- 20-letni chłopak uciekł z kraju, zostawił tam wszystko: rodzinę, znajomych, studia z wysokim stypendium za wyniki w sporcie - mówi Konrad Niedźwiedzki, dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Związek stara się, by medalista MŚ juniorów Władimir Semirunnij jak najszybciej mógł zmienić obywatelstwo z rosyjskiego na polskie. Sportowiec podpisał oświadczenie, że potępia zbrojny atak Rosji na Ukrainę i już trenuje z Polakami. Dlaczego wybrał akurat nasz kraj?
We wrześniu rosyjskie media poinformowały, że 20-letni łyżwiarz szybki Władimir Semirunnij nie zamierza dłużej reprezentować Rosji i że za jakiś czas zacznie jeździć dla Polski.
Te informacje potwierdził Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Nasza federacja w oficjalnym komunikacie ogłosiła, że Semirunnij, a więc panczenista, który wygrywał juniorski Puchar Świata, a na MŚ zdobywał brązowy medal na 5000 m i srebrny w wieloboju, chce zmienić obywatelstwo z rosyjskiego na polskie. PZŁS wystąpił do Rosjan z formalnym pytaniem, czy zgodzą się, żeby zdolny junior za zmianę barw miał tylko rok karencji, a nie dwa lata.
Jak rozwija się ta sprawa? Jak w naszym kraju czuje się Semirunnij? Jak przyjęli go polscy panczeniści? O tym rozmawiamy z dyrektorem sportowym PZŁS, medalistą olimpijskim, Konradem Niedźwiedzkim.
Łukasz Jachimiak: Czy Rosjanie odpowiedzieli wam na pytanie o warunki zmian barw narodowych Władimira Semirunnija?
Konrad Niedźwiedzki: Nie dostaliśmy odpowiedzi. Mamy informacje pochodzące wyłącznie z rosyjskich mediów, że będą to dwa lata karencji, czyli tak samo, jak w przypadku innych zawodników, którzy w tym sezonie opuścili Rosję. Jeśli to stanowisko zostanie oficjalnie potwierdzone przez Rosjan, to będziemy odwoływać się do Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej, aby ten czas skrócić. Imprezy międzynarodowe, które odbędą się w Polsce, będą ku temu najlepszą okazją. Takimi sprawami zajmuje się Rada ISU, a jej przedstawicieli zawsze gościmy na dużych zawodach.
A zatem kiedy konkretnie spróbujecie nadać sprawie korzystny dla nas bieg?
- W grudniu organizujemy w Polsce Puchar Świata w łyżwiarstwie szybkim, później, w styczniu, mistrzostwa Europy, a w lutym Puchar Świata i MŚ juniorów w short tracku. Na pewno nie zabraknie okazji do tego, żeby przekonać ludzi z ISU, że nie można blokować kariery zdolnego chłopaka, który nie chciał dłużej startować w Rosji. Przecież on dla Rosji nie startował już w 2022 roku, bo po ataku na Ukrainę, Rosjanie nie mogli jeździć pod swoją flagą. Chłopak ma 20 lat, komu jest potrzebne blokowanie go na jeszcze dwa lata oprócz Rosji? Nie widzę racjonalnych przesłanek.
Racjonalnych przesłanek nie ma, natomiast łatwo sobie wyobrazić, że działacze z Rosji nie będą chcieli pójść na rękę komuś, kogo wespół z mediami przedstawiają jako wroga ojczyzny.
- Dokładnie tak to wygląda.
Jak Władimir radzi sobie w Polsce? Zdaje się, że nie zna naszego języka?
- Tak, uczy się. Teraz przebywa z kadrą wieloboistów w Inzell. W Polsce zakwaterowaliśmy go niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego.
Nie ma w naszej kadrze złej krwi po pojawieniu się chłopaka z Rosji, który komuś z naszych zawodników może zabrać miejsce?
- Coś tam słyszałem, jakieś właśnie tego typu przebąkiwania. Ale to nasze działanie jest poniekąd reakcją na coś. Konkretnie na wyniki długodystansowców, które nie są zadowalające. Nie tylko w tym roku, ale i w ostatnich sezonach widać słabość na najdłuższych dystansach. Namawiam zawodników, żeby skorzystali z tego czasu, kiedy Władek - bo tak na Semirunnija mówimy - jeszcze nie może jeździć dla Polski i żeby wykorzystali jego obecność jako motywację do poprawy swojego poziomu. Staram się tłumaczyć zawodnikom, że my już to przerabialiśmy i wiemy, jak dobry może być efekt takich działań. Diane Sellier w short tracku zamienił Francję na Polskę i tym samym podciągnął naszą kadrę tak, że teraz jesteśmy jednym z najmocniejszych teamów. Dziś nikt już nie mówi, że Diane to Francuz. Wszyscy doceniają, że jeździ dla Polski, że nam pomaga. Liczę, że z Władkiem będzie podobnie, choć jasne jest, że tu temat jest dużo bardziej gorący, bo jednak chłopak zamienia Rosję na Polskę, a nie przyjeżdża z Francji, która jest dla nas neutralna. Natomiast nasza kadra potrzebowała wzmocnienia, dostała je i tyle. Teraz musi je wykorzystać.
Wzmocnienie wzmocnieniem, Semirunnij na pewno ma papiery na wielkie wyniki, ale chyba ważniejsze musi być, że pomagamy człowiekowi, który podpisał oświadczenie, że potępia agresję Rosji na Ukrainę i że jest przeciwnikiem tego wszystkiego, co robi prezydent Rosji Władimir Putin?
- Tak, on to podpisał. Pewnie, że tak po ludzku trudno komuś takiemu odmówić pomocy. Ale jednocześnie na pewno w Polsce są osoby, które stwierdzą, że skoro chłopak jest z Rosji, to bez względu na wszystko nie powinniśmy mu pomagać. Powiem tak: jako dyrektor sportowy odpowiadam za poziom zawodników i robię wszystko, co w moich możliwościach, żeby poziom był jak najwyższy. Patrzę więc przede wszystkim na to, że Władimir Semirunnij pomoże podciągnąć poziom całej naszej kadry, wszystkich zawodników. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że 20-letni chłopak uciekł z kraju, że zostawił tam wszystko - rodzinę, znajomych, studia z wysokim stypendium za wyniki w sporcie. On wybrał bilet w jedną stronę. Kilkukrotnie potwierdzałem z Władimirem jego decyzję i wygląda na to, że jest to wybór przemyślany i racjonalny, że Władek po prostu uznał, że tak należy zrobić. Zatem dla mnie najważniejsza jest kwestia, że zyskujemy bardzo dobrego, młodego łyżwiarza, który świetnie rokuje. A cała otoczka - że jemu bardzo zależy, że nasz kraj sam sobie wybrał - to też ważna sprawa, która potwierdza słuszność jego i naszej decyzji.
Z jakich powodów Semirunnij wybrał Polskę?
- U nas jest system, jest wsparcie od związku i od ministerstwa, są obiekty i budują się kolejne. Są światowej klasy szkoleniowcy. To są argumenty za tym, żeby do nas przyjść. Pewnie pomogło też to, że Władek ma w Warszawie rodzinę, najprawdopodobniej kogoś ze strony matki. Odbierali go na dworcu. On mówił, że był wcześniej namawiany, żeby przyjechać właśnie do Polski. I wiem, że jest bardzo zadowolony ze swojego wyboru. Jeździ po Europie, trenuje, ma dobre warunki. Teraz tylko kwestią czasu jest jego polskie obywatelstwo.
Szybciej dostanie pewnie to sportowe obywatelstwo?
- Tak, raczej ISU szybciej pozwoli mu na start dla Polski, niż Polska wyda mu dokumenty potwierdzające jego obywatelstwo. Ale dobrze, że Władek już się uczy polskiego, że chce wszystko przyspieszyć. Na pewno trochę będzie trzeba poczekać, bo takie są procedury, ale można pójść drogą Diane Selliera i startami przyspieszyć przyznanie obywatelstwa. Diane wygrał dla nas Puchar Świata i pomógł sztafecie mieszanej zdobyć medal PŚ, po czym jego sprawa przyspieszyła. Diane pokazał, że wprowadza dla Polski dodatkową wartość. Liczę, że Władek też zrobi to już w pierwszym sezonie, w którym dostanie od ISU zgodę na reprezentowanie Polski.
Sellier wzmocnił kadrę short trackowców i pomógł jej osiągać sukcesy, ale mimo to na pewno w polskiej kadrze panczenistów są tacy, którzy chcieliby, żeby ISU nie zainterweniowała i żeby Semirunnij mógł jeździć dla Polski dopiero za dwa lata. Pan już wspomniał trochę o ich nastawieniu, ale rozwińmy proszę ten wątek.
- Dla Władimira, dla związku i dla chłopaków z kadry najlepiej będzie, jeśli Władek dostanie szybką zgodę na starty dla nas. Przecież Władek w biegu drużynowym byłby takim wzmocnieniem, że nasza ekipa miałaby szansę nie tylko zakwalifikować się na igrzyska olimpijskie, ale również powalczyć o wysokie lokaty. Na pewno zrobimy wszystko, żeby on musiał pauzować tylko przez rok. Jasne, że mimo wszystkich racjonalnych argumentów obawy też są, bo w sporcie to naturalne, że ktoś się obawia, że zostanie przez kogoś, brzydko mówiąc, wygryziony. Ale muszę powiedzieć, że nie miałem w tej sprawie ani jednego telefonu i nie dostałem ani jednego SMS-a. Gdzieś tylko słyszałem, że ktoś coś mówił, ale nawet nie wiem kto. Fakty są takie, że nikogo oprócz Rosjan nie powinno martwić, że taki młody, utalentowany i utytułowany sportowiec odszedł od nich i wcześniej czy później będzie jeździł dla rywala.
Na pewno każda naturalizacja sportowca wzbudza jakieś emocje. Śledzi pan siatkówkę?
- Oczywiście.
W takim razie pewnie pan pamięta, że gdy Wilfredo Leon czekał na dołączenie do reprezentacji Polski, to obok komentarzy podkreślających, jak bardzo nas wzmocni, że ma polską żonę itd., były i takie, że zabierze miejsce któremuś z bardzo dobrych przecież siatkarzy, którzy Polskę reprezentują od urodzenia. A nawet, że jego wejście do kadry zepsuje atmosferę.
- Jasne, że to pamiętam. A teraz oglądałem mistrzostwa Europy i widziałem, że Wilfredo Leon bardzo pomógł nam je wygrać i że został wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju. Komentarze takie, jak tamte, w sprawie Wilfredo Leona pokazują krótkowzroczność. Władek jeszcze nie jest aż tak wielkim sportowcem, jakim był Leon, gdy wzmacniał Polskę, ale jestem przekonany, że o możliwościach tego chłopaka też można powiedzieć "sky is the limit". Myślę, że przy odpowiednim rozwoju zdziała bardzo dużo. W bardzo młodym wieku osiąga imponujące wyniki i na pewno spróbujemy udowodnić prezydentowi rosyjskiej federacji, że odszedł od nich zawodnik jednak z topu. Naprawdę rozumiem ból, jaki on czuje po utracie Władimira Semirunnija. Dlatego kwestionuje sportowy talent i możliwości naszego przyszłego reprezentanta.