Tour de Ski Kowalczyk się rozpędza

Pierwsza w sobotę, druga w niedzielę - Justyna Kowalczyk demonstruje niesamowite przygotowanie i moc, którą uwalnia w każdym starcie. I powiększa przewagę nad norweskimi rywalkami, które na razie nie są w stanie jej powstrzymać.

Sport.pl w mocno nieoficjalnej wersji... Polub nas na Facebooku ?

W starym roku Kowalczyk w kapitalnym stylu wygrała sprint. Miała najlepszy czas w kwalifikacjach, ćwierćfinał, półfinał i finał wyglądał identycznie. Polka mknęła z linii startu jak strzała, na pierwszym podbiegu miała za plecami wszystkie rywalki i samotnie dojeżdżała do mety. W ostatnim, decydującym starciu pokonała Marit Bjoergen, która po raz pierwszy od dawna wygląda na bezradną i bezsilną. Nie miała najmniejszych szans w konfrontacji z piekielnie mocną rywalką z Kasiny Wielkiej.

Norweskie media były zszokowane. Wygraną oceniły jako "miażdżącą", w relacjach wspomniały o "nokaucie" i "deklasacji". Dziennik "Dagbladet" napisał: "Na ostatnim podjeździe będąca w superformie i totalnie dominująca Kowalczyk włączyła turbo i z lekkością odjechała od reszty stawki". Polka wygrała trzeci z rzędu etap TdS - nikt nigdy nie miał wcześniej takiej serii! Szwedzkie media uznały wręcz, że po trzeciej z rzędu porażce z Polką Bjoergen została złamana psychicznie.

Mylili się.

- Nie poddaję się, ale Kowalczyk jest nieprawdopodobnie, wręcz przerażająco silna. Jest o wiele mocniejsza, niż przypuszczałam. W sobotę urządziła pokaz siły i nie miałam żadnych szans, aby ją gonić. Uważam, że jest większą faworytką do wygrania Tour de Ski ode mnie - powiedziała Bjoergen przed kamerą telewizji NRK.

W Nowy Rok liderka PŚ dała sobie jednak trochę nadziei, że nie wszystko stracone w kwestii pierwszego w życiu zwycięstwa w Tourze. Wygrała bieg łączony, a wszystko zdecydowało się 200 m przed metą. Wtedy jeszcze prowadziła Justyna, która podczas Touru daje pokaz niesamowitych umiejętności zjazdowych. Wydawało się, że ucieknie Bjoergen i Therese Johaug, nad którymi w pewnym momencie uzyskała kilkanaście metrów przewagi. Ale w ułamku sekundy niemal wszystko straciła. Bjoergen dogoniła ją błyskawicznie i na finiszu Justyna zdołała jedynie odeprzeć atak Johaug. - Na ostatnim zjeździe nogi nie pracowały tak jak trzeba, dlatego Marit mnie wyprzedziła - tłumaczyła Kowalczyk, która jednak spisuje się świetnie.

Nawet w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy największy kryzys dopadł ją właśnie podczas czwartego z kolei startu. W tamtym biegu łączonym Kowalczyk przybiegła na metę piąta, a później opowiadała, że nogi miała jak z kamienia. Tłumaczyła, że tamto piąte miejsce było ceną za to, że bardzo przeholowała w trzech pierwszych startach.

W niedzielę nic nie wskazywało na choćby moment słabości. Polka od początku jechała rozważnie i szybko. Nie dała uciec Johaug, która miała ponad minutę straty do Kowalczyk, więc na początku biegu łączonego strasznie szarpała i dyktowała mocne tempo. Polka nie dała jej odjechać nawet na 2 m, wszystko miała pod kontrolą, wygrała premię, dostała bonusowe sekundy i pierwsza przyjechała na półmetek, gdzie zmieniła narty z klasycznych na te do jazdy łyżwą.

Szybko okazało się, że będzie walczyła z koalicją Norweżek, po 2 km z czteroosobowej grupy odpadła Kristin Stoermer Steira i do mety mknęła już trójka wielkich faworytek Touru: Kowalczyk, Bjoergen, Johaug. Polka nie pchała się na pierwsze miejsce, prowadziła Johaug, ale rywalek nie zgubiła. Na ostatnim podbiegu Justyna zaatakowała, wydawało się, że znowu w fantastycznym stylu odjedzie rywalkom, ale Bjoergen nie straciła czujności. Wykorzystała moment słabości Polki i gdyby przenieść tę rywalizację na boisko piłkarskie, strzeliła gola na 1:3.

Mimo że Kowalczyk przybiegła na metę druga, w klasyfikacji generalnej Touru powiększyła przewagę nad Bjoergen. Wszystko dzięki 27 s bonifikaty za pierwsze i drugie miejsce na lotnych premiach. Marit zdobyła ich o sześć mniej. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Kowalczyk awansowała już na drugie miejsce. W TdS został do zdobycia 650 pkt - 400 za zwycięstwo i po 50 za triumf na każdym z pięciu pozostałych etapów.

W poniedziałek dzień przerwy, we wtorek zawodniczki będą rywalizować we włoskim Toblach. O 15.35 bieg interwałowy na 3 km klasykiem. - Bardzo lubię tę konkurencję i liczę, że to będzie to mój najlepszy występ w tym Tour de Ski - powiedziała Kowalczyk.

"Kowalczyk przegrała z Bjoergen, ale wciąż prowadzi w klasyfikacji"

Thomas Morgenstern i Skok Roku 2011. Łącznie skoczył ponad 7 kilometrów! ?