Sport.pl

Kamila Stormowska: Jestem na początku. Jestem agresywna. Dam ile mam

Chciała zostać łyżwiarką figurową, ale miała dziewięć lat, więc była za stara. Mając 16 lat dostała płozą tak, że gdyby nie okulary, straciłaby oko. Nie zniechęciła się do short tracku. - Twarz to nie jest noga, chciałam startować już następnego dnia - opowiada. Kamila Stormowska wdziera się do światowej czołówki dyscypliny, w której duże sukcesy odnosi Natalia Maliszewska. Na zakończenie Pucharu Świata starsza z Polek zdobyła brąz na 1000 m, a młodsza w bardzo ciekawych okolicznościach wyszarpała brąz na 500 m.

W kwietniu Stormowska skończy 20 lat. W Pucharze Świata zadebiutowała jesienią 2015 roku. W tym sezonie kilka razy zaprezentowała się z bardzo dobrej strony, a w niedzielę w Dordrechcie sprawiła sensację, zdobywając brązowy medal. Walkę wręcz o podium nasza nastolatka wygrała z multimedalistką wielkich imprez i byłą rekordzistą świata Elise Christie.

Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Do Natalii Maliszewskiej w światowej czołówce zdążyliśmy się przyzwyczaić. A Ty skąd się wzięłaś?

Kamila Stormowska: Miałam trochę szczęścia i dużo woli walki, dlatego w Dordrechcie wyszarpałam miejsce na podium. Ale jestem dopiero na początku długiej drogi. A wszystko zaczęło się śmiesznie. Ciągałam mamę na ślizgawki i któregoś razu trafiłyśmy na pokazy łyżwiarstwa firugorwego. Strasznie mi się spodobało, więc poszłam na trening, ale nie pozwolono mi spróbować. Usłyszałam, że jestem za stara.

Ile miałaś lat?

- Dziewięć. Smutno mi się zrobiło. Na szczęście na lodzie był taki trener, Karol, jego nazwiska już nie pamiętam, który popatrzył na mnie i powiedział: "Jesteś szybka i wcale nie jesteś taka stara, chodź na short track". Poszłam i od razu mi się spodobało. Teraz mam 19 lat i czuję, że w short-tracku się rozpędzam, a w łyżwiarstwie figurowym pewnie już bym była bliska końca kariery. Bardzo się cieszę, że tamta pani trenerka mi tak powiedziała.

Nigdy nie myślałaś sobie "Szkoda, potańczyłabym, zamiast ciągle się z kimś zderzać"?

- Chyba nigdy. Nawet jak miałam bardzo groźny wypadek.

Co i kiedy sobie zrobiłaś?

- To był listopad 2016 roku, Puchar Świata w Salt Lake City. Dostałam płozą w twarz, miałam przecięty policzek aż do oka. Gdyby nie okularki, to oko bym straciła. Na szkle miałam ślad po płozie. Założono mi 11 szwów na zewnątrz i cztery w środku, bo rana była głęboka.

Długo odpoczywałaś od short tracku?

- Twarz to nie jest noga, więc można było od razu jeździć dalej. Nawet myślałam, żeby startować następnego dnia, tylko trochę się bałam, że mi to wszystko pęknie, bo w programie było 500 metrów.

Brzmi strasznie i dziwnie. 500 metrów jest bardziej ekstremalne niż 1000 albo 1500 i tylko dlatego odpuściłaś?

- Na 500 metrów jest większe prawdopodobieństwo upadku, bo rozwija się swoją prędkość maksymalną. Wtedy prędzej może płoza puścić, czyli nie przytrzymać się lodu.

Miałaś żal do rywalki, która Ci to zrobiła?

- Żadnego. Nawet nie wiem czy to na pewno była Kanadyjka Kasandra Bradette. Prawdopodobnie. Ale nie jestem pewna.

Czyli leżało Was kilka?

- Nie, my dwie. Ale gdy padałam, to mogłam dostać od jednej z jadących dalej dziewczyn, a nie od Kanadyjki.

W Dordrechcie padłaś razem z byłą rekordzistką świata Elise Christie, po czym szybciej wstałaś i dojechałaś do mety jako trzecia, choć chyba Brytyjka próbowała Cię złapać i znów przewrócić?

- Tak, łapała mnie za kask i prawie drugi raz się wywaliłam, ale nie dałam się i jej uciekłam. Za ważne to było dla mnie, żeby nie zawalczyć do końca. Odpuszczanie to nie jest mój styl. Ja jestem agresywna. Czasami mi to nawet szkodzi, ale teraz bardzo się opłaciło. Jak już pierwszy raz w życiu weszłam do finału Pucharu Świata, to sobie pomyślałam, że trudno, mogę zostać zdyskwalifikowana, ale zaatakuję, spróbuję wyprzedzić w walce o podium, po prostu dam z siebie tyle, ile mam.

Na ostatnim okrążeniu zaatakowałaś i gdy mijałaś Christie, obie upadłyście. Później sędziowie analizowali wideo, a Ty co myślałaś?

- Widziałam na nagraniu, że byłam przed Christie, a ona na mnie położyła rękę, ale bałam się jak wszystko zinterpretują sędzowie. Mam agresywny styl jazdy, sędziowie mogą to pamiętać i pewnie gdyby wina była 50 na 50, to daliby mi karę. Ale trenerzy mówili: "Spokojnie, masz medal, to ona się na ciebie położyła", to samo mówiła mi Natalka [Maliszewska]. Ona była tak pewna, że będzie dyskwalifikacja Christie, że od razu kazała mi zakładać biało-czerwoną bluzę na dekorację. Ale ja czekałam z tym do decyzji.

Gdy czekałyście, Christie coś Ci mówiła. Czuła się winna?

- Zapytała czy wszystko ze mną okej. Śmiała się z sytuacji, nie była ani trochę zła. Rozmawiałyśmy sobie we trzy z Natalką. Wydaje mi się, że Christie się nie spodziewała, że ją zaatakuję. Pewnie pomyślała, że dziewczyna jedzie pierwszy raz w życiu w finale, to i czwarte miejsce jej wystarczy. A ja zobaczyłam lukę, więc zrobiłam co tylko mogłam, żeby się wcisnąć.

Marzył Ci się ten medal już teraz, czy sezon planowałaś bez aż tak spektakularnego wyniku?

- Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że będzie mnie stać na taki wynik. Miałam inne cele i je osiągałam.

Jakie?

- Walkę o ćwierćfinały i półfinały w Pucharach Świata. Do tego były założenia czasowe, zaplanowałam sobie konkretne wyniki na różnych dystansach. Na 500 m mam już czas o pół sekundy lepszy niż założyłam, na 1000 i na 1500 m też już pojechałam szybciej niż planowałam. I jeszcze na ME chciałam być w Top 12 - Top 15, a byłam dziewiąta. Czyli było bardzo dobrze, a na koniec jeszcze przyszło to podium.

I teraz zmieniasz założenia na marcowe MŚ w Seulu? O ile w ogóle wcześniej zakładałaś, że w nich wystąpisz.

- Spokojnie do nich podchodzę. Rzeczywiście nie wiedziałam czy na nie pojadę, bo mamy dwa miejsca, a pierwszego pewna była Natalka. Teraz zdobyłam kwalifikację, ponieważ miejsce na podium w PŚ ją daje. Pojadę się uczyć, to będą moje pierwsze mistrzostwa świata w życiu. Wiem, że muszę regularnie jeździć najpierw w półfinałach. Będzie mi trudniej niż było. Już nie będą na mnie patrzeć i myśleć: "A, to Kamila, która zawsze robi coś głupiego w biegu", tylko będą wiedzieli, że ta dziewczyna już ma medal Pucharu Świata.

Gonisz Natalię Maliszewską? Dystans między Wami się zmniejsza?

- Od poprzedniego sezonu na pewno się zmniejszył. Wtedy na 500 m miałam życiówkę gorszą od Natalki o dwie sekundy, a teraz już o niecałą sekundę. Oczywiście ona jeździ dłużej ode mnie, wiele razy była w półfinałach, w finałach, ma większe doświadczenie, umie sobie sama poprowadzić bieg. Ja się tego muszę nauczyć. Muszę przejść tę drogę, co ona, bo nikt mi nie powie, jak jeździć w półfinałach czy finałach, sama muszę to poczuć, zrozumieć. Na pewno jeszcze zdarzą mi się takie biegi, że będę bezsilna. Ale myślę, że takie z medalami też będą.

Po pierwszym medalu Natalia wyściskała Cię jakbyście były najlepszymi przyjaciółkami. Rzeczywiście się przyjaźnicie?

- Tak, przyjaźnimy się wszystkie w drużynie i naprawdę bardzo sobie nawzajem kibicujemy. Budujemy mocną sztafetę i cieszymy się, gdy każda się rozwija, bo to napędza nasz team. Każdy sukces każdej z nas uskrzydla pozostałe dziewczyny. To naprawdę działa. Fajną paczkę mamy. Z każdym miesiącem coraz fajniejszą. W kadrze jestem od 2015 roku i może to było dla mnie za szybko, bo trudno było wyjeżdżać na dwa albo trzy tygodnie i zostawiać szkołę, akurat gdy zaczynałam liceum i poznawałam nowych znajomych. A wtedy też inaczej wyglądała kadra.

Wtedy Natalia zdobyła swój pierwszy medal Pucharu Świata, ale nie trenowała wówczas z kadrą.

- Tak, dopiero po igrzyskach w Pjongczangu zmienili się trenerzy i dopiero od maja 2018 roku jesteśmy wszyscy razem.

Co trener Urszula Kamińska powiedziała Ci po Twoim życiowym sukcesie?

- To jest osoba bardzo spokojna. Ona dobrze wie, że nie wszystko przyjdzie od razu. "Kamila, teraz będzie ci trudniej, bo każdy będzie już na ciebie patrzył inaczej, a ty się musisz nauczyć jeździć na tym poziomie" - mniej więcej tak mi powiedziała.

Kojarzyłaś jak dużą postacią jest trener Kamińska, kiedy zaczynałaś trenować short track?

- Wstyd się przyznać, ale zupełnie nie. Długo nie wiedziałam kto jest kim, kto z Polski startuje w największych zawodach, kto zdobywa medale. Dopiero jak zaczęłam poznawać tych ludzi, to poznałam też ich historie. Pamiętam, że trenerce wręczałam kwiaty, gdy odchodziła pracować z rosyjską kadrą. Akurat tak się złożyło, że ostatnie zawody krajowe były w moim Elblągu i mnie wyznaczono, żeby trenerce wręczyć bukiet w ramach podziękowania. Miałam wtedy 12 lat.

Dotarło wtedy do Ciebie, że przed tą trenerką ogromne wyzwanie, bo będzie szykować Rosjan do igrzysk olimpijskich w Soczi?

- Nie, zupełnie. Dwa lata później igrzyska oglądałam, wtedy już wiedziałam, że Wiktor Ahn jest światową gwiazdą, ale nie kojarzyłam, że trenerka, której kwiaty wręczyłam właśnie prowadzi go do kolejnych tytułów mistrza olimpijskiego!

W Dordrechcie bardzo ładnie wobec Ciebie zachowały się mistrzyni świata Lara van Ruijven i wicemistrzyni olimpijska Yara van Kerkhof. Widziałem, że Holenderki podjechały z gratulacjami.

- Byłam w takim w szoku, że zapomniałam im pogratulować, a one o mnie nie zapomniały. Ale ja w szoku byłam już od ćwierćfinału. Stresa miałam tak wielkiego, że nawet jeść nie mogłam. Na obiad zjadłam pół bułki. I to było moje całe jedzenie na jakieś 16 godzin.

Może wygrałabyś i z Holenderkami, gdybyś zjadła chociaż całą bułkę?

- Może i tak. Natalka się ze mnie śmiała. "Boże, dziewczyno, ogarnij się, co ty masz do stracenia?" - mówiła. Faktycznie, nic do stracenia nie miałam. A zyskałam sporo.

Więcej o:
Komentarze (7)
Kamila Stormowska: Jestem na początku. Jestem agresywna. Dam ile mam
Zaloguj się
  • dchm66

    Oceniono 3 razy 1

    Co za durny tytuł!

  • alderamin

    0

    sympatyczna dziewczynka z ikrą. życzę sukcesów. ogarnijcie się moderacjo i kasujcie tych zboczeńców brandzlujących się nienawiścią do dziewczyn.

  • broniu23

    Oceniono 1 raz -1

    Zawodniczka która nie zna nazwiska pierwszego trenera?! WTF

  • biogoc

    Oceniono 2 razy -2

    "Walkę wręcz o podium nasza nastolatka wygrała z multimedalistką ..."
    To ona na rękach te łyżwy miała, czy przywaliła konkurentce?

  • xzyzzy

    Oceniono 4 razy -4

    jachimkowe wypierdy dla ciemnego ludka o wyższości uprawiania hobby na koszt państwa nad uczciwą pracą.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX