. W sobotę też wysoko na 5000 m będzie Janek Szymański, mimo że na pewno drużynowe zawody jakiś ślad w nim zostawią, będzie podmęczony.
- Na pewno pomaga nam znajomość hali, ale najczęściej trenujemy w Inzell. Co zrobić - dobrze, że Niemcy mają obiekty i możemy w nich pracować, bo jest grudzień, a u nas i tor w Zakopanem, i ten w Tomaszowie Mazowieckim są nieczynne. Z infrastrukturą, niestety, nadal nic się u nas nie zmienia.