[MAJCHRZAK w PUNKT K] Wielkie kontrowersje po konkursie skoków. System pomiaru wiatru nie dał rady? Sprawdzamy, jak to działa

Nie tak miał wyglądać pierwszy konkurs na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. Polscy skoczkowie nie zdobyli ani jednego medalu, a Kamil Stoch stracił do podium zaledwie 0,4 pkt. Stefan Hula był piąty, jemu do medalu zabrakło 0,9 pkt. Kibice zwrócili uwagę na olbrzymie rozbieżności w punktach odejmowanych za wiatr. Warto więc sprawdzić, jak działa system przeliczników i co wpływa na odejmowane lub dodawane punkty.

Tuż po konkursie Stefan Hula stwierdził, że nawet nie przypuszczał, że komputer odejmie mu aż 18,4 pkt, bo po prostu nie czuł aż tak mocnego wiatru pod narty. Na telebimach pojawiła się cyferka "5" oznaczająca miejsce Huli, a biało-czerwoni bezradnie rozłożyli ręce. Tym sposobem punkty odjęte za wiatr zdecydowały o tym, że Hula znalazł się poza podium.

Jeśli popatrzymy na bonifikatę punktową za wiatr, to w drugiej serii najbardziej poszkodowany może czuć się Kamil Stoch, który skakał w zdecydowanie najgorszych warunkach z całej czołówki.

Stoch zrobił prawie wszystko, co mógł

Ta tabelka pokazuje, jaki wiatr w drugiej serii wiał pod narty czołowej piątce:

1.Wellinger 2,22 m/s 
2. Forfang 2,15 
3. Johansson 2,24 
4. Stoch 1,35 
5. Hula 2,28 
Badania, które kilka lat temu zostały przeprowadzone na austriackim uniwersytecie wykazały, że 1 m/s na sekundę różnicy w wietrze na skoczni normalnej może skrócić bądź wydłużyć skok o 6 do 8 metrów.

Jako że Stoch miał warunki gorsze o blisko metr na sekundę, to teoretycznie na starcie stracił około 5-6 metrów, czyli 10-12 pkt. Wellinger poleciał 113,5 metra i odjęto mu 17,8 pkt, Stoch 105,5 i stracił 10,8 pkt. Co oznacza, że Stoch zyskał jedynie 7 pkt. Tutaj dochodzimy do bardzo ciekawej kwestii, bo przeliczniki FIS... z założenia nie oddają rzeczywistości.

Przeliczniki oddają tylko 75 proc. punktów

FIS chciał utrzymać element loteryjności konkursów, dlatego system rekompensaty punków ustawiany jest na około 75 proc. realnej wartości pomiarów.

Po ośmiu latach można powiedzieć, że ten system jest dobry, ale tylko w warunkach, gdy wieje z przodu albo z tyłu. Niestety, zupełnie nie radzi sobie w momencie, gdy wieje z boku lub gdy wiatr mocno kręci i w różnych miejscach wieje z różnych kierunków. Tak było właśnie w Pjongczangu, bo o ile z reguły wiało pod narty, to wielu zawodników narzekało na boczne podmuchy, które całkowicie uniemożliwiły oddawanie dalekich skoków. Z takim problemem zmierzył się Dawid Kubacki... Polak miał fatalne warunki i po prostu nie mógł odlecieć przez tzw. "boczny przeciąg", a mimo to system odjął mu trzy punkty...

Konkurs skoków. Pjongczang 2018 Konkurs skoków. Pjongczang 2018 Fot. Matthias Schrader / AP Photo

Jak działa system?

Na dużych obiektach dokonuje się siedmiu pomiarów z przyrządów rozstawionych naprzemiennie po obu stronach zeskoku, na normalnych skoczniach jest zwykle pięć (do siedmiu) pomiarów. Warunki mierzone są dla każdego zawodnika osobno i w rzeczywistym czasie oddawania skoku. Skoczek, który wychodzi z progu uruchamia fotokomórkę, która włącza czujniki. Te robią około 150 pomiarów, z których wyciągana jest średnia. Bardzo ważną kwestią jest również to, że system automatycznie wyłapuje osiągniętą odległość przez zawodnika. Można więc uniknąć sytuacji, w której skoczek miał niezwykle słaby wiatr na początku i nie doleciał do miejsca, gdzie ruch powietrza był bardzo korzystny. Dostaje wówczas tylko punkty za złe warunki atmosferyczne.

Niestety, warunki mierzone są na krańcach zeskoku, a nie na środku, czyli tam gdzie leci zawodnik. Na skoczni normalnej szerokość zeskoku do chodzi do około 30 metrów, co oznacza, że zawodnik leci po 15 metrów od czujników. Tam wiatr może być zdecydowanie inny. Jeszcze gorzej jest na skoczniach dużych, a na mamutach lata się nawet 30 metrów od urządzeń pomiarowych.

Punktów za wiatr z tyłu jest więcej niż za wiatr pod narty

O ile Międzynarodowa Federacja Narciarska dokonała pewnych zmian w przepisach związanych z wiatrem w plecy, to kwestia bocznych podmuchów nadal pozostaje nie do końca rozwiązana, a Walter Hofer szuka wymijających odpowiedzi. FIS wie również, że  uśrednione pomiary nie oddają rzeczywistości. Włodarze FIS-u ciągle muszą też zmagać się z pytaniami o wpływ tylnego wiatru, który powoduje większe problemy niż wiatr pod narty o tej samej sile.

Właśnie dlatego w 2013 roku FIS postanowił wprowadzić korektę w przepisach, która o 21 procent zwiększyła kompensację punktową za podmuchy w plecy. Inicjatorem tych zmian był Miran Tepes, który przez cały sezon 2012/2013 skrupulatnie notował wszystkie skoki łącznie z siłą wiatru, a potem przedstawił wnioski.

Dlaczego nie ma podglądu wiatru?

Po konkursie na skoczni w Pjongczangu wielu kibiców było bardzo niezadowolonych, skoczkowie również nie wiedzieli, dlaczego mieli tak dużo odejmowanych punktów.  Wydaje się więc, że sprawę rozwiązałaby możliwość podglądania wiatru w czasie rzeczywistym.

FIS tłumaczy, to utrudniłoby widzom śledzenie konkursu, ale kibice są innego zdania. Co więcej, podawanie jedynie uśrednionego pomiaru stwarza olbrzymie pole do dywagacji i szukania spisków.

Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji byłaby możliwość ciągłego oglądania grafiki z pomiarami wiatru (w czasie rzeczywistym). Jeśli nie w telewizji, to chociaż za pomocą Internetu.

hula
hula FOT. KUBA ATYS

Bez systemu Hula byłby drugi

W ramach ciekawostki policzyliśmy odległości osiągane w sobotnim konkursie. Łatwo dojść do wniosku, że Andreas Wellinger (w sumie 218 metrów) wygrał absolutnie zasłużenie, ale odległościowo drugie miejsce zajął Stefan Hula (216,5 metra). Jeśli popatrzymy na resztę zawodników z czołowej piątki, to Forfang osiągnął 215,5 metra, Robert Johansson 214, a Kamil Stoch 212 metrów.

Należy na to patrzeć jedynie w formie ciekawostki, bo od 2010 roku w skokach funkcjonuje system przeliczników, które mają rekompensować wpływ siły wiatru na skok. Warto więc sprawdzić, jak działa system, bo krąży wokół tego wiele nieścisłości.