Kuusamo. Justyna Kowalczyk nie zwalnia

W niedzielę Justyna Kowalczyk może zostać pierwszą biegaczką, która wygra wszystkie narciarskie wyścigi etapowe. Tylko Ruka Triple brakuje jej do kolekcji. W sobotę znów pokonała Marit Bjoergen i na trasę biegu pościgowego ruszy 25,7 sekund przed Norweżką.

Justyna nie zwalnia, znów zwyciężyła w Kuusamo, tym razem w biegu na 5 km klasykiem. Znów zawinięta w czarną chustę, choć było cieplej niż w piątkowych sprintach. Biegły w śnieżycy, którą akurat Justyna lubi, bo wtedy jest trudniej, wyścig trwa dłużej i jej szanse rosną. Razem z trenerem Aleksandrem Wierietielnym bali się tylko o tory, czy słabsze zawodniczki, podchodzące na podbiegach jodełką, ich nie zniszczą. Ale obawy były na wyrost.

5 km klasykiem ze startu indywidualnego to w takich warunkach niecały kwadrans wysiłku. Ale takiego wysiłku, że za metą trzeba było niektórym leżącym biegaczkom odpinać narty, żeby się mogły przekręcić na bok. Kowalczyk nie, ona nawet się za metą nie zatrzymała na dłużej. Narzekała w piątek, że cała jest obolała po sprincie, ale regeneracja po takim wysiłku serwowanym dzień po dniu to od zawsze jest jej siła. Dlatego Tour de Ski wygrywała już cztery razy. Kończący sezon wyścig etapowy w Sztokholmie i Falun - raz. Tylko w najkrótszym z nich Ruka Triple w Kuusamo nigdy jej się nie udawało. Była dwa razy druga w wyścigu, ale nawet wtedy nie wygrała żadnego etapu. A teraz wygrała już dwa.

Bjoergen: to irytujące

Marit Bjoergen, już ubrana, posadzona na specjalnym miejscu dla tymczasowej liderki, oglądała na stadionowym ekranie, jak Justyna, która startowała ostatnia, kończy bieg, urywając z czasu Norweżki jeszcze trzy sekundy. Bjoergen przyznała potem, że to irytujące przegrywać. Ale też że Justyna po prostu była lepsza. - To dobry punkt wyjścia do ataku. Myślę, że zwycięstwo wciąż jest w moim zasięgu. Już dawno nie było takich emocji w Kuusamo.

Mimo porażki Bjoergen w sprincie ani przez chwilę nie było wątpliwości, że to ona pozostaje najgroźniejszą rywalką Kowalczyk w całym wyścigu. W biegu na 5 km - też, to jeszcze jest zbyt krótki dystans, by Therese Johaug zdążyła rozwinąć skrzydła. Johaug przegrała z Justyną o 14,6 s, ale i tak się cieszyła, że to było jej najlepsze 5 km w Kuusamo i że orka letnio-jesienna przynosi efekty.

W walce o zwycięstwo liczyły się tylko Justyna i Marit. - Było ostro od początku do końca. Po pierwszym pomiarze minimalnie prowadziła Bjoergen, potem minimalnie Justyna, na kilometr przed końcem miała tylko pół sekundy przewagi nad Norweżką - opowiadał trener Aleksander Wierietielny. - Zaczęłam ostrożnie, bo jeszcze nie jestem w takiej dyspozycji, żeby wytrzymać najmocniejszy rytm. Muszę dużo więcej myśleć. To niby krótki dystans, ale gdy byłam na ostatnim podbiegu, nie zostało już nawet pół procent Justyny - mówiła Justyna. Zadowolona, jak i trener, że wreszcie po inauguracji sezonu nie trzeba odpowiadać na pytania, dlaczego się nie udało, kiedy przyjdzie forma, czy wszystko zrobili dobrze.

Trener: to nie jest wielka forma, to jest klasyk Justyny

- Przygotowania były takie same jak zwykle. Są zwycięstwa, bo to jest styl klasyczny i trasy dla Justyny. To jeszcze nie jest jej wielka forma. Forma będzie po Tour de Ski. To był po prostu klasyk Justyny. A klasyk Justyny jest doskonały przez cały rok. Gdyby pierwszy bieg sezonu był stylem dowolnym gdzieś w Gaellivaere czy Beitostoelen, jak bywało, to ona byłaby dwudziesta czy trzydziesta - mówi Wierietielny. I zapowiada: - Jutro będzie ciężko. Jutro dostaniemy. Może się uda utrzymać z Norweżkami. A jak nie, to trudno.

PŚ w Kuusamo. Wierietielny: Jutro trzeba powalczyć. Mam nadzieję, że forma Justyny będzie jeszcze lepsza

W niedzielę wygra cały wyścig i zgarnie dodatkowe 200 pkt Pucharu Świata ta, która pierwsza minie metę. Kowalczyk rusza o 10.30 (transmisje w TVP2 i Eurosporcie), za nią rywalki w takiej kolejności i w takich odstępach, jakie wyznaczyły dwa pierwsze etapy. Bjoergen 25,7 sekund za Justyną, Johaug 44,9, a niespełna sekundę po Therese - świetna w stylu łyżwowym Charlotte Kalla. Więc jest jasne, że Johaug i Kalla połączą siły, by dogonić najpierw Bjoergen, potem Kowalczyk. - Ja bym na miejscu Marit nie dopuściła do połączenia sił z Johaug. Bo finisz jest tutaj na podbiegu, tam Therese będzie mocna. Marit sobie na to nie pozwoli. A że mnie dościgną, to się spodziewam. Chciałabym się utrzymać za Marit, choć rok temu w Gaellivare, gdy mnie wyprzedzała, to nie byłam w stanie nic zrobić. Mam nadzieję, że jeśli się nie utrzymam za nią, to przynajmniej za Therese. Chciałabym skończyć wyścig na podium - mówi Justyna.

Justyna: w niedzielę bez cudów

Jak tłumaczy: nie straszy, tylko mierzy siły na zamiary. Chce przede wszystkim sprawdzić, jak na tle najlepszych rywalek prezentuje się jej styl łyżwowy, dwa tygodnie po bardzo nieudanym biegu w Muonio, gdy w Pucharze FIS przegrała z rywalkami i bólem piszczeli, wypadając poza czołową dwudziestkę. - Zrobiliśmy kilka poprawek podczas treningów, chcę sprawdzić, jak działają. Nie spodziewam się cudów, bo się cuda w dwa tygodnie nie zdarzają. Chciałabym po prostu, żeby straty były mniejsze niż podczas tej sromotnej porażki w Muonio. Cieszę się, że styl klasyczny już gra. Właściwie zawsze grał na początku sezonu, ale inne rzeczy nie grały. A tutaj na przykład pogoda bardzo mi sprzyja. Padający śnieg to są takie warunki, w jakich wygrałam pierwszy Puchar Świata. W takich warunkach gonię rywalki, jest świetnie - mówi. Jutro z goniącej zamieni się w gonioną. I jak zapowiada, spodziewa się za metą zupełnie innych pytań.