Pjongczang 2018. - To strasznie boli, ale też mimo wszystko czuję dumę, że w ogóle byliśmy w takiej sytuacji: na prowadzeniu w rozstrzygającym momencie sztafety - mówi trener Tobias Torgersen

- Jak ja bym chciał mieć tutaj Weronikę w normalnym stanie, bez tej awantury. Ona to strasznie przeżyła. Była wyczerpana. Ale i tak, gdybym miał szansę ułożyć sztafetę jeszcze raz, znów pobiegłaby jako ostatnia - mówi trener polskich biathlonistek Tobias Torgersen
Weronika Nowakowska na mecie biegu sztafetowego. XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie Pjongczang 2018, 22 lutego 2018 Weronika Nowakowska na mecie biegu sztafetowego. XXIII Zimowe Igrzyska Olimpijskie Pjongczang 2018, 22 lutego 2018 Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Po skończonym wyścigu na stadionie zostały już z polskiej sztafety tylko one dwie. Krystyna Guzik, która nie dała się zatrzymać rzecznikowi PKOl i torując sobie drogę w strefie wywiadów powtarzała, że nie ma ochoty z nikim rozmawiać, bo media robią wszystko przeciwko polskim biathlonistkom. I Weronika Nowakowska, która schodziła do podziemi stadionu załamana. Tam wyszedł po nią i przytulił trener Tobias Torgersen.

"Chybiła minimalnie, tarcze drgęły"

- Powiedziałem jej, że jestem dumny i przeprosiłem, że to ja na nią nałożyłem taki ciężar. Nie przypuszczałem, że przypadnie jej zadanie ruszania na ostatnią zmianę na prowadzeniu i dowiezienia medalu do mety. Miałem bardzo mieszane uczucia, gdy nas zobaczyłem na prowadzeniu: czy to się da udźwignąć. Zawsze w biathlonie jest łatwiej temu, kto atakuje z tyłu. Powiedziałem Weronice, że gdybym miał tę sztafetę zestawiać jeszcze raz, jutro, to zrobiłbym to samo. Weronika pobiegłaby ostatnia, bo wiele razy w przeszłości wytrzymywała presję. Miała wielkiego pecha w strzelaniu leżąc. Pomyliła się włos, tarcze już drgnęły. Gdyby choć jeden z tych strzałów zmienił się w celny, miałaby więcej czasu i spokoju przed strzelaniem leżąc - mówił Torgersen.

"Gdybym mógł cofnąć czas"

Po pierwszym strzelaniu Nowakowska była jeszcze na trzecim miejscu. Dopiero po nim spadła na siódme. - Kto wie, kto to wie..  - powtarzał Torgersen. Składu by nie zmienił, ale jest powód, dla którego marzyłoby mu się, żeby cofnąć czas: żeby nie zdarzyła się sytuacja z filmikiem nagranym przez Weronikę Nowakowską. - O co wszyscy zrobili aż taką burzę? To był błąd, że to nagrała. Ale sposób, w jako to zostało podchwycone i przedstawione mnie zadziwił. Ona to bardzo przeżyła, cierpiała. Chcę, żeby to wszyscy wiedzieli. Straciła mnóstwo energii. Oczywiście, powinna być ostrożniejsza z mediami społecznościowymi i te głosy by wtedy do niej nie dotarły. Ale jak można takie rzeczy pisać do sportowca tylko dlatego, że start mu się nie udał? - mówił o obraźliwych wiadomościach, na które Nowakowska odpowiedziała słynnym już filmikiem.

"Prowadzenia nie zakładał żaden plan"

- Mam pustą głowę. Takie były emocje. Piękna sztafeta, ale polscy kibice inaczej ją będą wspominać. Całe igrzyska były bardzo trudne, dlatego tym bardziej jestem dumny, że udało nam się stworzyć na ten bieg drużynę,  która w pewnym momencie nawet prowadziła w biegu. Tego nie zakładał żaden nasz plan, liczyliśmy że przy dobrym dniu będziemy się trzymać na ostatniej zmianie w czołowej szóstce. A my postawiliśmy Werę w szalonej sytuacji. Wzięła na siebie presję strzelania na stanowisku numer jeden. Jestem dumny z tego, jak drużyna sobie ze wszystkim poradziła, jak przygotowali narty serwismeni. Monika Hojnisz i Magda Gwizdoń przyprowadziły nas na półmetek w dobrym położeniu. Zaczęły się problemy na strzelnicy, ale Krysia Guzik pięknie z nich wybrnęła, przechodząc do ataku. Miała wprawdzie rundę karną, ale bardzo szybko strzelała i świetnie pobiegła ostatni odcinek - mówił Torgersen. Norweg, który kadrę przejął dopiero przed sezonem olimpijskim. Był nieco zaskoczony propozycją, bo rzadko się zdarza, żeby ktoś wymieniał trenera rok, a nie co najmniej dwa lata przed igrzyskami. Ale podjął wyzwanie. I pociągnął za sobą zawodniczki.

"Każda z nich mogła zrobić coś lepiej. Ale to już za dużo gdybania"

- Każda z nich mogła w sztafecie zrobić coś lepiej. Ale to już za dużo gdybania. Nikt przecież nie wie, co by było, gdyby Krysia nie miała tej rundy karnej w strzelaniu leżąc. Co by się wtedy stało podczas jej strzelania leżąc. W biathlonie zawsze wszystko zależy od tego, jak udźwigniesz ten ciężar, który wynika z twojego położenia w biegu. Zwykle łatwiej jest ratować sytuację, tak jak to zrobiła Krysia czy Dorothea Wierer w swoim drugim strzelaniu. Niż odpierać ataki. Przy tak zmiennym wietrze tylu biathlonowych bogów dzisiaj decydowało, co komu pisane: kto trafi, kto minimalnie chybi. Warunki były złe. Ale czy dla nas nie byłoby np. lepiej, żeby się jeszcze pogorszyły na ostatnim strzelaniu? Wtedy te drużyny które były tuż za Werą miałyby problem, żeby strzelić tak szybko i dobrze i nas wyprzedzić - mówił Torgersen.

"Obiecaliśmy sobie, że wszystko będziemy robić razem"

- Dziewięć miesięcy temu poznaliśmy się z dziewczynami i powiedzieliśmy sobie: jest was sześć, może różne rzeczy się działy, ale od teraz zrobimy wszystko razem. I one to kupiły. Mieliśmy różne przypadki podczas przygotowań, ale cały czas byliśmy razem. I doprowadziliśmy do tego, że na ostatnie strzelanie olimpijskiej sztafety drużyna dotarła z szansami na złoto. Nie wiem, czy  jako trener mogę w tej sytuacji prosić o więcej.


Sport.pl