Pjongczang 2018. Rosja odzyska pełnię olimpijskich praw tylko jeśli nie będzie dalszych dopingowych wpadek w tych igrzyskach. Ale co z próbkami zamrożonymi na 10 lat?

Nie będzie rosyjskiej flagi na zamknięciu igrzysk. MKOl zdecydował, że dwa przypadki dopingu zepsuły nastrój pokuty i na razie rosyjskiego komitetu olimpijskiego nie odwiesi.

Dwa złote medale, dwa przypadki dopingu. Brak Rosji w tabelach, na śniegu i lodzie, ale pełno Rosji na trybunach. A na koniec dość zastanawiający komunikat Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego: dobrze się sprawowaliście, ale nie możemy was odwiesić. Takie były igrzyska 168 Olimpijskich Sportowców z Rosji (OAR).

Rosja tylko w sercu

OAR to sportowcy pokutujący za dopingowe grzechy innych Rosjach podczas igrzysk w Soczi. A pokuta polegała na tym, że po zwycięstwie zagrano łyżwiarce figurowej Alinie Zagitowej i drużynie hokejowej (wielu kandydatów do złotego medalu MKOl skreślił z listy zaproszonych na igrzyska, co też było bardzo dotkliwą sankcją) hymn olimpijski, nie rosyjski. A na maszt wciągano flagę z pięcioma olimpijskimi kółkami. Na strojach sportowcy OAR mogli mieć tylko dwa z trzech kolorów rosyjskiej flagi. Nie wolno było im się publicznie afiszować z narodowymi barwami. Nawet rosyjski dom olimpijski w Gangneung nazywał się po prostu Dom Sportu. A w środku wszystko było pod hasłem: Rosja w sercu. Nie było w Pjongczangu oficjalnie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, choć byli tu jego działacze. A medale zdobyte przez OAR nie będą zaliczone do historycznego dorobku Rosji w igrzyskach.

"To nie był doping zorganizowany, ale rekomendujemy utrzymanie kary"

To nie koniec kar: rosyjski komitet miał wpłacić karę w wysokości 15 milionów dolarów, nie składać żadnych odwołań od werdyktu MKOl oraz pilnować przestrzegania przez sportowców "ducha i litery" tych wszystkich zakazów, jak to ujął rzecznik MKOl. A w nagrodę za dobre sprawowanie Olimpijczycy z Rosji mieli w niedzielę rano znów stać się Rosjanami i przemaszerować podczas ceremonii zamknięcia pod własną flagą.

Nie przemaszerują. Specjalna komisja powołana przez MKOl do oceny, jak to było z "duchem i literą", uznała, że Rosjanie zachowywali się tak jak od nich oczekiwano, nie szukali luk w zakazach dotyczących ubioru. Piętnaście milionów dolarów wpłynęło na konta MKOl podczas igrzysk, kibice zachowywali się dobrze. Ale wszystko zepsuły dwa przypadki rosyjskiego dopingu. - Nie stwierdziliśmy, żeby to był doping zorganizowany, ale rekomendujemy utrzymanie zawieszenia do końca igrzysk - powiedziała szefowa komisji oceniającej Nicole Hoevertsz z Aruby.

Dwa przypadki dopingu: meldonium i "polskie meldonium"

Rosjanie byli przed Pjongczangiem 2018 testowani częściej niż ktokolwiek inny i wydawało się, że to odstraszy nawet najbardziej zawziętych. A jednak dwie z czterech łącznie osób złapanych podczas igrzysk na dopingu pochodziły z ekipy OAR. Curler Aleksander Kruszelnicki wpadł na meldonium i musiał oddać brązowy medal wywalczony w Pjongczangu razem z żoną w konkurencji drużyn mieszanych. A bobsleistkę Nadieżdę Sergiejewą złapano na trimetazydynie, nazywanej czasem w naszym sportowym światku "polskim meldonium". To też preparat poprawiający pracę serca, tylko dostępny na Zachodzie. A meldonium, łotewski wynalazek, jest w sprzedaży na rynkach byłego Związku Radzieckiego. Siergiejewa fotografowała się w wiosce olimpijskiej w koszulce "I don't do doping", przygotowanej przez sponsora sprzętowego OAR, opowiadała reporterowi Associated Press, że dzięki częstym kontrolom, które musiał przejść każdy sportowiec OAR, olimpijczycy z innych krajów witali ją z większą sympatią niż zwykle. Zajęła 12. miejsce w bobslejowych dwójkach, a potem została czarną owcą. 

Rosjanie się nie odwołują

Jej wpadkę dopingową ogłaszał Aleksander Zubkow, dziś szef rosyjskiej federacji bobslejowej. Cztery lata temu w Soczi: podwójny złoty medalista. Potem  skazany za doping i pozbawiony medali. Szef rosyjskiej delegacji do Pjongczangu Stanisław Pozdniakow mówił, że Siergiejewa zawiodła całą ekipę swoją nierozważnością (miała wziąć lek na anginę). Ani Kruszelnicki ani Siergiejewa nie składali odwołań, bobsleistka nie poprosiła nawet o zbadanie próbki B, tak bardzo rosyjskiej delegacji zależało na tym, żeby sprawy już się nie ciągnęły. Zresztą, od kary nie odwołał się jeszcze również Witalij Mutko, czyli najważniejszy działacz sportowy Rosji w ostatniej dekadzie, zdyskwalifikowany dożywotnio przez MKOl za zaniedbania które doprowadziły do oszustw w Soczi. Ma czas do 15 marca. Rosja nigdy nie przyznała się do dopingowego spisku, w który mogliby być zamieszani wysocy urzędnicy. Przyznała się tylko do zaniedbań i przeoczenia, że coś mogło się dziać za plecami władców rosyjskiego sportu.

Problem z zamrażarki

MKOl nie odniósł się do tych głosów. Jednogłośnie zdecydował, że na razie nie odwiesza rosyjskiego komitetu, ale odwieszenia nie uzależnia od żadnych dodatkowych warunków poza jednym: nie może być już żadnego nowego przypadku dopingu OAR w Pjongczangu. Gdy gdy tylko laboratorium skończy badać to co zebrali kontrolerzy, a to może nastąpić już w najbliższą środę, można będzie przywrócić Rosję w prawach członka MKOl.
Pytanie jednak, co z pobranymi w tych igrzyskach próbkami, które zostaną teraz zamrożone na 10 lat, by można je było w przyszłości poddać testom według udoskonalonych metod? Będą traktowane jako rosyjskie wpadki z Pjongczangu, czy nie? Olimpizm zna już "medale z zamrażarki", czyli odbierane i przekazywane innym po kilku latach, po wykryciu dopingu w przechowywanych próbkach. Może warto też mrozić całe komitety?