Pjongczang 2018. Czy panczenistki stać na miejsce na podium w drużynie? - Będziemy to musiały wyszarpać - mówi Natalia Czerwonka

- Za mało trenowałyśmy bieg drużynowy - mówi Luiza Zlotkowska o konkurencji, która dała Polkom medale dwóch ostatnich igrzysk. - Trzeba pytać trenera i kierownictwo związku, dlaczego tak mało - dodaje Natalia Czerwonka. - A ja uważam, że jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji - mówi Katarzyna Bachleda Curuś
. . KUBA ATYS

- Za mało trenowałyśmy bieg drużynowy  - mówi Luiza Zlotkowska o konkurencji, która dała Polkom medale dwóch ostatnich igrzysk. - Trzeba pytać trenera i kierownictwo związku, dlaczego tak mało - dodaje Natalia Czerwonka. - A ja uważam, że jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji - mówi Katarzyna Bachleda Curuś

W Vancouver był sensacyjny brąz. W Soczi spodziewane srebro, a swój brąz dołożyli też mężczyźni. Kończący igrzyska bieg drużynowy, z udziałem tylko ośmiu najlepszych zespołów, stał się specjalnością polskich panczenów. I za tydzień w poniedziałek Polki staną przed szansą przedłużenia tej serii. To może być jedyna szansa na medal w panczenach, bo męska drużyna nie ma kwalifikacji. Jest pierwszą rezerwową i musi liczyć na pech rywali.

Biegiem na 1500 m (Natalia Czerwonka 9.miejsce, Katarzyna Bachleda-Curuś 13., Luiza Złotkowska 17.) zakończyły tę część igrzysk, w której się skupiały na startach indywidualnych. Jeszcze tylko Natalia Czerwonka pobiegnie w środę na 1000 m, ale drużyna będzie już trenować z myślą o poniedziałku.

Siłą drużyny jest synchronizacja. W przypadku Polek trudno o to poza torem

- Do Soczi jechałam po medal, którego nie dostałam w Vancouver. Byłam pewna, że w Soczi go zdobędziemy i już będę miała swój. Wtedy co Puchar Świata byłyśmy na podium. A teraz jesteśmy drużyną, która ani razu od tamtych igrzysk na podium nie była - mówi Natalia Czerwonka, która medalu w Vancouver nie dostała, bo była w drużynie rezerwową. - Tutaj trzeba będzie medal wyszarpać. My będziemy atakującymi. Ale może taki wyszarpany będzie nam bardziej smakował - mówi Czerwonka.

Drużyna w łyżwiarstwie szybkim to pochwała synchronizacji i współpracy. One tak współpracują na torze, poza nim bywa różnie. Każda pochodzi z innego miejsca w Polsce, każda pracuje z innym trenerem, każda według innego systemu. I nawet zdania na temat stanu przygotowań do drużynowego wyścigu mają różne. Czerwonka i Złotkowska uważają, że wspólnych treningów było za mało, a Bachleda-Curuś, że wszystko jest tak jak miało być. 

Czerwonka: Holenderki ćwiczą co tydzień, Azjatki cały czas. Bierzmy z nich przykład"

- Holenderki od czerwca co tydzień trenują do biegu drużynowego. Najpierw był szeroki skład, osiem, dziesięć dziewczyn, i też nawet jeśli miały obozy w różnych miejscach, to raz w tygodniu razem trenowały. Chinki jeżdżą synchronicznie na każdym treningu. Japonki, zrobiły wielkie wow i urwały sześć sekund z rekordu świata. Trzeba brać przykład z tego. Tego medalu w drużynie nie da się wyszarpać tygodniem treningów. To jest jak w kolarstwie torowym, gdzie zawodnik który się chowa ma 60 procent mniej oporu powietrza. A u nas do tego trzeba jeszcze zgrać krok, wszystko robić razem i to jest bardzo trudne - mówi Czerwonka.

Dlaczego więc nie trenowały częściej? To myślę że jest pytanie do władz związku i trenera kadry kobiet -odpowiada Czerwonka. - Ja  w tym roku trochę byłam odsunięta od drużyny, ostatni bieg jechałam w styczniu 2017. Zdarzało nam się potem jeszcze trenować w tym składzie, ale polski olimpijski hasztag "Jesteśmy jedną drużyną" mógłby być lepiej realizowany w naszym przypadku. Ja z Natailą na pewno jesteśmy zgranym duetem, myślę że Kaśka też da się wciągnąć. Czemu mało trenowałyśmy? Trzeba pytać trenera kadry - mówi Luiza Złotkowska.

Ewa Białkowska: Wszystko jest pod kontrolą, ale jeśli dziewczyny chcą trenować więcej, nie ma problemu

Trener kadry Krzysztof Niedźwiedzki był wczoraj nieuchwytny, ale szefowa wyszkolenia PZŁS Ewa Białkowska, trenerka która doprowadziła drużynę do medalu w Vancouver, mówi Sport.pl, że wszystko jest pod kontrolą.

- Biegi drużynowe są później i to normalne, że najpierw trzeba się skupić na indywidualnych. Żadna nowość. Dziewczyny będą miały teraz dużo czasu na zgranie się, ustalenie taktyki. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Każdy trener robi to samo, ja robiłam to samo jako ich trenerka. Może one czują że za mało ćwiczyły, ale myślę że do tego jednak trzeba podejść spokojnie, one są tak doświadczone w biegu drużynowym. Każda z nich się chciała skupić na starcie indywidualnym. Może dlatego było trochę za mało wspólnych rozgrzewek i wspólnych zjazdów. Jeśli jednak chcą trenować więcej, to przekażę to trenerowi Niedźwiedzkiemu - mówi Ewa Białkowska.

Bachleda-Curuś: A ja uważam, że jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji

- Jeden trening już się odbył, jeszcze są zaplanowane dwa, myślę że wszystko jest do nadrobienia - uspokaja w rozmowie ze Sport.pl trener Złotkowskiej Witold Mazur.

- A ja nie uważam, że trenowałyśmy za mało. Jesteśmy nastawione optymistycznie, myślę możemy dobrze pojechać. Trenujemy, Luiza z nami uczestniczy w tych treningach, nie ma problemu. Od teraz pełne skupienie na biegu drużynowym. Łyżwiarstwo jest sportem indywidualnym, trener Niedźwiedzki dał nam wolną rękę: skupcie się najpierw na sobie, a potem na drużynie. Mamy ten komfort, że było dość czasu, by to tak podzielić. A nie bylyśmy nigdy tak blisko siebie wynikowo na 1500 m i uważam, że jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji - mówi Katarzyna Bachleda-Curuś.

- Ja się nie boję, bo ze statystyk Holenderów wynika, że nikt nie startował na świecie w wyścigu drużynowym częściej niż ja. Lubię go, potrafię w nim jeździć, wiem że mogę być mocnym punktem - mówi Luiza Złotkowska . - Ale trzeba nam dopracować parę spraw. Nie formę, tylko techniczne i taktyczne elementy. We wtorek siadamy i zastanawiamy się, jak to zrobić.

Paweł Wilkowicz
Sport.pl