Dokładnie brzmiało to tak: "Jadę po medal dla mamy, która patrzy na mnie z góry". Mamę zabrał rak, w 2016 roku. Pół roku po tym jak Natalia jako pierwsza Polka stanęła na podium Pucharu Świata w short tracku, na drugim miejscu w Montrealu. I pół roku przed tym jak w Pucharze Świata w Szanghaju, a potem w Gangneung zajęła trzecie miejsca. W Gangneung, na olimpijskim torze, na którym we wtorek o 11 polskiego czasu startuje w ćwierćfinale. Na tym samym dystansie, 500 metrów.
Być w czołowej trójce zawodów shorttracku w Korei Południowej to jak wedrzeć się między holenderskich panczenistów na podium w Heerenveen albo strzelić gola Brazylii. Shorttrack jest koreańskim bzikiem, fabryką medali, sprawą wagi państwowej. W sobotę, w dniu gdy Natalia Maliszewska przeszła przez eliminacje 500 m do ćwierćfinału, przez trybuny przewinął się prezydent Korei, wiceprezydent USA, orkiestra, trupa cheerleaderek z Korei Północnej. Było w hali 12 tysięcy głośnych widzów. - Na zawodach w Korei tłumy stoją na trybunach, tłumy przed halą - mówi Sport.pl Natalia Maliszewska.
Z 53 medali w zimowych igrzyskach aż 42 Korea Południowa zdobyła w shorttracku (z pozostałych: 9 w panczenach, dwa w łyżwiarstwie figurowym). Koreański rząd od końca lat 80. inwestował wielkie pieniądze w budowę lodowych orlików (tygrysków?) i system szkolenia. Konkurencja wśród dzieci jest ogromna, młodzi Koreańczycy trenują ciężko jak nikt inny, kariera na małym torze jest tam tym, czym w Europie i Ameryce Południowej kariery w futbolu. Gorączka shorttrackowa czasem odbiera rozum. Jedna z faworytek wyścigu na 500 m Brytyjka Elise Christie cztery lata temu w Soczi spowodowała kraksę i wyrzuciła z toru świetną Koreankę. Została wrogiem publicznym numer jeden, koreańscy kibice grozili jej śmiercią. Ale wróciła trenować w koreańskim klubie i mówi, że nic nie może się równać ze startami tutaj.
Od podiów Pucharu Świata w Szanghaju i Gangneung Natalia zaczęła być na dobre zauważana przez resztę stawki. Zasłużyła już na "cześć, cześć" z Koreankami. Po latach, gdy najlepsza w polskim shorttracku była Maliszewska, przyszły czasy, gdy najlepsza jest Maliszewska. Natalia, siedem lat młodsza siostra Patrycji, olimpijki z Vancouver i Soczi.
Natalia kiedyś tańczyła, nawet z sukcesami, ale ostatecznie wybrała tor, jak siostra. - Nie wiedziałam wtedy, w co się pakuję. Ale nigdy nie żałowałam. U nas w Białymstoku wybór tego sportu jest dość naturalny, od lat jest tu mocny klub, jeździ mnóstwo małych dzieci - mówi Natalia. Zaczynała w Juvenii Białystok, klubie wielu polskich olimpijczyków, teraz jest w Otto Speed Skating Team, pierwszej polskiej grupie zawodowej.
Gdy było ślubowanie olimpijczyków w Warszawie, Patrycja nie spuszczała z oka młodszej siostry. "A teraz musisz pójść tu, zrobić to, wziąć to, itd.". Natalia debiutuje na igrzyskach i nie mówi: zdobędę medal. Tylko: jadę po niego.- Stać mnie na to. Od dwóch lat regularnie jeżdżę w półfinałach i finałach Pucharu Świata. Byłam ósma w ostatnich mistrzostwach świata. Jadę dać sobie i ludziom uśmiech. Ale też pamiętam, jak nieprzewidywalny jest ten sport.
Nikt w shorttracku nie może powiedzieć: zdobędę. Wspomniana Christie, największa olimpijska nadzieja Brytyjczyków, cztery lata temu w Soczi miała trzy szanse medalowe i trzy razy została zdyskwalifikowana za przekroczenie przepisów. Gdy się pędzi blisko 50 kilometrów na godzinę (rekordowe okrążenie Natalii miało średnią prędkość 47 km/h) po torze mającym ledwie 111,11 metrów, na płozach jak brzytwy, wykładając się niemal poziomo na zakrętach, niczego nie można być pewnym. - Mówią, że jesteśmy jak żużlowcy. Ciągle kręcimy się w lewo i nie mamy hamulców - mówi Natalia.
Płoza przy karbonowych butach jest tak cienka, że pęka przy byle zderzeniu z inną płozą. I czasem tnie skórę do kości. Australijczyk Steven Bradbury, pomnik nieprzewidywalności w shorttracku, zanim zdobył to słynne złoto igrzysk w Salt Lake City - po tym jak wszyscy rywale przed nim upadli - miał w jednym upadku złamane kręgi szyjne, a w drugim tak głębokie rozcięcie, że stracił cztery litry krwi. Siostra Natalii złamała nogę na torze w Kanadzie. - Gdy pada więcej niż jeden zawodnik, to trzeba bić brawo każdemu, kto się nie pociął i nie zrobił sobie nic innego. Ja krzywdy sobie jeszcze w życiu, tfu tfu, nie zrobiłam. Najgorsze co mi się zdarzyło, to rozciąć sobie palec przy ostrzeniu płozy. Właściwie to cały czas sobie rozcinam. Tu w Gangneung jest bezpiecznie. Nie ma band, są miękkie materace, nie powinno być bólu - mówi Natalia.
Szaleństwo wokół shorttracku napędzają Koreańczycy. Ale wyścig technologiczny Holendrzy. Dzięki Guido Vreulsowi, menedżerowi Otto Speed Skating Team, Natalia ma strój, w którym startuje od obecnego sezonu. Połowa z lycry, ale od połowy uda aż po kamizelkę w górze - guma. - Guma jest bardziej aerodynamiczna. To co na lycrze się zatrzymuje, to po gumie się ślizga. A do tego ta guma modeluje sylwetkę. I nawet jestem w stanie ubrać się w to sama. To będą pierwsze igrzyska gumowych strojów. Weszły na początku tego sezonu, przeprowadziły się do nas z długiego toru i nie wszystkim pasują. Nie wszyscy potrafią jeździć tak ściśnięci. Jest nas tutaj z Polski trójka i tylko ja jeżdżę w gumie. W lycrze czuję się taka rozlana. A w gumie kompaktowa.
Pięćsetka to cztery i pół kółka w zawrotnym tempie. 8,5 sekundy - to rekordowe kółko Natalii. - Dla kogoś kto patrzy z boku: tylko cztery i pół kółka. Ale im dłużej jeździsz, tym dłuższy ci się ten dystans wydaje. Dzielisz sobie ten wyścig na tyle części: tu przeczekać, tu zaatakować, tu uważać. Trzeba nie tylko jechać w biegu, ale i być głową w biegu. Ja jestem typem obserwatora. Patrzę i notuję w głowie, co kto robi dobrze - mówi Natalia. Najczęściej podpatruje Elise Christie, bo to "mistrzyni świata z 2017, ale też mistrzyni świata w technice". I Włoszkę Ariannę Fontanę. - Uwielbiam patrzeć jak one jeżdżą - mówi.
Właśnie Ariannę Fontanę spotka w ćwierćfinale, o 11 polskiego czasu. Jadą po cztery, dwie przechodzą dalej. Fontana to pięciokrotna medalistka trzech igrzysk olimpijskich. Kanadyjka Marianne St Gelais - trzykrotna medalistka dwóch igrzysk. Holenderka Yara van Kerkhof startowała cztery lata temu w Soczi.
- Mam trudny ćwierćfinał. Ale przecież łatwego nie oczekiwałam. To jest czołowa szesnastka świata - mówi Natalia. - Tutaj każdy ma każdego rywala rozpracowanego i na pamięć zna jego wady, zalety, przyzwyczajenia. Ale znać a umieć wykorzystać to dwie różne rzeczy - tłumaczy trener Dariusz Kulesza.
Co jest najważniejsze? - Trzymać leana. Jak trzymasz leana na zejściu, to rywale mają problem, żeby cię wyprzedzić - mówi Natalia. "Trzymać leana" znaczy wyłożyć się na lodzie tak, żeby jak największą część toru zakryć ciałem i zablokować przeciwniczki. - Ja umiem się kłaść. I jestem szybka - mówi. Jeśli uda się przejść w Gangneung kolejne rundy - świetnie. Jeśli się nie uda - może przynajmniej ci, którzy nie znali wcześniej shorttracku, spojrzą i się wciągną. - Bo shorttrack jest genialny. Trenuję od 11 lat, a gdy siedzę na trybunach podczas zawodów, to dalej nie mogę się nadziwić, jakie to jest dobre! - mówi Natalia. - Cały czas akcja, akcja, akcja. No szczerze: jak można nie lubić shorttracku?

Sport.pl
Natalia Maliszewska AGNIESZKA SADOWSKA
Natalia Maliszewska podczas treningu
AGNIESZKA SADOWSKA
Natalia Maliszewska AGNIESZKA SADOWSKA