Zimowe igrzyska olimpijskie 2018. Stefan Hula wreszcie dorósł! Wielki wygrany sezonu 2017/2018

Przez większość swojej kariery był wyszydzany. Kibice pukali się w głowę: dlaczego trenerzy wożą go na Puchary Świata? Teraz powinni się wstydzić. Stefan Hula, który wkrótce skończy 32 lata, właśnie przeżywa najlepsze chwile w swojej karierze. W tym sezonie został pierwszy raz mistrzem Polski, zdobył także drużynowy medal w lotach i drużynowy brąz igrzysk olimpijskich. - Koledzy się śmieją, że wreszcie dorosłem - mówi Hula. Stefan jest jak wino - dodaje Kamil Stoch.

Pierwsza dekada do zapomnienia

Stefan Hula zadebiutował w Pucharze Świata w sezonie 2004/2005, startował już w jego czternastu edycjach. Jeśli jednak popatrzymy na dorobek z pierwszych jedenastu lat startów, to okaże się, że Hula uzbierał ledwie 256 punktów. Dla porównania: trzy ostatnie sezony dały mu aż 657 pkt.

- Dojrzewał. Może ciągle w cieniu innych zawodników, ale nie można o nim powiedzieć, że pojawiał się i znikał. Ciągle był. Zatrzymała go na dłużej tylko kontuzja w 2012 r. [uszkodził łękotkę podczas Grand Prix w Wiśle]. Przeszedł wtedy operację, miał długą przerwę, po której potrzebował sporo czasu by wrócić do formy. Ale teraz widać, że wszystko dobrze mu się ułożyło. Od dawna skakał bardzo regularnie. A te ostatnie tygodnie to było dołożenie wisienki na torcie. Dołożenie tych dwóch, trzech procent, które przesuwają skoczka do czołówki, robią z niego filar drużyny - mówił Łukasz Kruczek w niedawnej rozmowie ze z Pawłem Wilkowiczem ze Sport.pl.

Pomogła praca z Maciejem Maciusiakiem

Hula przez większość swojej kariery pałętał się na granicy pierwszej i drugiej drużyny. Gdy nie szło w mu w Pucharze Świata, trenerzy wysłali go na Puchar Kontynentalny. W drugiej lidze skoków potrafił wskakiwać na czołowe lokaty, ale powrót do elity znowu oznaczał dla niego kłopoty. Jego kariera kilka razy znajdowała się na sporym zakręcie. Największy pojawił się po sezonie 2011/2012 (nie udało mu się wtedy zdobyć ani jednego punktu w PŚ), po którym Hula wyleciał do rezerw i został w nich na pięć długich lat.

Osoby, które przywróciły jego karierę na właściwe tory, to Maciej Maciusiak i Wojciech Topór (asystent Maciusiaka). Hula wiele im zawdzięcza. I wskazuje, że przełomowym momentem był sezon 2014/2015. Jeszcze dobrych rezultatów wtedy nie osiągał, ale wykonał ogrom ciężkiej pracy pod budowę dobrej formy.

Nie bez znaczenia były także rozmowy odbywane z trenerami. - Wierzyli we mnie. Potrafili mi uświadomić, że stać mnie na dobre skoki, a te pokazywałem przecież na treningach - mówił wówczas Hula.

- Stefanek jest jak wino, im starszy tym lepszy - mówił w Zakopanem Kamil Stoch. Wzrost formy Polaka zauważalny był jednak wcześniej - w ostatnim sezonie pracy Łukasza Kruczka z naszą kadrą (15/16). Hula był wówczas niezwykle pewnym punktem drużyny (mimo że oficjalnie należał do kadry Maciusiaka). I choć nie meldował się często w czołowej dziesiątce, to i tak był najlepszym Polakiem. - Dobrze poznałem swój organizm, zrozumiałem wiele rzeczy. Skoki zacząłem traktować, jak dobrą zabawę i dzięki temu znów poczułem radość z uprawiania tej dyscypliny. Wyniki przyszły same - mówił wówczas Hula.

Gdy przed trwającym właśnie sezonem skoczek usłyszał pytanie od jednego z dziennikarzy, czy chce był tak długowieczny, jak Noriaki Kasai, odpowiadał - Tak długo, jak Kasai nie będę raczej skakał, ale chce to robić tak długo, jak zdrowie pozwoli. I na razie pozwala. Hula, który wkrótce skończy 32 lata, właśnie przeżywa najlepsze chwile w swojej karierze.

Sezon marzeń

Pierwszym dużym sukcesem Huli było pierwsze w karierze mistrzostwo Polski. Zdobył je raptem kilka tygodni temu, w czasie świątecznego konkursu na skoczni w Wiśle. Hula zdeklasował konkurencję pokonując drugiego Piotra Żyłę o 22,4, a trzeciego Stocha o 28,1 pkt. Świetnie było także na przełomie roku - na Turnieju Czterech Skoczni, w którym Stefan zajął 12. miejsce, najlepsze w karierze.

Im bliżej igrzysk, tym był lepiej. Forma rosła z każdym tygodniem. Na mistrzostwach świata w lotach Hula był pewnym punktem drużyny i sięgnął po brązowy medal. - Chyba się zaraz rozpłacze - mówił wzruszony po konkursie. Było to jego pierwsze miedzynarodowe osiągnięcie.

Celem Stefana Huli na sezon 2017/2018 były skoki, które pozwolą mu pojechać na trzecie w karierze igrzyska. Zawodnik ze Szczyrku od początku sezonu prezentował bardzo dobrze,  a już w czasie Turnieju Czterech Skoczni stał się skoczkiem numer trzy polskiej kadrze. Stało się wówczas jasne, że to Hula będzie pewniakiem do drużyny na igrzyska, a o ostatnie wolne miejsce powalczą dwaj przyjaciele z jednego pokoju, czyli Maciej Kot i Piotr Żyła. 

Stefan Hula Stefan Hula FOT. KUBA ATYS

Szczęśliwe igrzyska z niedosytem

Stefan Hula wraca z igrzysk z brązowym medalem, choć wszyscy doskonale pamiętają, że mógł zdobyć także indywidualny medal na skoczni normalnej, bo prowadził po pierwszej serii. - Myślałem, że skok z drugiej serii da mi medal. Może nie złoto, ale koledzy z drużyny mówili, że będzie srebro albo brąz. Ale jak zobaczyłem, ile punktów odjęli mi punktów za wiatr, to już wiedziałem, że nie będzie dobrze. Cóż, piąte miejsce to też jest duży sukces - mówił w mix zonie.

Hula wkrótce skończy 32 lata, ale właśnie przeżył najlepsze chwile w swojej karierze. W tym sezonie został pierwszy raz mistrzem Polski, zdobył także drużynowy medal w lotach i drużynowy brąz igrzysk olimpijskich. Zawodnik ma także szansę na wskoczenie do dziesiątki klasyfikacji Pucharu Świata. Do końca rywalizacji pozostało siedem indywidualnych konkursów, a Polak traci 95 punktów do czołowej dziesiątki. 


Sport.pl