Łyżwiarstwo szybkie. Wnuczka ważniejsza niż Soczi

Witold Mazur został nowym trenerem kadry łyżwiarek szybkich. Z pracy z drużyną, która na igrzyskach olimpijskich w Vancouver wywalczyła brązowy medal, zrezygnowała Ewa Białkowska. - Z dziewczynami dalej będę sercem i pomogę im, jak tylko będę mogła. Zrezygnowałam, bo w mojej rodzinie się trochę zmieniło. Wnuczkę mam, chcę być częściej w domu - tłumaczy pani trener.

Dwa lata temu Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska sprawiły niespodziankę, zdobywając olimpijski brąz na igrzyskach w Vancouver. W marcu bieżącego roku nasze panie w nieco zmienionym składzie (przebywającą na urlopie macierzyńskim Bachledę-Curuś zastąpiła rezerwowa w Kanadzie Natalia Czerwonka) stanęły na najniższym stopniu podium podczas mistrzostw świata w holenderskim Heerenveen.

- Dziewczyny potwierdziły, że należą do światowej czołówki. One są ciągle młode i rozwojowe. Dużo już potrafią i jeszcze bardzo chętnie się uczą. Mają kolejny, wspólny cel, jakim jest medal igrzysk w Soczi, w 2014 roku. Bardzo mocno w nie wierzę - mówi Białkowska, która drużynę stworzyła sześć lat temu.

Twórczyni sukcesów naszych panczenistek z pracy z nimi zrezygnowała z powodów rodzinnych. - Postanowiłam zmienić funkcję, a kiedy zostałam trenerem-koordynatorem do zadań olimpijskich, dziewczynom potrzebny był nowy szkoleniowiec. Troszeczkę u mnie w rodzinie się zmieniło. Wnuczkę mam, chcę być częściej w domu [w Polsce nie ma ani jednego krytego toru łyżwiarskiego, dlatego zawodniczki muszą trenować za granicą]. To są ważne sprawy, czasem trzeba podjąć trudną decyzję - tłumaczy Białkowska. - Poza tym ja tę drużynę już sześć lat prowadziłam i myślę, że przyda się jej trochę świeżej krwi. Młodej, bo ja - nie ukrywajmy - się starzeję - dodaje ze śmiechem 53-letnia trenerka.

Następcą Białkowskiej będzie były reprezentant kraju, 39-letni Witold Mazur. - Pan Mazur przed komisją związku zaprezentował się bardzo pozytywnie. Współpracował już z kadrą w ubiegłym sezonie, trenerem II klasy jest od 1997 roku, teraz kończy kurs na trenera I klasy. Musiał przedstawić nam program swojej pracy do igrzysk i ten program uznaliśmy za ciekawy, obiecujący - mówi prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, Kazimierz Kowalczyk.

O szczegółach programu prezes mówić nie chce, bo - jak tłumaczy - dokument i osobę nowego trenera musi jeszcze zatwierdzić Ministerstwo Sportu. Ale Kowalczyk jest przekonany, że cele grupy pozostają niezmienne.

- Uszanowaliśmy decyzję pani Białkowskiej i uznaliśmy, że to jest ostatni moment w przygotowaniach olimpijskich na dokonanie takiego ruchu. Trener Mazur rozumie, że nie potrzebujemy żadnej rewolucji. Jego plan jest spokojny, oparty o to, co panie robiły do tej pory. Ma być kontynuacja pewnych działań, dlatego mówię, że jest obiecujący - wyjaśnia prezes.

Swoją pomoc zarówno zawodniczkom, jak i nowemu trenerowi obiecuje Białkowska. - W procesie treningowym na pewno już nie będę uczestniczyła, ale moją ekipę będę wspierała z całych sił, będąc w nowej funkcji. Nowemu trenerowi służę wszelką pomocą i radą. Rozmawiałam z dziewczynami i one też uważają, że zmiany wpłyną na nie pozytywnie. Zresztą, to właśnie one powiedziałby o wszystkim prezesowi - mówi Białkowska. - Prezes to wyjątkowo wyrozumiały człowiek. Nie było żadnych nerwów, konfliktów. Po prostu coś się kończy, a coś zaczyna - podsumowuje Białkowska.

Kowalczyk jest przekonany, że pod wodzą Mazura nie skończy się medalowa passa łyżwiarek. - Wierzę, że w Soczi może być jeszcze lepiej niż w Vancouver. Bachleda-Curuś wróci w pełni sił po urlopie macierzyńskim, a zespół jest wsparty Czerwonką, która w Kanadzie była rezerwową, a teraz jest najlepszą polską zawodniczką. W moim przekonaniu nie ma żadnych powodów do niepokoju - kończy prezes.

62 tysiące fanów. Plus jeden? Profil Sport.pl na Facebooku ?

Więcej o: