Wjechał pod autobus, miał pęknięte kręgi i połamane żebra. Właśnie został liderem PŚ

Łukasz Jachimiak
- Dzięki temu, że na igrzyskach byłem siódmy, PZN powiedział "Inwestujemy w ciebie". I kupili mi to, czego potrzebowałem - mówi Oskar Kwiatkowski. 26-latek z Zakopanego jest liderem Pucharu Świata w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. Teraz Polak doszlifowuje formę na mistrzostwa świata. - Kujemy żelazo, póki gorące - zapewnia.

Z pięciu startów w Pucharze Świata w gigancie równoległym Oskar Kwiatkowski trzy skończył na podium. Trzy ostatnie. W styczniu wygrał w szwajcarskim Scoul oraz był trzeci i pierwszy w kanadyjskim Blue Mountain. Trochę gorzej wypadł tylko w grudniowych startach we Włoszech - w Carezzy i w Cortinie d'Ampezzo, gdzie był dziewiąty i piąty. Za to w grudniu na pucharowe podium wjechał w mikście z Aleksandrą Król, gdy zajął trzecie miejsce w slalomie w niemieckim Winterbergu.

Zobacz wideo Kamil Stoch potrzebował specjalnej zgody. Tak wygląda jego zakopiańskie królestwo

Jak widać, jest to bardzo udany sezon dla Kwiatkowskiego, a im dłużej trwa, tym Polak jest mocniejszy. To świetna informacja przed mistrzostwami świata w snowboardzie, które 19 lutego zaczną się w gruzińskim Bakuriani.

Oskar KwiatkowskiKapitalny występ Polaka. Niesamowity. Jest liderem Pucharu Świata

Łukasz Jachimiak: W połowie stycznia wygrałeś swój pierwszy Puchar Świata i wtedy na łyso ogolili się trenerzy oraz sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego, Jan Winkiel. Kto stracił włosy kilka dni temu, po twoim drugim zwycięstwie?

Oskar Kwiatkowski: Tym razem nikt, ale mam nadzieję, że wkrótce ja będę łysy.

Jaki teraz macie zakład w ekipie?

Że się zgolę, jeśli zdobędę złoto na mistrzostwach świata.

Do mistrzostw jest jeszcze trochę czasu - ruszą w Gruzji 19 lutego. A ty pewnie najchętniej jechałbyś już teraz, skoro w ostatni weekend Pucharu Świata przed mistrzostwami miałeś trzecie i pierwsze miejsce?

Jestem w gazie, ale dobrze, że można odpocząć. Człowiek to nie maszyna, czuję, że mam obolałe całe ciało. Intensywność startów w Kanadzie była dla mnie bardzo duża, bo dzień po dniu miałem maksymalną liczbę zjazdów, aż do finałów: najpierw małego, a następnego dnia - dużego. Dobrze będzie też znowu złapać głód ścigania się. Generalnie cały ten czas do mistrzostw spędzimy idealnie, bo trenerzy zadbali, żebyśmy pojechali potrenować do Włoch, w Dolomity, a tam można świetnie popracować i zrobić sobie małe zawody bez napięcia psychicznego. Głowa też musi odpocząć.

Jak długo całkowicie odpoczniesz od snowboardu?

W poniedziałek wróciłem z Kanady, a w sobotę wyjeżdżamy do Włoch. Czyli jest chwila w domu i kujemy żelazo, póki gorące!

Startowałeś już kiedyś w Gruzji? Znasz ten stok?

Nigdy tam nie byłem. Moi młodsi koledzy i młodsze koleżanki z kadry w zeszłym sezonie startowali tam w Pucharze Europy. Dla nas, olimpijczyków, źle się ułożyły terminy, bo my wróciliśmy z Pekinu, z igrzysk, i już dwa dni później był wyjazd do Bakuriani. Nie zdecydowałem się, bo chciałem odpocząć. Ale od tych, którzy pojechali, wiem, że to fajny resort, piękne góry, śnieg super - w samych superlatywach się wypowiadali.

À propos Pucharu Europy - chwilę po twoim zwycięstwie w Pucharze Świata w Blue Mountain zawody Pucharu Europy w Simonhoehe wygrała twoja siostra Olimpia. Dużo was, snowboardzistów, jest w rodzinie Kwiatkowskich?

Niestety, tylko dwoje. Nie jesteśmy jak rodzina Prevców [znani Prevcowie to Peter, Cene, Domen oraz Nika - red.] w skokach narciarskich, ha, ha!

Olimpia KwiatkowskaWielki sukces polskiej snowboardzistki. Olimpia Kwiatkowska poszła w ślady brata

Twoja siostra ma 23 lata - widzisz ją za jakiś czas w tym miejscu, w którym ty jesteś?

Jasne! Ona niedawno wróciła po kontuzji, to dopiero jej drugi start w sezonie. Mówi, że jeszcze czuje kolano po operacji. Miała wycinany kawałek łękotki. Zepsuła ją sobie na treningach.

Powroty po poważnych problemach zdrowotnych was łączą - pamiętam, że ty miałeś kiedyś pęknięte dwa kręgi w kręgosłupie i siedem złamanych żeber.

Siostra przeciążyła i zepsuła sobie kolano na treningach, a ja to wszystko miałem z własnej głupoty, bo wjechałem na czołówkę pod autokar.

Kręgosłup i żebra odzywają się po tym wypadku, gdy się przeforsujesz, jak kilka dni temu w Blue Mountain?

Nie, zupełnie mi to nie dokucza. Jestem w czepku urodzony, że wszystko minęło. Jeszcze z pół roku po wypadku bolało mnie w mostku, gdy robiłem na przykład pompki. Wystarczyło, że wszedłem na poręcze, zrobiłem trzy pompki i czułem ból. Ale szczęśliwie to minęło. A obolałe ciało po ostatnim weekendzie Pucharu Świata to zwykłe sprawy mięśniowe. Czuję się przeciążony jak po mocnym treningu. Po czwartku świetną robotę zrobił Przemek Buczyński, fizjoterapeuta. Po moim trzecim miejscu tak mnie ponaprawiał, że poszedłem spać i wstałem jak nowonarodzony, dzięki czemu mogłem się ścigać na maksa. Bez fizjoterapeuty na pewno nie byłbym w stanie tak się ścigać. Dzięki niemu w piątek czułem się świetnie i wygrałem.

Uniwersjada 2017. Aleksandra KrólKról chce być jak Kubacki. Jedzie po medal MŚ. "Nie mogę tak skończyć kariery"

Przed startem sezonu Aleksandra Król mówiła mi, że wreszcie macie w ekipie serwismena. Fizjoterapeuta na każdych zawodach to też nowy standard?

Fizjoterapeutę mieliśmy zawsze już poprzedniej zimy, ale oni się zmieniali, różni się przewijali. Teraz mamy porządnego na stałe. Ważne jest też, że mieszka niedaleko nas, w Zakopanem. To jest super. A poza serwismenem mamy jeszcze trenera od przygotowania na śniegu. To Słoweniec, tak jak serwismen. Obaj są fachowcami z najwyższej półki. Ten trener prowadził wcześniej Słoweńców. Z dużymi sukcesami.

Podkreślmy, że Izidor Šušteršic przed chwilą doprowadzał swoich zawodników do medali olimpijskich.

Jego zawodnik, Tim Mastnak, zdobył srebro na ubiegłorocznych igrzyskach w Pekinie, a na igrzyskach w 2014 i 2018 roku w sumie trzy medale wywalczył trenowany przez Izidora Žan Košir.

Z całym szacunkiem dla Oskara Boma, ale muszę zapytać: ściągamy takiego gościa i on jest tylko asystentem waszego polskiego trenera? Czy to może jedynie formalna nazwa stanowiska, a de facto oni są tak samo ważni?

Oskar pozostał głównym trenerem, bo on wszystko koordynuje. Izidor jest od roboty na śniegu. Jeździ z nami tylko na te zgrupowania, które mamy na śniegu.

Czyli Šušteršic zaczął odpowiadać za waszą technikę, a Bom ma na głowie całą resztę?

Trochę tak, chociaż są też ludzie z Polskiego Związku Narciarskiego, którzy pomagają trenerowi Oskarowi ogarnąć loty, hotele i inne takie kwestie. Ale on wszystko dopina, wszystkich obdzwania i ostatecznie ustala - jest bez wątpienia właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Rozszerz, proszę, to stwierdzenie, że Izidor jest od roboty na śniegu. Co on konkretnie z wami robi?

Nagrywa nas na treningach i daje nam uwagi na gorąco oraz później, wieczorami, na wideoanalizie. Na zawodach też zawsze stoi na środku stoku i porządną kamerą z dobrym zoomem nagrywa całe przejazdy, żeby był materiał do analizy. Natomiast na bieżąco daje i techniczne wskazówki, i analizuje trasę, mówi nam, gdzie i jak się ta trasa psuje, na co mamy uważać. Ma podgląd na wszystko, ma świetne oko i przekazuje uwagi naszemu trenerowi głównemu, który jest z nami na górze i nas puszcza z bramek startowych, zbija nam piątkę, mówi, co jest grane.

Wieczorne analizy wideo trener Izidor robi sam?

Z reguły są na nich obaj trenerzy, obaj patrzą, ale Oskar oddaje Izidorowi głos - ufa, że on najlepiej wie, co zrobić. Od niego od początku sezonu dostałem kilka istotnych wskazówek. Jest ich naprawdę tylko kilka, ale dzięki każdej z nich zacząłem szybciej jeździć. On wszystko rozdrabnia w slow motion. Nazywamy go Mister Gadżet, bo lubi stosować przeróżne zabawki. Na przykład często lata nad nami dronem i nas nagrywa, żeby i z takiej perspektywy poanalizować, co możemy robić lepiej. Fajny z niego gość, cieszy go to wszystko, super go mieć.

Dobrze słyszeć, że rokująca kadra po igrzyskach w Pekinie została doinwestowana.

To prawda. Serwismen też robi znakomitą robotę. Tadej Trdina po sezonie na pewno dostanie ode mnie jakiś duży prezent. Muszę mu coś super kupić, bo wiem na pewno, że również dzięki jego wielkiej robocie jestem szybszy. A jeszcze ten facet wszystko robi z uśmiechem na ustach i zawsze jest do dyspozycji, zawsze z nami pogada. W ogóle mamy świetny sztab. Znakomicie nam się razem pracuje i przebywa.

Jeszcze w zeszłym sezonie deski smarował wam trener Bom, a wy jakoś próbowaliście pomagać?

Wtedy mieliśmy takiego trenera-pomocnika do nagrywania nas kamerą i on to robił, ale nie dawał nam żadnych uwag. On też smarował deski, a trener Bom je ostrzył, natomiast my je sobie cyklinowaliśmy i szczotkowaliśmy.

Ile masz desek?

Wystarczyłyby po dwie slalomu i slalomu giganta - po jednej startowej i treningowej. Ale mam w sumie sześć. Po trzy slalomki i gigantki. To jest optymalne, bo czasem można deską trafić na jakiś kamień, zniszczyć krawędź, więc zapas dla świętego spokoju się przydaje.

O ile dłuższa jest deska do giganta?

Ma 190 cm długości i - wiadomo - długi promień skrętu. A moja deska do slalomu ma 164 cm.

To teraz pomówmy o kasie. Kibiców interesują na przykład listy zarobków skoczków narciarskich, które są oficjalnie publikowane, więc domyślam się, że chcieliby odnieść premie na przykład Dawida Kubackiego do twoich. A i wydatków, choćby na te deski, też jesteśmy ciekawi.

Nawet nie wiem, ile skoczkowie zarabiają.

12 tysięcy franków za zwycięstwo, dziewięć i pół tysiąca za drugie miejsce, siedem i pół za trzecie - cała lista płac jest na stronie FIS-u.

Aha, to myślałem, że więcej mają. To w sumie my nie mamy się czego wstydzić, bo mamy bardzo podobnie.

Czyli zdecydowanie przebijają was tylko alpejczycy. Najbogatszy w tej chwili wśród skoczków Halvor Egner Granerud wyskakał sobie łącznie 276 350 franków, a najbogatsza wśród alpejczyków Mikaela Shiffrin - aż 667 tysięcy.

Tam są najpotężniejsi sponsorzy, największe kurorty, które też dają dużo pieniędzy, zwłaszcza tam, gdzie są szczególnie niebezpieczne trasy. Oni, tak samo jak skoczkowie, mają też o wiele więcej startów niż my. Ale nie wiem, czy ja bym się z narciarzami alpejskimi zamienił. Tam ryzyko jest już bardzo duże, czasem można nawet stracić życie. Tam prędkości często grubo przekraczają 100 km/h.

A u was jakie są prędkości maksymalne?

Nasz sport jest bardziej techniczny niż szybkościowy. Ale oczywiście też trzeba mieć prędkość, a do niej odpowiednie przygotowanie. Bo rozpędzamy się do 80 km/h, czasem nawet trochę ponad 80.

Powiedz z ręką na sercu - w Gruzji ucieszyłby cię jakikolwiek medal? Na przykład brąz jako pierwszy krążek w twojej karierze z imprezy mistrzowskiej byłby dobry?

Nie zadowoliłbym się brązem, bo czuję, że mogę to wygrać. Jasne, że mogę też przegrać, ale niczego w ciemno bym nie brał, bo czuję, że cały ten proces, ta droga daje mi wielką satysfakcję. Strasznie mnie cieszy, jak to wszystko przebiega. I już wiem, że jak człowiek posmakuje złota, nawet w Pucharze Świata, to później już tylko ono go cieszy. Bo tylko wtedy wygrałeś, tylko wtedy nikt ci nie podskoczył. Myślę, że każdy prawdziwy sportowiec chce tylko złota. I że każdy ambitny człowiek chce zwyciężać. Ja chcę bardzo i czuję, że mogę, bo bardzo mnie cieszy jeżdżenie na desce. Cieszy mnie to, że robię rzecz, którą pokochałem jako dziecko i że cały czas mam w sobie dziecko mające frajdę z jazdy, mimo że mam już 26 lat.

Jako 26-latek masz przed sobą pewnie jeszcze dwie, a może nawet trzy edycje igrzysk olimpijskich. A skoro tak mówisz o swoich celach i swoim nastawieniu, to chyba nawet nie muszę pytać, czy rozwijasz się z myślą o stanięciu na olimpijskim podium.

Czuję, że prędzej czy później ten medal wywalczę. Myślę, że raczej na pewno będę miał jeszcze dwie olimpijskie szanse. Fajnie, że najbliższe igrzyska będą we Włoszech, bo liczę, że będzie sporo polskich kibiców. Super by było usłyszeć kibicujących nam Polaków. Wyobrażam to sobie i już się nie mogę doczekać.

Czego zabrakło ci jeszcze rok temu w Pekinie, żebyś miał medal, a nie siódme miejsce?

Byłem tam najwyżej z Polaków, bo w kwalifikacjach piąty, a finalnie siódmy, ale niestety w ćwierćfinale przegrałem z Mastnakiem, którego prowadził Izidor. W sumie bilans z Mastnakiem mam na plus, spotykam się z nim często w Pucharach Świata i więcej razy z nim wygrałem, niż przegrałem. Niestety, w Pekinie on był szybszy. Myślę, że gdybym już wtedy zmienił sprzęt na ten, na którym jeżdżę teraz, to byłbym w strefie medalowej.

Jaka jest różnica w tym sprzęcie?

Dzięki temu, że na igrzyskach byłem siódmy, PZN powiedział: "Inwestujemy w ciebie". I kupili mi to, czego potrzebowałem. Trener Oskar pomógł mi wszystko pozamawiać, potestować i w ten sezon wjechałem w sprzęcie takim samym, jaki ma czołówka. Jak widać, to procentuje. Super, że wszystko zaskoczyło już w pierwszym moim sezonie jazdy na szwajcarskich deskach.

Do tej pory jeździłeś na polskich?

Tak, i one też były bardzo dobre, ale jednak szwajcarskie są jeszcze o wiele szybsze.

To powiesz, ile te najszybsze deski kosztują?

Zależy dla kogo. Im lepszy zawodnik, tym taniej dostaje deskę dla siebie. Bo to dla producenta reklama. Zniżki zależą od FIS punktów. Teraz, po dwóch wygranych Pucharach Świata, mam ranking 1000 punktów, czyli najwyższy możliwy. Gdybym więc deski zamawiał teraz, to dostałbym je za półdarmo. Natomiast gdyby jakiś pasjonat snowboardu bez FIS punktów chciał mieć taką idealną deskę jak ja, to musiałby wydać z 1600 euro. Do tego trzeba doliczyć buty, wiązania. I pamiętajmy, że tych desek mam sześć.

Mimo wszystko dla tak dużej federacji jak PZN to nie jest wielka inwestycja, więc świetnie, że ktoś do dostrzegł i znalazł pieniądze na coś, co tobie wiele zmienia.

To prawda, jestem wdzięczny, bo sam wcześniej nie mógłbym sobie pozwolić na zakup całego takiego sprzętu z własnych pieniędzy. Przed tym sezonem po prostu nie było mnie na to stać.

Bo wtedy jeszcze nie wygrywałeś takich nagród jak teraz.

Tak, od 2018 roku, z wyjątkiem jednego roku, miałem zawsze jedno "pudło" wywalczone w całym sezonie Pucharu Świata. A teraz sezon jest dopiero w połowie, a ja już mam cztery podia. Jest więc duży progres. I będę się starał, żeby było jeszcze lepiej.

Więcej o: