Pjongczang 2018. Cud z Gangneung: Niemcy zjedli krążki i wyeliminowali Kanadę. Ale całe te igrzyska są dla nich jak cud

Narzekają, wybrzydzają, krytykują, wstydzą się za Thomasa Bacha. A z tras i lodowisk wpada Niemcom złoto za złotem. I jeszcze ten finał hokeja na dokładkę.

Upadli powstają. Pechowcy stają się szczęściarzami. Skreśleni sięgają po złoto. Cuda. Cztery lata po tym, jak w Soczi przydarzyła się Niemcom największa olimpijska klęska od czasów zjednoczenia, ledwie szóste miejsce w klasyfikacji medalowej, przyszedł czas rewanżu.

W Pjongczangu Niemcy już w połowie igrzysk mieli tyle medali ile w Soczi: tam było 19, w tym osiem złotych. Teraz mają trzynaście złotych, jeden więcej od dotychczasowego rekordu. I jeszcze szanse na kolejne złota, choćby w  bobslejowych czwórkach. Nie prowadzą w klasyfikacji igrzysk tylko dlatego, że Norwegowie też są w kosmicznej formie i wyprzedzają ich liczbą srebrnych medali.

Sześć potęg saneczkarstwa. Czołowe trzy: Niemcy, NRD i RFN

Ale nie chodzi tylko o to, ile tych niemieckich medali jest (stan na sobotni ranek: 28), tylko jakie niektóre są piękne. To już nie są tylko sukcesy w tych sportach, gdzie jest od lat niemal gwarancja złota. Nie tylko w kombinacji norweskiej, zwanej czasem dominacją niemiecką (tym razem trzy złote i łącznie pięć medali, rekord). Nie tylko w biathlonie, który dla Niemców jest tym, czym dla Polaków skoki (kolejne trzy złote, ale niektórzy wybrzydzają, że za mało). Nie tylko w saneczkarstwie i bobslejach (trzy złote w saneczkarstwie i dwa bobslejowe), co jest oczywiste w kraju, który ma największą na świecie liczbę torów i najlepsze technologie ślizgów. Tylko sześć krajów zdobywało w historii igrzysk saneczkarskie złote medale. Trzy najlepsze z nich to Niemcy, NRD i RFN. Pozostałe: Włochy, Austria i Związek Radziecki. Ale już sukces w bobslejach aż taki oczywisty nie jest. Zwłaszcza złoto Mariamy Jamanki i Lisy-Marie Buckwitz. W Soczi nie było żadnego mistrzostwa olimpijskiego w bobslejach, pierwszy raz od pół wieku.

To jest niemiecki program obowiązkowy. Ale smaku igrzyskom dodaje program dowolny: złoto Andreasa Wellingera z normalnej skoczni, pierwsze indywidualne złoto w męskich skokach od czasów Jensa Weissfloga. Złoto Aliony Sawczenko i Bruno Massota, już skreślonych po programie krótkim par sportowych. Miało się skończyć tak jak zawsze: nieważne z jakim partnerem, Aliona zawsze bez złota igrzysk. Nawet w piątym podejściu. Już były zrobione rozliczenia, nie tylko ich startu, ale też powolnego więdnięcia tego sportu w Niemczech. Pustoszejących hal, odwrotu młodych talentów.

Jest złoto, ale dlaczego jest tak źle?

Nie ma dziś drugiego kraju tak sceptycznego wobec olimpizmu i igrzysk. Niemcy nie znoszą swojego rodaka Thomasa Bacha, szefa MKOl, który wcześniej kierował ich sportem. Nie godzą się na pomysły zorganizowania igrzysk w Niemczech. Krytykują swój system sportu. Krytykują próby jego reformy. Jak była większa urawniłowka -źle. Jak teraz ma być nacisk na wspieranie najbardziej perspektywicznych - źle. Są złote medale? No dobrze, ale dlaczego tylko w starych sportach? Dlaczego nie ma nas w snowboardzie (w tradycyjnych konkurencjach snowboardowych są, w sobotę srebro w gigancie równoległym zdobyła Selina Joerg, a brąz Ramona Hofmeister, ale chodzi o młodsze konkurencje), w tych wszystkich freestyle'ach, Big Airach, crossach, slopestyle'ach i halfpipe'ach.

Dlaczego jesteśmy tacy poważni, a tam gdzie jest zabawa, wygrywają inni? Młodzi nie oglądają starych sportów. A skoro już jesteśmy przy starych sportach, to dlaczego nam nie idzie w biegach narciarskich, dlaczego jesteśmy wygryzani z narciarstwa alpejskiego. Kontuzje (m.in. Felixa nie tłumaczą wszystkiego, Włosi mają kilkaset razy więcej naśnieżonych stoków niż my. Dlaczego tak się koncentrujemy na sukcesach, a nie na tym, żeby dostęp do sportu w społeczeństwie był lepszy. Dlaczego saneczkarstwo ma tak dużo, a triathlon tak mało. I tak dalej.

Aljona Savchenko and Bruno Massot of Germany celebrate after winning the gold medal in the pairs free skate figure skating final in the Gangneung Ice Arena at the 2018 Winter Olympics in Gangneung, South Korea, Thursday, Feb. 15, 2018. (AP Photo/Julie Jacobson)
SLOWA KLUCZOWE:
2018 Pyeongchang Olympic Games;Winter Olympic games;Sports;Events;XXIII Olympiad
JULIE JACOBSON/AP

Bajki na lodzie

Właściwie, gdyby się wczytać w niemiecką prasę, to mało co działa jak trzeba. A złoto się sypie. Sawczence i Massotowi udała się w programie dowolnym "jazda życia", jak powiedziała Aliona. Przeskoczyli z czwartego miejsca po złoto, pierwsze od czasów Katariny Witt i zwycięstwa w Calgary. Pierwsze w parach sportowych od 66 lat. "Dali nam złudzenia, że nasza łyżwiarska bajka jeszcze się nie kończy"- napisał jeden z komentatorów. A potem się zaczęła kolejna bajka na lodzie. I nadal trwa, tym razem w hali hokejowej.

- Czy srebrny czy złoty, zabiorę ten medal do grobu - zapowiedział hokeista Patrick Noebbels po pierwszym w historii awansie do finału olimpijskiego turnieju. Dotychczas niemieckie reprezentacje zdobywały medal tylko dwa razy, brązowy w 1932 i w 1976. - Jutro się zbudzimy i będziemy się dopytywać, co się tutaj stało - mówił Patrick Hager. - Chłopaki jedli krążki - mówił o poświęceniu w półfinale z Kanadą bramkarz Danny van der Birken. Oni jedli krążki, on przechodził samego siebie. "Niemcy, naród bramkarzy" - pisze "Die Zeit". "Czy to Manuel Neuer, czy to Andreas Wolff w piłce ręcznej, czy van der Birken, nikt ich nie przejdzie".

Bez NHL, czyli niezły pasztet

W niedzielę finał z Olimpijczykami z Rosji, zdecydowanym faworytem. Ale to dla Niemców nic nowego, każdy sukces tutaj wyszarpali. W karnych z Norwegami, po dogrywce ze Szwajcarią, potem w ćwierćfinale z mistrzami świata Szwedami 4:3, w półfinale z poprzednim mistrzem Kanadą 4:3.

Co by było, gdyby wszyscy mogli wystawić hokeistów z NHL i Niemcy mogli dobrać spośród swoich siedmiu, a Kanadyjczycy spośród 421? Pewnie byłoby inaczej. Ale jak mówi Rene Fasel, Szwajcar kierujący światowym hokejem: - Nie zawsze musi być kawior. Czasem dobry jest też pasztet i biały wurst.