Pjongczang 2018. Kontrolerka sprzętu FIS: Buty polskich skoczków? Na pewno deprymują rywali

- Jeśli buty mogą im pomóc, to dobrze, a jeśli nie mają znaczenia, to i tak pomogą, bo ktoś na pewno skupi się nie tylko na swoim zadaniu, ale też będzie się martwił, co to znowu ci Polacy wykombinowali - mówi obecna na igrzyskach w Pjongczangu Agnieszka Baczkowska, kontrolerka sprzętu z Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Przedstawicielka FIS-u twierdzi, że dla niego nowinka sprzętowa Kamila Stocha i spółki na razie nie stanowi problemu.
Nowe buty polskich skoczków Nowe buty polskich skoczków Paweł Wilkowicz

Łukasz Jachimiak: Jak bardzo swoimi nowymi butami polscy skoczkowie zainteresowali Was, kontrolerów sprzętu z ramienia Międzynarodowej Federacji Narciarskiej?

Agnieszka Baczkowska: Wielkiego poruszenia nie ma, skoro będąc na wieczornej sesji treningowej nie słyszałam o tej sprawie. Dowiaduję się od niej od pana. Oczywiście byłoby inaczej, gdybym była w Pjongczangu wcześniej. Te trzy serie bez udziału Polaków widziałam z doskoku, na skocznię przyjechałam praktycznie prosto z samolotu, nie rozmawiałam jeszcze nawet z moimi kolegami. Ale gdyby było wielkie poruszenie, to na pewno dotarłyby do mnie komentarze. Możliwe, że rano sprawę komentowano, że było zamieszanie, ale po południu na skoczni już nikt o tym nie mówił.

Gdyby sprawa była na miarę słynnych wiązań Simona Ammanna z igrzysk w Vancouver w 2010 roku, to nie dałoby się o niej nie usłyszeć?

- Na pewno. Najczęściej te wszystkie ruchy związane z nowym sprzętem to ruchy pozorowane ze strony ekip, które chcą trochę zbić z tropu konkurencję, chcą, żeby się rywale martwili, że czegoś nie mają, że może pod jakimś względem są gorzej przygotowani. Często zmiana jest tylko optyczna, to nowy wzór, coś, co się rzuca w oczy i wzbudza zainteresowanie. Kiedyś jedna z ekip do mnie przyszła i pytała czy może wprowadzić pewną modyfikację. Zdziwiłam się, zapytałam po co im to. "A tak, żeby namieszać" - usłyszałam w odpowiedzi.

Nowe buty polskich skoczków Nowe buty polskich skoczków Paweł Wilkowicz

Rozumiem, że nie zdradzi Pani o jaką ekipę chodziło, a powie Pani chociaż co to była za modyfikacja?

- Chodziło o jeden z elementów wiązań. Zdarzyło się już jakiś czas temu. I ciągle się tak dzieje, że jedni drugich chcą trzymać w niepewności, zdenerwować, odwrócić uwagę rywala od skoków. Oczywiście nie twierdzę, że tak jest z butami Polaków. Na razie nie znam sprawy, na pewno w czwartek będę o niej rozmawiać z kolegami z FIS-u.

W tych nowych butach nie skakał tylko Dawid Kubacki. Chwalił je Maciej Kot, choć oczywiście bez wchodzenia w szczegóły, a Adam Małysz mówił podobnie jak Pani: może mają coś ekstra, a może nie.

- I to jasne, że nikt z naszej ekipy tego nie powie. Jeśli buty mogą im pomóc, to dobrze, a jeśli nie mają znaczenia, to i tak pomogą chociaż o tyle, że ktoś na pewno skupi się nie tylko na swoim zadaniu, ale też będzie się martwił, co to znowu ci Polacy wykombinowali.

Czyli to dobrze, że Polacy te buty przywieźli, że do świetnej formy dorzucają jeszcze coś, czym mogą sobie pomóc?

- Na pewno to deprymuje przeciwników. Szczególnie, że robi to drużyna, która jest bardzo silna. Kiedy taki zespół jeszcze wyciąga coś nowego albo "nowego", to musi dawać psychologiczny efekt, musi wpływać na rywali.

A propos zagrywek - Niemcy Andreas Wellinger i Markus Eisenbichler skakali w środę w bardziej zabudowanych kaskach, które zaczęli stosować na Turnieju Czterech Skoczni?

- Nie, specjalnie patrzyłam. Widziałam, że już w Willingen z tego zrezygnowali. Może wyciągam teraz zbyt daleko idące wnioski, ale chyba wygląda na to, że stosowanie takich kasków było tylko psychologiczną zagrywką z ich strony.

Na tych treningach bez udziału Polaków zauważyła Pani u kogoś coś, czemu trzeba się będzie szczególnie przyjrzeć?

- Na razie było spokojnie. Na skoczni wśród moich kolegów po fachu nie widziałam specjalnego zamieszania. A o tym porannym, spowodowanym przez Polaków, na pewno z nimi porozmawiam. A może już chłopcy przyszli do Seppa Gratzera z butami i pokazali, że wszystko ze sprzętem jest ok, dlatego o sprawie jest w naszym gronie cicho? Na pewno jeśli media napisały o sprawie, to Sepp o niej wie. I w jakiś sposób już się do niej ustosunkował albo to zrobi, bo jeśli buty nie zostały jeszcze sprawdzone, to na pewno w końcu zostaną.

Gratzer na razie jeszcze sprzętu nie sprawdza, bo podczas treningów tego nie robicie, ale już jest czujny?

- Na treningach nie ma kontroli, wtedy możemy tylko obserwować. Zazwyczaj to niewiele daje, bo zawodnicy skaczą w innych kombinezonach niż później w konkursach. Ale oczywiście obserwować trzeba, bo jakieś trendy można zauważyć, można sobie kogoś na listę wpisać, jeśli podejrzanie wygląda.

Czy w Pjongczangu już ktoś został wpisany na taką listę?

- O takich rzeczach nie mogę mówić.